Festiwal Inny Wymiar - Sąsiedzi. Kultura pogodzi Polaków i Rosjan

Fot. Internet
Władimir Putin i Donald Tusk na spotkaniu w Sopocie.
Władimir Putin i Donald Tusk na spotkaniu w Sopocie. Fot. Internet
Polska - Rosja, braterstwo czy wrogość? Na to pytanie próbowali odpowiedzieć uczestnicy debaty w Centrum Esperanto. Panel dyskusyjny był częścią festiwalu Inny Wymiar - Sąsiedzi.

Prof. Szamir Zakirow, reżyser Państwowej Rosyjskiej Agencji Koncertowej "Sodruzestwo" Ministerstwa Kultury Federacji Rosyjskiej:

Podam przykład z waszej historii. W 1918 roku premierem polskiego rządu został Ignacy Paderewski. Z pierwszą wizytą zagraniczną udał się do Francji. Podczas rozmowy francuski premier spytał go, czy jest krewnym wielkiego kompozytora. Ten odpowiedział: Nie, to ja sam jestem tym kompozytorem. Wtedy nastąpiła cisza. I padły znane słowa: Panie Paderewski, mistrzu! Jak można było tak nisko paść? Z muzykanta na premiera!

Ta anegdota pokazuje, że tą dziedziną, która nas będzie zbliżać, jest właśnie kultura. I wierzę, że mimo napięć na linii Moskwa - Warszawa Krzysztof Zanussi, Andrzej Wajda będą do nas nadal przyjeżdżać. A pani Beata Tyszkiewicz to nasza rosyjska aktorka!

Prof. Antoni Mironowicz, historyk z Uniwersytetu w Białymstoku:

Moja refleksja będzie mniej optymistyczna niż prof. Zakirowa. Każdy naród ma chlubne karty i takie, których powinien się wstydzić. Tak jest w relacjach między Polską a Rosją od średniowiecza. Były chwile wspaniałe, w czasach pierwszych Piastów - koligacje rodzinne i społeczne potwierdzone licznymi przymierzami. Nie znaczy to, że nie było konfliktów. W końcu przyszedł czas ich narastania i pokazywania. W Polsce pojawiła się wizja Rosji jako kraju wrogiego, obcego. W Rosji równocześnie - obraz Polski jako zdrajcy słowiańszczyny, interesów słowiańskich, państwa, które czyha na tożsamość i kulturę Rosji. Ten obraz kształtował się przez co najmniej dwa stulecia. Chorujemy na chorobę, którą nazwałbym "chorobą sąsiedztwa". Szczególnie ujawnia się ona w relacjach między naszymi krajami. Nasze wychowanie patriotyczne zawsze miało w sobie czynnik, który można nazwać "antyrosyjskim". Możemy dostrzec to w literaturze i w sztuce. W wypowiedziach polityków i dziennikarzy więcej jest negatywów niż pozytywów. Skąd to się bierze? Z uprzedzeń.

Ale podobna sytuacja jest po drugiej stronie. Nie jesteśmy postrzegani w takim pięknym obrazie, jak to przedstawił kolega. Chociaż to piękne, kiedy wielcy ludzie są tam szanowani. Ale w Rosji ciągle postrzega się Polskę jako niewdzięczną dla wschodniej słowiańszczyzny, która nadal czyha na tożsamość Rosjan, która zawsze stoi w awangardzie, agresji skierowanej na wschód. Taki obraz wciąż się kreuje. Dostrzec to możemy nawet w konkretnych posunięciach politycznych.

Pytanie, w jakim miejscu się dziś znajdujemy: na zakręcie do przyjaźni, braterstwa czy do wrogości. Odpowiedź na nie zależy od tego, na ile nasze elity władzy, elity polityczne, kulturowe przejdą ponad te wszystkie podziały i swoje animozje i zaczną dostrzegać swego sąsiada jako partnera. Partnera, z którym się rozmawia, żyje, buduje poprawne wzajemne relacje. Oczywiście pamięta się o faktach historycznych, ale ponad nimi widzi się pewną przyszłość. Przyszłość, w której trzeba zastąpić to, co było najbardziej bolesne.

Ale są też pozytywne przykłady naszych stosunków. Na uwagę zasługują nie tylko relacje kulturowe, ale też firm czy międzyludzkie. Nie są one obarczone historyczną przeszłością, codzienną polityką państw i elit politycznych. Stają się wtedy coraz bardziej naturalne. Często te kontakty są bliższe pod względem tożsamości niż z innymi naszymi sąsiadami. Nie ma ich jednak w kontaktach międzypaństwowych. Trzeba zapoczątkować nowe relacje. I to jest chyba pierwszoplanowe zadanie dla naszych współczesnych elit politycznych.

Jerzy Kalina, dziennikarz TVP Białystok:

Moja refleksja będzie dotyczyła obrazu Rosji w mediach. Dobrym przykładem jest ostatnia wizyta Putina w Polsce. Myślę, że wszystkim rzuciły się w oczy emocjonalne przykłady zapowiedzi tej wizyty. Ale później emocje z dziennikarzy, którzy się tym zajmowali, uszły. Okazało się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Te wszystkie zapowiedzi, że stanie się coś strasznego, nieodwracalnego w stosunkach polsko-rosyjskich - to krakanie - niczego nie przyniosły. Na szczęście, oczywiście. Muszę się teraz bić w piersi za swoich kolegów dziennikarzy, którzy nie mają odpowiedniego dystansu do relacjonowania nawet bieżących stosunków polsko-rosyjskich czy polsko-wschodnich.

Przypomniała mi się jeszcze sytuacja sprzed kilku lat. Wraz ze znajomymi chcieliśmy stworzyć w przedszkolu oddział z nauką języka białoruskiego. Zaszliśmy do urzędu, a tam pani... rozkrzyczała się na nas: Kto za to będzie płacił, komu to potrzebne? Moja córka nie miała możliwości nauczyć się języka białoruskiego na zajęciach. Na szczęście nadrobiła to. Dziś jest w liceum i jest kolejny problem - języka rosyjskiego uczą tylko w jednej szkole w Białymstoku. Znów musi chodzić na dodatkowe zajęcia.

Andrzej Romańczuk, przedstawiciel Rosyjskiego Stowarzyszenia Kulturalno-Oświatowego:

Chciałbym omówić sprawę sezonów kulturalnych polskich w Rosji i rosyjskich w Polsce. Rzeczywiście istnieją one od 1999 roku. Raz nawet zagościł w Białymstoku. Od tej pory miasto omijane jest szerokim łukiem... Kultura polska dla przeciętnego widza w Rosji jest o wiele lepiej znana niż rosyjska dla Polaków. Nie docierają do nas informacje na temat występowania polskich artystów w Rosji, często nie tylko w komercyjnych, ale w poważnych przedsięwzięciach. Były też w Polsce wielkie wydarzenia i piękne prezentacje rosyjskie. Cieszyły się one ogromnym zainteresowaniem. W mediach one jednak nie istnieją. Dlaczego?

Bożena Uryga-Seweryn, białostoczanka:

Dlaczego do Białegostoku nie dociera rosyjska kultura? Bo chyba nikt nie wie, ile trzeba się nad tym napracować! Polacy nawet nie wiedzą, że w Rosji istnieje jazz. Gdy proponowałam komuś zorganizowanie koncertu, słyszałam: Jazz? Rosyjski? A co to takiego! Oni nie grają jazzu! Nie było mowy o występie. A plakaty rosyjskich artystów wiszą obecnie na całym świecie. W czasach ZSRR każdy znał rosyjską kulturę. Po 1989 r. odcięto się od niej i zapomniano.

Prof. Szamir Zakirow:

Jestem wdzięczny polskim kolegom, którzy tak emocjonalnie mówili dzisiaj o tym temacie. Takich spotkań potrzeba nam więcej. Mam nadzieję, że nasza dyskusja zbliży nas do siebie.

Debacie, która odbyła się 2 września, przysłuchiwała się Małgorzata Bazyluk

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie