Gabriela Glinianowicz: Suknia dla królowej Bony

Krzysztof Potaczała [email protected]
Te stroje zaprojektowała Gabriela Glinianowicz
Te stroje zaprojektowała Gabriela Glinianowicz Archiwum Gabrieli Glinianowicz
O zamówienia u niej ścigają się teatry, muzea, skanseny, pasjonaci dawnych wieków - od Polski aż po USA. Gabriela Glinianowicz szyje stroje dla królów, księżnych, możnych panów i rycerzy. - To benedyktyńska praca, ale wykonuję ją z pasją - mówi z uśmiechem.

Zaczęło się niepozornie. W 1999 roku Gabriela, krakowianka z urodzenia, została studentką archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tam poznała Marcina z Sanoka, zakochanego w wiekach średnich, a zwłaszcza w starej broni. Był jednym z tych, którzy angażowali się mocno w raczkujące wówczas w Polsce rekonstrukcje historyczne. Tą pasją szybko zaraził Gabrysię.

- Na potrzeby pokazu tańca dawnego, którym się wtedy interesowałam, musiałam sobie uszyć strój, a że miałam o tym jakie takie pojęcie wyniesione z domu, udało się - opowiada. - To była piękna XIV-wieczna suknia, choć wykonana z konieczności z zasłony. Zakup drogiego, jedwabnego materiału, przewyższał możliwości budżetu studentki. Miałam ogromną satysfakcję. Zawsze interesowało mnie przebieranie, szycie ubrań i wyszywanie. W dzieciństwie ćwiczyłam na lalkach.

Buszowanie po wiekach

Marcin, wówczas kolega, a dzisiaj mąż, snuł opowieści o sławnych rycerzach, bractwach rycerskich, bitwach. Gabrysi bardzo się to spodobało, wkrótce już regularnie uczestniczyła w rekonstrukcjach i coraz częściej własnoręcznie przygotowywała stroje nie tylko dla siebie, ale i przyjaciół.

- Najczęściej suknie, tuniki, kaftany, a z czasem również inne ubiory - mówi. - Nie wiązałam z tą pasją zawodowej przyszłości. Miałam być archeologiem i spełnić młodzieńcze marzenie odkrywania tajemnic jakiegoś średniowiecznego zamku. Ten okres w historii zawsze mnie fascynował.

Marzenia marzeniami, ale to życie napisało scenariusz. Zaraz po studiach Gabrielę i Marcina pochłonęła opieka nad synem. Nie zapomnieli jednak o swoich zainteresowaniach. W wolnych chwilach zaczytywali się w historycznych źródłach, przeszukiwali archiwa, planowali kolejne projekty.

- Gruntowna wiedza o danej epoce, o ówczesnej modzie i obyczajach, jest niezbędna, by móc prawidłowo, ze wszystkimi detalami przygotować odpowiedni strój - tłumaczy Gabriela. - Archeologia w dużym stopniu łączy się z kostiumologią dawnych wieków, więc na pewno jest mi łatwiej, co nie znaczy, że nie napotykam na trudności.

One się piętrzą nierzadko wtedy, gdy mam coś uszyć na potrzeby wystawy, inscenizacji teatralnej, a materiały pisane na ten temat są bardzo skąpe. Tymczasem trzeba się dowiedzieć, z czego dana szata była zrobiona, w jaki sposób ją barwiono, jak szyto albo tkano poszczególne elementy.

Dzięki wykopaliskom archeologicznym niekiedy udaje się zdobyć choćby szczątkową wiedzę. Im młodsza epoka, tym więcej źródeł i materiałów, które służą mi za wzór.

Uwierzyć we własny sukces

Sanocka kostiumolog historyczna jest jedną z zaledwie kilku osób w Polsce parających się tą profesją na wolnym rynku. Bo co innego specjaliści zatrudnieni np. w teatrach, a co innego działanie na własną rękę.

- Szyłam od kilku lat, ale do rozwinięcia biznesowych skrzydeł potrzebne były niemałe pieniądze, których nie miałam - wspomina. - I pewnie jeszcze długo nic by się nie zmieniło, gdyby nie szansa stworzona przez Bieszczadzkie Forum Europejskie w Lesku.

Zapisała się na szkolenia dla początkujących przedsiębiorców w ramach projektu "Uwierz we własny sukces". Opracowała biznesplan, złożyła wniosek o dofinansowanie. - Unia Europejska przyznała mi dotację na rozruch i prowadzenie firmy. Mogłam wreszcie kupić odpowiednie maszyny i wszelki inny sprzęt niezbędny w tej pracy, chociażby fotograficzny. Po co? Każdy projekt musi być szczegółowo dokumentowany od początku aż do końca, zaś oferta dla klientów stale poszerzana.

- Pani Gabriela jest młoda i ambitna, więc doskonale przyswoiła sobie biznesowe tajniki - wychwala Adam Basak, prezes Bieszczadzkiego Forum Europejskiego w Lesku. - Pomysł stworzenia firmy o takim profilu zaskoczył nas. Był niezwykle oryginalny, innowacyjny, stąd wysoka ocena komisji opiniującej wnioski.

Kazimierz Wielki jak żywy

W swojej krótkiej jeszcze karierze Gabriela Glinianowicz stworzyła setki różnorakich szat damskich i męskich. W tym podziwiane przez masy zwiedzających stroje dla trzydziestu naturalnej wielkości figur stojących w skansenie archeologicznym Karpacka Troja w Trzcinicy koło Jasła. Wszystkie wykonane wyłącznie z ręcznie tkanych i naturalnie barwionych materiałów lnianych, wełnianych i jedwabnych.

Albo ubiory dla sześciu najwybitniejszych władców Polski, prezentowanych na realistycznych figurach silikonowych od maja tego roku w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

- Kazimierz Wielki rzeczywiście wygląda jak żywy, podobnie zresztą jak Władysław Jagiełlo czy Stanisław Poniatowski - mówi pani Gabriela.

Ma też na koncie stroje wykonane dla Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce i dla Muzeum Okręgowego w Bielsku Białej. Jeśli doliczyć teatry, rekonstrukcje historyczne i filmy, sanocka archeolog-kostiumolog ma co robić i można być pewnym, że zajęć będzie jej tylko przybywać.

- Teraz najważniejszym realizowanym przeze mnie projektem jest szycie ubrań, w jakich chodzili mieszkańcy miasteczka galicyjskiego z przełomu XIX i XX w., np. kowal, szewc, fryzjer, nauczyciel. Takie miasteczko zostanie otwarte we wrześniu w Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. Mam przy tym ogrom pracy, ale też wsparcie najbliższych, więc wszystkiemu podołam.

Czeka Zygmunt Stary

Gabriela Glinianowicz zwierza się, że niebawem ma nadzieję na kolejne poważne wyzwanie.

- Niewykluczone, że uszyję stroje dla królowej Bony i Zygmunta Starego, tej wspaniałej królewskiej pary. Skąd takie zamówienie? Nie mogę jeszcze zdradzać szczegółów. Lepiej nie zapeszać.

Na razie więc Gabriela realizuje równie ciekawe zamówienia płynące z kraju i zagranicy. Niedawno uszyła jedwabną szatę dla pasjonata wieków średnich z USA, a ostatnio zabrała się za szycie kropierza heraldycznego okrywającego konia bojowego belgijskiego rycerza w czasie turniejów rycerskich.

- To bardzo czasochłonne zadanie, wymagające cierpliwości, ale tej akurat mi nie brakuje - zapewnia Gabriela.

Czytaj e-wydanie »

Nieruchomości z Twojego regionu

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

D
Dider

Cóż koledze językoznawcy nie podoba się w słowie "księżna"? Jak nazwałby żoną księcia? Może "księciowa"? Żona zaś księdza, drogi językoznawco, to "księżyna".

Swoją drogą to z chęcią założyłbym strój uszyty przez p. Gabrielę (gdyby bylo mnie nań stać...).

M
Mariusz
"Gabriela ubiera księżny"??? A cóż to takiego lub któż to "księżny"??? Może żony "księdzów"??? Panie Potaczała nisko pan się potoczył. Do podstawówki...
Dodaj ogłoszenie