Fit biznes i dark kitchens, czyli jak sprawić by gastro była odporna na covid (zdjęcia)

Andrzej Matys
Andrzej Matys
Fit Cake w Gdańsku
Fit Cake w Gdańsku Fit Cake
Także w branży gastronomicznej są biznesy "covidoodporne", które mimo pandemii, nie odnotowują spadków. Jednym z nich jest wywodząca się z Białegostoku sieć niecukierni Fit Cake. W tym roku zwiększyła liczbę swoich franczyz o 100 proc. Inwestorzy twierdzą, że jej atutem jest dobrze adresowany, unikatowy produkt. Podobnie działa inna białostocka firma z branży gastro.

Lokal Fit Cake w Kielcach ruszył 11 marca, czyli w dzień, w którym rząd ogłosił pierwszy lockdown. Franczyza się utrzymała i do drugiego zamknięcia gospodarki jego właścicielka podchodzi już z dużo większym spokojem.

- Zamartwianie się nic nie da. Tak, jak wtedy znowu jest wielka niewiadoma. Wtedy też łamaliśmy ręce, a poszło nadspodziewanie dobrze. Przed otwarciem zrobiliśmy szum w lokalnych mediach i ci, co chcieli usłyszeć, usłyszeli - mówi Marzena Ardasińska-Solnica, franczyzobiorczyni Fit Cake w Kielcach i dodaje: - Mimo że mogliśmy sprzedawać towar tylko na wynos, szybko pozyskaliśmy dużą grupę stałych klientów. Jesteśmy więc na koronawirusa już zaszczepieni. W najbliższą przyszłość patrzę optymistycznie. A co dalej, zobaczymy...

Nie przespaliśmy lata

Idea Fit Cake opiera się na prostym założeniu: “jesteśmy pierwszą polską niecukierinią, do naszych wypieków i deserów nie dodajemy grama cukru”. Dewiza sieci to “No sugar no problem”. Do tego doszło jeszcze “no gluten”. Na tym zrębie marka zbudowała całe menu, którego autorką jest zawodniczka fitness Ewelina Choińska.

Firma znana jest w klubach fitness, wspiera imprezy dla sportowców, współpracuje z fundacjami i stowarzyszeniami pomagającymi diabetykom, osobom z celiakią czy walczącym z otyłością, organizuje tematyczne warsztaty. - Ci klienci przychodzą do nas, jak po suplement diety i nie przestali mimo lockdownu. Jesteśmy im po prostu potrzebni - uważa Rafał Kościuk, prezes Fit Cake.

Czytaj również: Pierwsza polska “niecukiernia” działa w Białymstoku i trafiła już do 14 miast (zdjęcia)

Zapewnia też, że firma nie przespała letnich miesięcy, po pierwszej fali epidemii i przygotowała się na ewentualne drugie zamknięcie. - Opracowaliśmy aplikację do zamówień online, usprawniliśmy system dowozów. Od początku proporcje między zamówieniami na wynos, a konsumpcją na miejscu wynosiły 60 do 40 proc., a w ostatnich miesiącach już 80 do 20 proc. - dodaje

Zamknięcie nie zmniejszyło obrotów

Sieć niecukierni liczy teraz 20 punktów, z których 10 powstało w tym roku. Jednym z nich jest Fit Cake w Gdańsku, który ruszył 26 września, tuż przed ponownym zamknięciem gastro.

- Oczywiście, że się obawialiśmy, ale byliśmy już na takim stopniu zaawansowania, że nie mogliśmy się wycofać. Informacje o lokalu rozchodziły się głównie pocztą pantoflową. I przeżyliśmy szok, gdy w dniu otwarcia zrealizowaliśmy ponad 150 zamówień. Potem przez dwa tygodnie przed lokalem ustawiały się kolejki. Czasami nie zdążyliśmy donieść ciast do witrynki, bo były kupowane na pniu. Jeszcze przed zamrożeniem, 90 proc. obrotów stanowiły zamówienia na wynos - przyznaje Łukasz Ruciński, właściciel Fit Cake w Gdańsku.

Zamknięcie nie zrobiło więc wielkiej różnicy. Utargi nie spadły, a ostatni weekend października, był jak na razie najlepszy.

Ten produkt broni się sam

Wszyscy franczyzobiorcy powtarzają, że gdyby nie wyjątkowy produkt, nie mieliby szans na sukces.

- Jeśli ktoś już do nas zajrzy i spróbuje któregoś z deserów, to mam pewność, że wróci. Ten produkt broni się sam. Przyjeżdżają do nas po słodkości ludzie z miejscowości w promieniu 100 km. Rozchwytywane są też batony i desery w słoiczkach - podkreśla Magdalena Ostrowska, prowadząca Fit Cake w Żorach na Śląsku.

Czytaj również: Białystok. Przy dworcu PKS powstał food court z pizzerią, sushi barem i zdrową nie-cukiernią. Wkrótce wielkie otwarcie (FOTO, WIDEO)

Wspomina, że zaraz po otwarciu był boom. Byli bowiem pierwszym w okolicy lokalem z tak szeroką ofertą dla wegan, osób bezglutenowych, alergików. Sami angażowali się w życie kulturalno-sportowe miasta. - Przez rok staliśmy się ważnym miejscem dla ludzi, którzy chcą się świadomie odżywiać - dodaje.

Teraz, podczas zamknięcia, cukiernia sprzedaje desery tylko na wynos, ale ma wiernych klientów, dzieki którym mam nadzieję przetrwać.

Trzynaście nowych lokali
Fit Cake od początku celowało w określoną grupę odbiorców. W każdym mieście około 15 proc. mieszkańców to osoby świadomie i zdrowo się odżywiające. - Lockdown pokazał też, że goście są autentycznie zżyci z naszą marką. Zaopatrują się w naszych punktach regularnie i długoterminowo, a to jest to, o czym marzy każdy prowadzący gastrobiznes - mówi Rafał Kościuk, współwłaściciel sieci.

Fit Cake w ostatnich miesiącach podpisał 13 umów z kolejnymi inwestorami na otwarcie nowych kawiarni, m.in. w Krakowie, Warszawie, Szczecinie, Sopocie, Nowym Targu czy Ciechanowie. Rok 2021 marka chce mieć 50 lokali z jej szyldem.

Co to jest dark kitchens?

Swój pomysł na koronawirusową rzeczywistość ma również Koku Sushi. Duża, nowoczesna kuchnia na obrzeżach miasta, niskie koszty, zróżnicowana oferta, zamówienia online, tylko dowozy. To główne założenia nowego trendu w gastronomii o nazwie dark kitchens.

Czytaj również: Nowe lokale Koku Sushi. Pomysł na biznes, który się sprawdza

Dark kitchens polega przede wszystkim na tym, że pod jednym adresem (i geograficznym i internetowym) mieści się kilka marek albo serwowane są bardzo różnorodne potrawy. Biznesem zarządzają albo dystrybutorzy żywności, tacy jak np. Uber Eats czy Delivero, albo spółki samych restauratorów, decydujących się zorganizować wspólną kuchnię.

W dark kitchens można przez aplikację lub stronę www zamówić wiele różnych dań: od schabowego, przez sushi, potrawy meksykańskie, chińskie po pizze. Mają tam prawie wszystko i na dodatek szybko dowiozą zamówienie we wskazane miejsce. Na tym polega ich atrakcyjność dla klientów. Przedsiębiorców przekonują zaś niskie koszty utrzymania lokalu.

Obecnie pod marką Koku Sushi działa 18 barów: w Świnoujściu, Gdańsku, Łomży, Poznaniu, Kaliszu, Warszawie, Lubinie, Ostrowiu Wielkopolskim (najstarszy z franczyzowych barów), Bolesławcu, Legnicy, Świdnicy, Wałbrzychu, Częstochowie, Krakowie i oczywiście w Białymstoku. Otwarcie Koku Sushi na Rynku było okazją do spotkania franczyzobiorców, znajomych i przyjaciół Koku.

Koku Sushi. Największa franczyza barów sushi ma korzenie w B...

– Dark kitchens to reakcja rynku na to, jak przeformatował gastronomię covid. Chodzi głównie o bardzo duże ograniczenie wydatków. Sala konsumpcyjna zawsze je generuje. W przypadku dark kitchens odpadają wydatki na klimatyczny wystrój, świece, kwiaty, dopracowane graficznie i wydrukowane menu. Nie przebiera się kelnerek w ludowe stroje itd. Wystarczy duża kuchnia w niekoniecznie prestiżowej lokalizacji, telefon, dobry marketing w internecie, aplikacja i jedzenie trafia do zamawiającego - wyjaśnia Mariusz Olechno, współwłaściciel ogólnopolskiej sieci Koku Sushi.

Wielkomiejskość dark kitchens
Koku Sushi tworzy ponad 30 lokali w całym kraju. Ma ona więc porównanie i dostrzega, że multikuchnie sprawdzą się raczej w dużych miastach. W Warszawie nie tak chętnie chodzi się teraz do lokali niż w mniejszych miejscowościach, gdzie wydaje się, że zagrożenie jest minimalne. Mimo przejścia w wielu firmach na pracę zdalną, tempo życia nadal jest szybkie. Często wygodniej jest zamówić coś na wynos, niż ugotować samemu. Szczególnie że ludzie mieszkający w dużych miastach często są zamożniejsi. Jednak zdaniem Mariusza Olechno, i w małych miastach nowe czasy odbiją swoje piętno na przyzwyczajeniach związanych z jedzeniem "na mieście".

Czytaj również: Koku Sushi - największa w Polsce franczyza sushi urosła o kolejne bary

– Dlatego jeszcze w maju wprowadziliśmy model franczyzowy Koku Sushi Point. Nie nazwę go dark kitchens, bo oferujemy tylko sushi, ale zasada minimalnego kontaktu na linii obsługa – klient jest podobna. Do punktu wchodzą (i to pojedynczo) tylko dostawcy, lub klienci odbierający zamówienia. Dania zamawia się najczęściej online lub telefonicznie – wyjaśnia współwłaściciel Koku Sushi.

Mariusz Olechno przewiduje, że tradycyjne restauracje nie znikną z miast, ale na pewno trochę zmieni się ich funkcja i odbiorcy. Będą to raczej miejsca spotkań niż szybka jadłodajnia. Tym bardziej liczyć się w nich będzie wystrój, profesjonalna obsługa, prezentacja dania.

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie