Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Fundacja dla Ratowania Zwierząt Bezdomnych "Emir"

Janka Werpachowska [email protected] tel. 085 748 95 65
Niezbyt prężnie działające Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami i Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt to za mało.
Niezbyt prężnie działające Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami i Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt to za mało.
Agnieszka, Barbara, Małgorzata. Na razie są tylko trzy, ale to one założyły białostockie koło wolontariatu fundacji "Emir".

Od sześciu tygodni w sobotnich wydaniach "Kuriera Porannego" pojawia się strona Pupile. Takie dziewczyny i takie inicjatywy, jak opisane tutaj, utwierdzają mnie w przekonaniu, że Pupile są potrzebne.

Jak to, dlaczego się za to wzięłam? - dziwi się Barbara Chojnacka, przewodnicząca koła. - Wolałabym się nie brać. Najbardziej szczęśliwa byłabym wtedy, gdyby takie koło nie musiało w naszym mieście powstawać. Ale chyba nie dożyjemy takiej chwili.

Fundacja dla Ratowania Zwierząt Bezdomnych "Emir" siedzibę ma w jednej z podwarszawskich miejscowości, jednak swoją działalnością obejmuje całą Polskę. Prowadzi schronisko dla zwierząt, zajmuje się interwencjami wszędzie tam, gdzie zwierzętom dzieje się krzywda.

- W Białymstoku i w całym naszym województwie brakuje takiej organizacji - mówi Barbara Chojnacka. - Niezbyt prężnie działające Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami i Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt to za mało. A opowieści o bezdomnych psach i kotach, o dręczonych zwierzętach można mnożyć. Bez armii zaangażowanych całym sercem wolontariuszy tych problemów nie uda się rozwiązać.

Kochać mądrze

Białostockie koło fundacji "Emir" będzie realizowało statutowe zadania tej organizacji. A najważniejsze wśród nich to: adopcje - czyli poszukiwanie domów dla bezdomnych zwierząt, sterylizacja i humanitarne usypianie ślepych miotów.

- Źle się dzieje w mieście, a jeszcze gorzej na wsi - opowiada Małgorzata Nowicka. - Kiedy namawiam swoich sąsiadów, żeby zdecydowali się na sterylizację suki, to słyszę, że to grzech, jak aborcja albo i jeszcze gorzej. Ale kiedy ta suka dwa razy do roku rodzi gromadę szczeniąt, którymi nikt się nie zajmuje, z których większość ginie pod kołami ciągnika, a te, które przeżyją, wałęsają się po okolicy, przez nikogo niechciane - to jest, ich zdaniem, w porządku.

- Bo najważniejsze to przełamać głęboko zakorzenione stereotypy - dodaje Barbara. - Kiedy wspominamy o sterylizacji, słyszymy: Ale suka musi przynajmniej raz w życiu mieć szczenięta. Albo: Ale jak się suce wszystko wytnie, to będzie leniwa i gruba. Kiedy mówimy, że trzeba uśpić przez nikogo niechciane ślepe szczenięta czy kocięta od razu, w pierwszych godzinach życia, pada riposta: Ale suce trzeba zostawić przynajmniej jedno, bo zwariuje. A jak się oburzają, kiedy im ktoś powie, że może psa warto wykastrować, żeby nie płodził szczeniąt w całej okolicy: A co to za pies bez jaj?! Jak to tak można?! Same nieprawdy ludzie powtarzają.

Najgorsza jest obojętność

Walka z tymi przesądami to zapewne jedno z trudniejszych zadań, z jakimi muszą się zmierzyć wolontariuszki z "Emira".

- Będę się upierać, że najwięcej jest do zrobienia na wsi - obstaje przy swoim Małgorzata. - Tu naprawdę psy cierpią. A wystarczyłoby, żeby ksiądz podczas kazania chociaż od czasu do czasu wspomniał, że zwierzętom należy się ludzkie traktowanie; że okrucieństwo wobec nich to grzech. Ale księża milczą, a chłop, któremu się mówi, że nie można dręczyć psa, odpowiada: Można, można, nie było go w stajence, jak Pan Jezus się rodził.

Agnieszka Piszczak mieszka w Wysokiem Mazowieckiem. Z fundacją "Emir" już dawno utrzymywała kontakty. Cieszy się, że powstało koło w województwie podlaskim.

- Najbardziej denerwuje mnie to, że samorządy nic nie robią, chociaż mają pieniądze na schroniska, na sterylizacje, na pomoc organizacjom pozarządowym zajmującym się zwierzętami niczyimi. Obojętność jest straszna. Kiedyś w moim mieście na trawniku przy jezdni leżał potrącony przez samochód duży pies. Nie dawał rady wstać. Nie było odważnych, żeby mu pomóc. W końcu po kilku telefonach interwencyjnych miasto zareagowało: przyjechał weterynarz i na miejscu uśpił zwierzę - Agnieszka z trudem o tym opowiada. - Nikt nawet nie próbował go ratować.

Agnieszka uważa, że najważniejsze to docierać do świadomości dzieci i młodzieży. Dlatego już się umawia na specjalne godziny wychowawcze w szkołach, na które będzie mogła przyprowadzić psa, opowiedzieć, jak powinno się traktować zwierzęta.

- Może włączy się w to policja, żeby dzieci mogły poznać psa na służbie, zobaczyć, że jego praca jest dla nas wszystkich bardzo ważna. Bo rodzice najczęściej straszą dzieci psami, zamiast im tłumaczyć, że to nasi przyjaciele.

Wszystkie trzy - Agnieszka, Barbara i Małgorzata - pracują zawodowo. W pracę fundacji "Emir" zaangażowały się nie z nudów i z nadmiaru wolnego czasu, z którym nie wiedzą, co robić.

Wszystkie mają po kilka zwierząt w domu, a dodatkowo zajmują się przyjętymi na "pobyt tymczasowy" bezpańskimi psami i kotami. Każda z nich sfinansowała już kilka zabiegów sterylizacji, szczepienia, leczenie chorych zwierząt. Bez przerwy kupują karmę dla swoich tymczasowych podopiecznych.
Lekko nie jest. Ale satysfakcji z tego mają mnóstwo.

- A jak nas będzie więcej, to będziemy mogli pomóc większej liczbie zwierząt - twierdzi Barbara. I wierzy w to, co mówi.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny