Idą święta. A blok przy Celowniczej wciąż bez wody

Adrian Kuźmiuk
Elżbieta Górska jest w piątym miesiącu ciąży. Codziennie musi dowozić do mieszkania baniaki z wodą. Nie wyobraża sobie wychowywania dziecka w mieszkaniu bez bieżącej wody.
Elżbieta Górska jest w piątym miesiącu ciąży. Codziennie musi dowozić do mieszkania baniaki z wodą. Nie wyobraża sobie wychowywania dziecka w mieszkaniu bez bieżącej wody. Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Biznesmen z Zambrowa wykupił bloku przy ul. Celowniczej 37 w Białymstoku i odłączył wodę jego mieszkańcom.

- 1 kwietnia przyszedł sąsiad i powiedział, że wyłączyli nam wodę - mówi pani Elżbieta. - Myślałam, że to prima aprilis. Myliłam się.

A historia mieszkańców felernego bloku zaczęła się już w 1998 roku. Przenieśli się z hotelu robotniczego do nowych mieszkań, które po 10 latach mieli wykupić na własność. Byli przekonani, że mają prawo pierwokupu, bo blok wybudowało Białostockie Przedsiębiorstwo Budownictwa Przemysłowego, ich pracodawca. Firma splajtowała i w 2003 roku jej majątek przejął syndyk. Blok razem z mieszkańcami sprzedał przedsiębiorcy z Zambrowa, który rozpoczął rządy twardą ręką.

Wyroki sądu to pryszcz

Jan Polakowski podniósł czynsz o 300 procent a krnąbrnym mieszkańcom odciął wodę.

- Na początku wyłączył tylko ciepłą - żali się pani Elżbieta. - Później zakręcił też zimną.

Mieszkańcy podali Polakowskiego do sądu o przywrócenie wody. Właściciel bloku podpisał przed sędzią ugodę z jednym z mieszkańców.

- Polakowski miał podłączyć mojemu sąsiadowi wodę w ciągu 14 dni od wpłacenia 160 zł za legalizację wodomierzy - mówi Mirosław Zamyślewski. - Termin minął 26 listopada, a wody jak nie było, tak nie ma.

Pan Mirek jest jednym z mieszkańców, którym odcięto wodę ponad rok temu i swoich praw będzie dochodził w sądzie.

- Mam sprawę 18 grudnia i na pewno nie pójdę na żadną ugodę - zapewnia Zamyślewski. - Musi być wyrok sądowy!

Woda ze studni, albo prysznic na dworcu

- Codziennie myję się w misce, bo nie mam tyle wody, żeby nalać do wanny - tłumaczy pani Elżbieta. - Wodę przywożę ze studni od teściowej, albo od rodziców z domu. Gdyby nie oni, nie wiem, co bym zrobiła.

Kobieta we własnym domu nie może zrobić nawet prania. Sześciolitrowy baniak starczy na ugotowanie zupy. Wody brakuje na zmywanie i do toalety. A trudno cały czas kupować ją sklepie.

- O kąpaniu w domu nie ma mowy - mówi pan Mirosław. - Żeby wziąć prysznic jeżdżę na dworzec PKS, tam są toalety i prysznice. Ale wszystko kosztuje.

Mieszkańcy radzą sobie też w inny sposób. Na zewnątrz bloku jest kran, z którego kapie woda. Ludzie stawiają pod nim wiadra, które zapełniają się dopiero po kilku godzinach. Ale gdy nadejdą mrozy kran na pewno zamarznie. Mieszkańcy Celowniczej próbowali już wszystkiego, aby dogadać się z właścicielem bloku. Na próżno.

- Nie odbiera telefonów i nie chce rozmawiać z prasą - mówi pani Elżbieta.
Oczywiście sprawdziliśmy to. Próbowaliśmy się skontaktować z Janem Polakowskim. W tym celu zadzwoniliśmy do firmy WAND-POL z Zambrowa. Pani sekretarka przekazała nam, że Polakowski nie ma dla nas czasu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie