Euro 2020 bez reprezentacji Polski to porażka o twarzy Bońka. Ostatnia

Adam Godlewski
Euro 2020 bez Polski to porażka o twarzy Bońka. Ostatnia
Euro 2020 bez Polski to porażka o twarzy Bońka. Ostatnia Grzegorz Dembinski/Polska Press
Polska jest świetnym krajem do życia, ma znakomity sport. Tylko PZPN został w PRL, dlatego futbol jest słaby - pisze w swojej analizie niepowodzenia reprezentacji Polski w mistrzostwach Europy Adam Godlewski.

Jak Polska długa i szeroka, zastanawiamy się, gdzie leżą przyczyny kolejnej zawstydzającej porażki naszych piłkarzy.

Zaledwie punkt wywalczony w trzech spotkaniach uplasował nasz zespół w gronie czterech najsłabszych uczestników turnieju. Gorsze okazały się jedynie Turcja, Macedonia Płn. i Szkocja. Drużyna pod wodzą Paulo Sousy grała i punktowała na Euro2020 gorzej niż wskazywałby na to ranking FIFA, w którym Polska jest co prawda właśnie 21., tyle że na świecie. Po przełożeniu na strefę UEFA daje to pozycję numer 14 w kontynentalnej hierarchii. A zatem kibice, eksperci, przede wszystkim sami piłkarze mieli prawo oczekiwać awansu do 1/8 finału. Taki był zresztą plan minimum nakreślony przez prezesa PZPN Zbigniewa Bońka. Realny, odpowiadający naszej sile. Zupełnie niezależny od znacznie większych ambicji, związanych z występami pod naszą banderą najlepszego piłkarza świata…

Biało-Czerwoni zostali najwyżej klasyfikowaną drużyną, która z turniejem pożegnała się już po trzech spotkaniach. Choć słowo: drużyna, jest średnio uprawnione; po prawdzie bowiem jadąc na mistrzostwa Europy trener Sousa nie dysponował zespołem. Tylko niedokończonym tworem. Najlepszy dowód to fakt, że tylko trzy zespoły straciły więcej goli niż przepuścił (6) Wojciech Szczęsny (Turcja 8, Macedonia i Rosja po 7). Nam bronić nie tyle nie kazano, co nie potrafiliśmy. Defensywa była dziurawa niczym dobry szwajcarski ser, nieposkładana, niezbudowana nawet według logiki i zgodnie z naszym potencjałem w defensywie.

W styczniu można było zwrócić się do Copperfielda

Została oparta o widzimisię prezesa Bońka, który już przed mundialem w Rosji przed trzema laty zażyczył sobie przestawienia zespołu na schemat z 3 obrońcami, nie zważając na fakt, iż nie mamy ku temu odpowiednich wykonawców. Adam Nawałka nie miał przekonania do tego wariantu taktycznego, Jerzego Brzęczek bronił się przed nim rękoma i nogami, natomiast nieświadom stanu polskiego posiadania - i w ogóle niespecjalnie rozeznany w naszych realiach - Sousa postanowił zaryzykować. Przypłacił to utratą 14 goli w 7 meczach z poważnymi przeciwnikami (półamatorskiej Andory nie ma sensu liczyć). Nie wygrał przy tym żadnego spotkania (z siedmiu branych tu pod uwagę), statystycznie tracąc dwa gole w każdym. W finałach mistrzostw Europy było dokładnie tak samo…

- Nie byłem optymistą przed mistrzostwami, bo nawet abstrahując od warsztatowego przygotowania Sousy do prowadzenia reprezentacji jakiegokolwiek kraju, nie tylko Polski, zupełnie nie rozumiałem, jak kilkanaście tygodni przed poważnym turniejem można zatrudnić szkoleniowca, który nie zna możliwości drużyny, jakości oraz mentalności piłkarzy, i nie ma pojęcia o polskiej naturze, kulturze i zwyczajach - mówi Michel Thiry, były belgijski piłkarz, obecnie menedżer od 30 lat mieszkający w Polsce, znający nasz futbol od podszewki. - Przecież to od początku nie miało prawa się udać! Nie było czasu na dopracowanie koncepcji, która nie została dobrana pod stan posiadania w polskiej obronie. Prezes Boniek wziął trenera zupełnie niedoświadczonego w futbolu reprezentacyjnym, i nierozumiejącego polskich piłkarzy. Właściwego może do pracy w Portugalii albo Hiszpanii, ale nie w Polsce. I nie w tym momencie. Decydując się na zmianę selekcjonera w styczniu, od razu powinien zresztą sięgnąć po iluzjonistę Davida Copperfielda - dodaje.

Świat się rozwija, PZPN nie nadąża

To jedna strona medalu. Druga jest taka, że w meczach ze Słowacją i Szwecją zawiodła motoryka. Zatem element, który - relatywnie - najłatwiej jest wypracować. Zawiodła pewnie nie aż tak ewidentnie jak przed trzema laty w Rosji, ale jednak dla specjalistów - zauważalnie.

- W meczu ze Słowacją reprezentację Polski stać było na w miarę przyzwoitą grę przez kwadrans pierwszej połowy, i taki sam czas po przerwie. Piłkarze byli przemęczeni treningami poprzedzającymi inaugurację na Euro, wręcz zamuleni. Biegali wolno, myśleli - czyli podejmowali decyzje - także za wolno. Natomiast przed spotkaniem ze Szwecją popełniono inny kardynalny błąd. Mianowicie - zbyt mało dynamiczna rozgrzewka spowodowała, że Biało-Czerwoni weszli w mecz z niemal 10-minutowym opóźnieniem. To wystarczyło Szwedom na szybkie objęcie prowadzenia i kontrolę nad przebiegiem rywalizacji. W sytuacji, kiedy to nam było potrzebne zwycięstwo, taka pomyłka nie miała prawa się zdarzyć! - grzmi profesor Jan Chmura, fizjolog z wrocławskiej AWF. - Od 20 lat przy okazji wielkich turniejów powtarzam te same oczywistości, i tylko raz w tym okresie, w roku 2016, udało się naszej reprezentacji uniknąć błędów w przygotowaniu motorycznym. Szybko okazało się jednak, że był to wypadek przy pracy, a nie poprawa wynikająca z wyciągnięcia wniosków. Bo w PZPN nie ma nawet komórki, która miałaby niezbędne narzędzia do analizy badań. Świat rozwija się w gigantycznym tempie, tymczasem w wielu obszarach, co konstatuję z przykrością, nasz związek pozostał w poprzednim stuleciu.

Nieudacznicy i troska o własne ego

Trudno, niestety, nie zgodzić się z tezą postawioną przez naukowca. Dziedziną, która była rozwijana przez dziewięć ostatnich lat był głównie PR. Natomiast wiele innych, na czele z najważniejszym szkoleniem (również trenerów, nie tylko zawodników), leżało. I to na łopatkach. Przez to, że Boniek i jego ekipa nie mieli pojęcia, jak się do tego zabrać, aby dorównać XXI-wiecznym edukacyjnym standardom wypracowanym w Niemczech, Belgii, Szwajcarii, czy bliższych nam kulturowo Czechach. Ewidentnie zabrakło także determinacji, żeby energię poświęcać na działania, których efekty będą widoczne najwcześniej za kilka lat. Czyli już pod rządami kogoś zupełnie innego w PZPN.

- Polska jest pięknym krajem, świetnym do życia. Pewnie nawet najlepszym w tym momencie w Europie. Równie duża jak Niemcy, czy Francja, ma znacznie lepsze perspektywy rozwojowe. I jest tu najbezpieczniej na Starym Kontynencie, nie ma problemów związanych z imigrantami, które targają zachodnimi krajami. Młodzi Polacy budują piękne autostrady, galerie, stadiony, są świetnymi architektami, lekarzami, i sportowcami także - uważa Thiry. - Przecież to nie jest przypadek, że macie najlepsze skoki narciarskie na świecie, dwukrotnych mistrzów świata w siatkówce, i złotych medalistów olimpijskich w lekkoatletyce. Tak naprawdę brakuje tylko piłki na światowym poziomie. A brakuje, ponieważ PZPN został w PRL. Nie ma już, na całe szczęście korupcji w polskim futbolu, koperty nie wygrywają już meczów. Z lat minionych pozostały natomiast układy, które hamują, a czasami wręcz uniemożliwiają rozwój. Na wielu szczeblach w polskiej piłce funkcjonują nieudacznicy, nie brakuje - mówię to z pełną odpowiedzialnością - debilnych rozwiązań. Zresztą, Boniek nie myślał jak poprawić cały tutejszy futbol, był bowiem zbyt zajęty troszczeniem się o własne ego. Jeżdżę po całym świecie, i nigdzie nie spotkałem faceta, który byłby tak skoncentrowany na sobie, i zrobił coś dobrego dla organizacji, którą zarządza. Bo to tak nie działa, pod żadną szerokością...

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu

Cóż, wiele wskazuje, że nadal wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Jako piłkarz reprezentacji Polski, Boniek ma prawo czuć się spełniony; mało tego - dawał twarz sukcesom. Z mistrzostw świata z Hiszpanii przywiózł przecież medal za 3. miejsce, w 1978 roku kadra z Zibim w składzie uplasowała się na miejscach V-VIII, zaś podczas Mexico’86 dotarła do 1/8 finału. Natomiast jako działacz satysfakcjonujący wynik - ćwierćfinał - przywiózł jedynie z Euro 2016, gdy Nawałka niczym ognia strzegł swego terytorium. I był na tyle silny po wygranych kwalifikacjach, że mógł postawić się wszechwładnemu szefowi. We wszystkich innych przypadkach, to znaczy w 2002 (jako wiceprezes ds. marketingu i szef misji na MŚ), 2018 i 2021, ustępujący prezes PZPN chciał być najważniejszy, co - niestety - nie służyło reprezentacji.

Przed wylotem na mundial do Azji, Zibi wymógł niepowoływanie do kadry Tomasza Iwana, co bardzo niekorzystnie wpłynęło atmosferę w zespole (w ramach zadośćuczynienia po latach mianował Tomka dyrektorem kadry). A później przepychał się z piłkarzami o prawa do ich wizerunków. Przed startem do Rosji przed trzema laty bezrefleksyjnie zgodził się na bazę w Soczi, choć inne zespoły (z uwagi na odmienny niż w innych miastach turniejowych klimat) rezygnowały z tej nadmorskiej lokalizacji (i przepięknego hotelu) jeden po drugim. Po MŚ’18 prezes PZPN nie przychylił się do prośby reprezentantów o zatrudnienie zagranicznego selekcjonera. Tylko, jak zwykle, postawił na swoim. A do błędu przyznał się dopiero niespełna pięć miesięcy przed Euro2020, gdy na zmianę było już za późno.

18 sierpnia upływa przedłużony przez pandemię czas rządów Bońka w PZPN. Później - to inni zaczną dawać twarze porażkom. A może doczekamy się wreszcie sukcesów?

JUŻ IDZIESZ? MOŻE CIĘ ZAINTERESUJE:

SPORTOWY24.PL - rozmowa z Joanną Fiodorow

Wideo

Materiał oryginalny: Euro 2020 bez reprezentacji Polski to porażka o twarzy Bońka. Ostatnia - Sportowy24

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
28 czerwca, 11:48, asd:

jaki trener taki działacz - wybitnie mu wyszła tylko współpraca z sb !

a z ciebie wybitnie wychodzi szma.ta

a
asd

jaki trener taki działacz - wybitnie mu wyszła tylko współpraca z sb !

Dodaj ogłoszenie