Grupa Urban Explorers - Białystok odkrywa zapomniane Podlasie

Aneta Boruch [email protected]
Mleczarnię w Sokółce można nazwać ofiarą historii. Zaczęto ją  budować przed upadkiem komunizmu i dokładnie podczas przemian ustrojowych prace nad budową ustały.
Mleczarnię w Sokółce można nazwać ofiarą historii. Zaczęto ją budować przed upadkiem komunizmu i dokładnie podczas przemian ustrojowych prace nad budową ustały. Arkadiusz Krasowski
Udostępnij:
Podstawowa zasada ruchu urban explorers: zostawić tylko ślady butów i zdjęcia. Ta alternatywna turystyka przyczynia się do ocalenia w fotografiach ginących miejsc regionu.

Grupę Urban Explorers - Białystok tworzy sześć osób. W większości to kumple, znający się jeszcze od podstawówki. Ich celem jest zwiedzanie, dokumentowanie i pokazywanie opuszczonych, ukrytych i zapomnianych miejsc Podlasia.

Tylko ślady butów i zdjęcia

Są nieco tajemniczy - nie podają swoich nazwisk, nie zawsze chcą mówić o miejscach, w których byli. Michał zajmuje się tym od dziewięciu lat. Zaczęło się od poszukiwania informacji o nawiedzonych miejscach na Podlasiu, potem skupili się na takich opuszczonych. Pierwsza wyprawa odbyła się dwa lata temu do Czarnej Białostockiej, do opustoszałych hal dawnej Agromy.

- Z tym miejscem wiąże się ciekawa historia, bo kiedyś prowadzona tam była produkcja zbrojeniowa dla marynarki - opowiada Fabian. - Teraz zostały z tego magazyny oraz budynki biurowe i jeszcze jeden niewiadomego pochodzenia. Chcemy go sprawdzić, ale najpierw trzeba będzie wypompować dużo wody. Jest jej tam przynajmniej na trzy metry, a pod tym jest jeszcze jakiś właz.

Potem wybrali się m.in. do dworku w Lewickich, Niewodnicy Nargilewskiej. Zanim ruszą na wyprawę najpierw przeszukują internet, rozmawiają z ludźmi, np. zawodowymi kierowcami, którzy dużo jeżdżą, często po bocznych drogach i wiedzą, co gdzie jest ciekawego. Opracowali już własną metodę szukania opustoszałych domów - trzeba jechać w stronę wsi i skręcić w najgorsze drogi w okolicy - zawsze znajdzie się przy nich coś interesującego.

Gdy docierają na miejsce, wyjmują aparaty fotograficzne, latarki, często też hełmy, bo mogą się przydać. Część osób robi zdjęcia, inni namierzają niebezpieczne elementy i ostrzegają innych. Nic nie zabierają i nie wynoszą z tych miejsc. - Podstawowa reguła ruchu: zostawiamy tylko ślady butów i zdjęcia - podkreśla Michał.

A jak się uda spotkać mieszkańca i porozmawiać z nim, usłyszeć jakąś historię - tym lepiej. Tak jak w niedawno odwiedzonych wsiach w okolicach Brańska.

Sami siebie określają jako ekstremalni turyści. Ruch urban explorers rządzi się określonymi zasadami. Po pierwsze: nie otwieramy tego, co jest zamknięte. Jeśli coś jest otwarte i nie ma ostrzeżenia, że jest to teren prywatny, to według prawa można wejść.

- Staramy się działać zgodnie z prawem, na siłę nie wchodzimy - zastrzegają białostoccy explorersi. - A jeśli jest tabliczka: teren prywatny, to staramy się zdobyć zgodę właściciela.
Jest też coś, co różni podlaską grupę Urban Explorer od podobnych z innych części kraju. - Wiemy, że oni odwiedzają już znane budynki, a my raczej szukamy takich, które są ukryte - opowiada Michał.

Podlasie pełne tajemnic

Duże wrażenie zrobiła na nich stara cegielnia w Michałowie. Chodzili tam w pozostałościach pieców, służących do wypalania. - Wejście do takiego tunelu, gdzie wszystko jest z czerwonej cegły, to znalezienie się w zupełnie innym świecie - opowiada Fabian. - Jesteś w środku takiego małego muzeum.

Michała szczególnie zachwycają dworki, tak jak ten w Niewodnicy Nargilewskiej czy Wandzinie koło Sidry. - Zapamiętałem go, bo to tradycyjna, stara zabudowa drewniana, niestety wykręcono już wszystkie klamki i zamki. Byliśmy tam w bardzo wietrzny dzień, wszystko ruszało się, trzaskało, robiło to niesamowite wrażenie. Smutne jest to, że jest już strasznie spróchniały, nie da się już go wyremontować.

Te wycieczki nauczyły ich jednego: Podlasie jest regionem niezwykłym.

- To chyba jedno z najbardziej tajemniczych miejsc, z bogatą historią, wierzeniami - mówi Fabian. - Rzuca się w oczy, że jesteśmy bardzo religijnym regionem, a dodatkowo miesza się to z różnymi zabobonami, wierzeniami starosłowiańskimi.

Fascynuje ich zwłaszcza podlaska wieś i jej życie.

- To u nas można znaleźć wielkie kaflowe piece do pieczenia chleba czy suszenia ziół - opowiada Fabian. - W jednej z miejscowości przy samej granicy z Białorusią jeden z pieców miał też zrobioną taką wydłużoną półkę, na którą można się położyć i leżeć w cieple.

Wiele budynków, które sfotografowali już nie istnieje, np. część elektrociepłowni Fasty. Kusi ich dworek w Kruglanach, chcą wybrać się do niedokończonej szkoły koranicznej w Białymstoku, na opuszczone cmentarze m.in. żydowskie. - To ta nasza słynna wielokulturowość, chcemy ją pokazywać - zapowiada Fabian. - Zachwycamy się zagraniczną egzotyką, a dużo ludzi nie wie, że ma egzotykę pod bokiem. Tu jest wiele miejsc i tajemnic do poznania.

Ocalić od zapomnienia

Na razie białostoccy eksplorersi założyli stronę na Facebooku, na której zamieszczają relacje ze swoich wypraw. Piszą też na inne portale, zamierzają założyć własną stronę internetową i umieszczać na niej nie tylko zdjęcia, ale i filmy. Wszystko absolutnie niekomercyjnie, tylko z pasji i jako hobby.

Odzew na te działania jest nadspodziewanie duży i zdecydowanie pozytywny.

- Jest dużo komentarzy: o, ale fajne, a gdzie to jest - opowiada Michał. - A potem okazuje się, że piszący mają to pod bokiem. Mówimy im i zachęcamy: idźcie, zobaczcie jakie wspaniałe rzeczy i miejsca macie wokół siebie. To nas pobudza do działania.

Białostoccy explorersi chcieliby ze swoimi zdjęciami dotrzeć do jak największej liczby osób, zarazić ich swoją pasją. - Dużo osób po zobaczeniu naszych fotoreportaży zaczęło nas pytać, czy też mogą z nami pojeździć - cieszy się Michał. - To taka alternatywna turystyka dla wszystkich.

- A może dzięki temu zainteresują się tymi miejscami jacyś decydenci i da się coś jeszcze uratować, ochronić przed zniszczeniem i zapomnieniem - ma cichą nadzieję Fabian. - Dzięki temu coś się uchowa z tej naszej historii Podlasia. Oczywiście nie wszystko się da, ale próbować trzeba.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie