Ja teraz kłamię. Paweł Borowski – wizjoner wrócił, by oszałamiać (zdjęcia)

Jerzy Doroszkiewicz
Jerzy Doroszkiewicz
Kadr z filmu "Ja teraz kłamię" Opus Film
Agata Buzek, Maja Ostaszewska i Rafał Maćkowiak zagrali niezwykłe postaci w filmie „Ja teraz kłamię”. Ale najważniejszym aktorem jest scenografia według wizji reżysera filmu. To Paweł Borowski.

„Ja teraz kłamię” jest określany jako thriller sensacyjny.

Mnie jednak wydaje się, że lepszym sformułowaniem byłoby jednak celebrity show. I to ze wskazaniem na show. Bo sama fabuła filmu nie jest zbyt skomplikowana. Cytuję: „Troje celebrytów, biorących udział w kontrowersyjnym telewizyjnym show „Konfesjonał Gwiazd” wierzy, że zwycięstwo w programie, w którym muszą wyjawić publiczności swoje największe sekrety, przyniesie wielkie pieniądze oraz pomoże w realizacji marzeń”. Znacie? Znamy. Takich filmów już kilka nakręcono, ale żadnego z nich nie stworzył Paweł Borowski. A kto pamięta jego hipnotyzujące „Zero”, ten może zdawać sobie sprawę, że będziemy mieli do czynienia z matematyczną precyzją. Z takim właśnie zapleczem logistycznym kręcone są te same zdarzenia widziane z perspektywy trójki celebrytów – starzejącej się aktorki (genialna Maja Ostaszewska), scenarzysty-alkoholika (Rafał Maćkowiak) i nastoletniej gwiazdki (Paulina Walendziak). Co między nimi zaszło nie ma takiego znaczenia, jak sposób pokazania ich świata na ekranie.

Zadziwiający, chłodny, wyrachowany, łączący futuryzm rodem z „Barbarelli” i „Wojny światów” Piotra Szulkina ze stylizacjami z wybiegów mody. Hipnotyzująca jak kobra, w wielkim czarnym turbanie Agata Buzek, wycofana, ale gotowa na seks Maja Ostaszewska w przepięknych, często geometrycznych sukienkach, Paulina Walendziak w błyszczących butach i strojach idealnie dopasowanych do nastoletnich gwiazdeczek pop, które zaczynały swoją karierę w internecie. Do tego auta – jakby żywcem przeniesione z filmów o Fantomasie (sic!), policjanci ze wspomnianych wizji Szulkina – w głowie się kręci, a operator kamery Arkadiusz Tomiak zapisuje to wszystko w rewelacyjny, futurystyczny sposób. A scenografia? Niezwykłe obiekty, zdaje się zaadaptowane z bardzo zwyczajnych miejsc, stają się jakimś „kongresem futurologicznym”. Do tego muzyka Adama Burzyńskiego w klimacie zimnego synth popu z początku lat 80. XX wieku. Wszystko do siebie idealnie pasuje.

I cóż, że sama historia może nie wciągać, a zwiedzeni reklamami „piknikowi kinomani” z sobotniego seansu o godz. 14 wychodzili z sali. Nie widzieli ani Adama Woronowicza, ani nie poznali rozwiązania zagadki tego na swój sposób przecież i thrillera. Za to z jakim wizualnym show!

Paweł Borowski: Sam pomysł opiera się w zasadzie na założeniu, jak by wyglądał świat w nowym millenium, wyobrażony przez kogoś żyjącego w latach 60. ubiegłego wieku. Jednocześnie akcja filmu rozgrywa się w 2008 roku czyli ponad 10 lat temu. Wiadomo więc doskonale, że to co oglądamy na ekranie nie miało miejsca. W ten sposób powstał świat, który po prostu nie istnieje. Czysta fikcja.

Netflix będzie kręcił w Krakowie. Projekt na razie owiany tajemnicą

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie