Jagiellonia Białystok. Zaszkodziła im rola faworyta

Tomasz Dworzańczyk [email protected]
Michał Pazdan, a w zasadzie jego brak w kilku ostatnich meczach, łączony jest ze słabszymi wynikami Jagiellonii w listopadzie
Michał Pazdan, a w zasadzie jego brak w kilku ostatnich meczach, łączony jest ze słabszymi wynikami Jagiellonii w listopadzie Archiwum/Wojciech Wojtkielewicz
Jagiellonii zaszkodziła kontuzja Michała Pazdana i postrzeganie tego zespołu jako faworyta do wygrania ligi - uważa Maciej Murawski, ekspert NC+.

Żółto-czerwoni w czterech listopadowych meczach nie potrafili wygrać i ich bilans za ten miesiąc to ledwie dwa punkty. Poziom rozczarowania sięgnął zenitu po bezbramkowym remisie w minioną sobotę z ostatnim w tabeli Zawiszą Bydgoszcz.

- Na pewno Jagiellonia w tym meczu zawiodła. To Zawisza był groźniejszy, dłużej prowadził grę i potrafił kreować sytuacje bramkowe. Białostoczanom brakowało szybkości i wyjścia na pozycję. W drugiej połowie mecz trochę się wyrównał, ale dalej nie było to coś, z czego mógłby być zadowolony trener Michał Probierz - przyznaje Murawski.

Były reprezentant Polski widzi kilka przyczyn słabszej ostatnio postawy Jagi. Największa to według niego absencja Michała Pazdana.

- Michał oprócz tego, że dawał sporo jakości w defensywie, to był też niesamowicie przydatny w rozgrywaniu akcji od tyłu. On ma doświadczenie w grze jako defensywny pomocnik i potrafił to wykorzystać występując na środku obrony. Sebastian Madera choć w destrukcji jest znakomity, to już nie wyprowadza piłki tak dobrze. Pozostali obrońcy Jagi tym bardziej - zauważa Murawski.

Jego zdaniem żółto-czerwoni padli też po części ofiarą swojej dobrej postawy z pierwszej części sezonu. Niektórzy, jak np. Wojciech Kowalczyk widzieli już w Jadze kandydata do mistrzowskiego tytułu.

- To był moim zdaniem taki pocałunek śmierci dla Jagiellonii. Ten zespół wcześniej robił punkty dzięki świetnej organizacji gry, dobrze dobranej taktyce przez trenera Probierza i trzeba też powiedzieć, że Jadze sprzyjało szczęście, bo pamiętamy słupki i poprzeczki, które wyręczały w kilku meczach Bartłomieja Drągowskiego - zauważa Murawski. - Jagiellonia nie była drużyną, która prowadziła grę, a kiedy zaczęto upatrywać w niej faworyta, to straciła atut zaskoczenia, bo przeciwnicy inaczej już się na nią nastawiali. Zresztą sami piłkarze zapewne poczuli większą presję i wymagania, a to zazwyczaj nie pomaga - dodaje.

Trzeba też dodać, że w pewnym momencie białostocki zespół stracił swojego lidera, jakim był Dani Quintana. Początkowo nie było widać braku Hiszpana, ale w ostatnich kilku meczach kibice żółto-czerwonych zaczęli już za nim tęsknić.

- Odejście Daniego zbiegło się z dobrą formą Macieja Gajosa i Niki Dzalamidze. Obaj zresztą zostali docenieni przez selekcjonerów swoich reprezentacji i dostali powołanie na listopadowe mecze kadry Polski i Gruzji - wyjaśnia Murawski. - Po powrocie ze zgrupowań już tak nie błyszczeli, ale też wymagania co do nich znacznie wzrosły. Inną optyką postrzega się kadrowicza, a inną zwykłego ligowca. Co nie zmienia faktu, że obaj potencjał mają naprawdę spory. Taki Dzalamidze jak jest w formie, to potrafi wygrywać mecze w pojedynkę - twierdzi komentator NC+.

Były piłkarz m.in. Legii Warszawa, Arminii Bielefeld i Arisu Saloniki odniósł się też do Mateusza Piątkowskiego, który wcześniej strzelał gole jak na zawołanie, ale ostatnio zatracił skuteczność.

- Taki jest futbol i wielu napastników ma lepsze i gorsze dni. Wcześniej Mateusz zdobywał bramki praktycznie z niczego, a teraz zwyczajnie piłka nie chce mu wpaść i wygląda na to, że się zaciął. Ale jestem pewien, że wcześniej, czy później się przełamie - kwituje Murawski.

Zdaniem byłego reprezentanta Polski Jagiellonia i tak radzi sobie znakomicie i nie ma co narzekać. Według niego, obecny dorobek punktowy jest wyższy niż potencjał, jaki posiada zespół.

- Trzeba sobie szczerze powiedzieć, że Jagiellonia nie ma zbyt szerokiej kadry. Owszem, to jest młoda i perspektywiczna drużyna, która z każdym w tej lidze może wygrać, ale też z każdym przegrać, o czym świadczy mecz z Ruchem Chorzów - przekonuje Murawski.

Tak samo postrzega zresztą dwie ostatnie tegoroczne kolejki, w których jego zdaniem białostoczanie równie dobrze mogą wywalczyć komplet oczek, jak i nie zdobyć nawet punktu.

- Mecze z Cracovią i Górnikiem nie będą łatwe, bo obie drużyny grają inaczej od reszty, czyli trójką obrońców i tu jest pole do wykazania się dla trenera Probierza, który musi znaleźć dobry plan. W spotkaniach z takimi drużynami ważny jest zazwyczaj początek. Od tego, jak się wejdzie w mecz później dużo zależy. Na pewno też potrzebne jest szczęście, czasami też dobre decyzje sędziowskie, a wiadomo, że Jaga w tej ostatniej kwestii ma prawo czuć się pokrzywdzona - podsumowuje Murawski.

Żółto-czerwoni zakończą tegoroczne zmagania 13 grudnia meczem w Białymstoku z Górnikiem. Wcześniej, bo już w sobotę zmierzą się w Krakowie z Cracovią.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie