Emmanuel „Mike” Agassi: Stworzył mistrza, stracił syna, umarł w samotności

Hubert Zdankiewicz
Hubert Zdankiewicz
Andre Agassi to ośmiokrotny zwycięzca turniejów Wielkiego Szlema i mistrz olimpijski z Atlanty
Andre Agassi to ośmiokrotny zwycięzca turniejów Wielkiego Szlema i mistrz olimpijski z Atlanty fot. AFP/EAST NEWS
Udostępnij:
Ponad dekadę po publikacji „najbardziej antysportowej książki o sporcie, jaka powstała” powraca temat granic, jakie przekraczają rodzice by wychować dziecko na wielką gwiazdę. I ceny, jaką czasem trzeba za to zapłacić. Przekonał się o tym u schyłku życia ojciec jednego z najwybitniejszych tenisistów.

Uśmiechnięty, dowcipny, uwielbiany przez płeć piękną (zwłaszcza w początkowych latach kariery, gdy miał jeszcze długie kolorowe włosy i paradował po korcie w pstrokatych strojach). Do tego w tenisa potrafił grać jak mało kto. Andre Agassi był pierwszym, od czasów Roda Lavera, który zdołał wygrać wszystkie cztery turnieje Wielkiego Szlema, co nie udało się w międzyczasie nawet takim mistrzom jak Björn Borg, Jimmy Connors, Ivan Lendl, Boris Becker czy Pete Sampras. Nie w jednym roku, jak legendarny Australijczyk, ale i tak było to niesamowite osiągnięcie. Dopiero później w jego ślady poszli Roger Federer, Rafael Nadal i Novak Djoković. Postać ze wszech miar pozytywna...

Tym większe było zdumienie, gdy trzy lata po zakończeniu kariery (grał do 36. roku życia) Amerykanin opublikował szokującą autobiografię, w której przyznał się m.in. do tego, że gdy rozpadało się jego pierwsze małżeństwo (z aktorką Brooke Shields), sięgnął po narkotyki (metamfetaminę). A przyłapany przez ATP kłamał, by uniknąć dyskwalifikacji.

Dowiedzieliśmy się również, że w 1990 roku przegrał finał Roland Garros z powodu... włosów. Bujna fryzura również była mistyfikacją, bo łysieć zaczął już w wieku 19 lat, a braki na głowie uzupełniał tupecikiem. Ten rozpadł mu się dzień przed finałem pod prysznicem i choć udało się jakoś go poskładać (za pomocą 20 spinek), to Andre przyznał, że na korcie modlił się nie tyle o zwycięstwo, ale o to by nie odkleiły mu się włosy. Brat radził mu, by w trakcie meczu... zbytnio się nie ruszał.

Przede wszystkim Agassi ujawnił jednak, że od dziecka... nienawidził grać w tenisa. To z kolei było „zasługą” ojca tyrana, który zmuszał go do treningów na pełnowymiarowym korcie już w wieku dwóch lat.

Emanoul Aghasi (po przeprowadzce do USA zmienił personalia na Mike Agassi), były irański bokser i dwukrotny uczestnik igrzysk olimpijskich obliczył, że jego syn osiągnie poziom mistrzowski jeśli będzie odbijał 2,5 tysiąca piłek dziennie, co przełoży się to na 17,5 tysiąca tygodniowo, a w ciągu roku na prawie milion.

„Dziecko odbijające milion piłek rocznie będzie niepokonane” - smutno podsumował jego metody wychowawcze Andre. Książka zaczyna się zresztą od opisu jego zmagań ze „smokiem”, bo tak nazywał zmodyfikowaną maszynę do wyrzucania piłek stojącą na korcie za ich domem w Las Vegas. Przyznał również, że ojciec dawał mu przed meczami tabletki nafaszerowane kofeiną (czasem również amfetaminą), żeby żwawiej poruszał się po korcie. Przestał je brać dopiero za namową starszego brata Philipa, z którego Agassi senior również próbował zrobić gwiazdę tenisa. W tym wypadku bezskutecznie.

Z młodszym z synów się udało i pewnie nawet nie przypuszczał, że ten „podziękuje” po latach w taki sposób. „Moje dzieciństwo to więzienie, moja młodość to sala tortur” - tak Agassi opisał słynną akademię Nicka Bolletteriego, do której trafił, gdy miał 13 lat.

„To prawdopodobnie najbardziej antysportowa książka o sporcie, jaka powstała” - podsumował biografię „New York Times”.

- Nie przeczytam tej książki. Wiem przecież, co zrobiłem, by uczynić cię mistrzem - stwierdził z kolei, w rozmowie z synem, Mike Agassi. Jego relacje z Andre po latach się poprawiły, jak się jednak okazało nie na tyle, by stali się w końcu naprawdę szczęśliwą rodziną. Tak przynajmniej twierdzi niemiecki serwis „Bunte.de”, który ujawnił fragmenty rozmowy Mike’a ze swoim przyjacielem.

- Nikt mnie nie odwiedza. Nie mogę się też z nikim skontaktować przez telefon. Ani z Andre, ani ze Steffi (Graf, była niemiecka tenisistka, prywatnie jego druga synowa - red.) - skarżył się podczas rozmowy Agassi senior, który ostatnie miesiące życia spędził w luksusowym hospicjum (pobyt w ośrodku kosztował 4 tys. dol. miesięcznie, plus jednorazowa opłata za wstęp w wysokości 140 tys. dol). - Cały czas dzwonię, ale mam wrażenie, że wszyscy o mnie zapomnieli. Nawet z wnukami Jadenem i Jazem nie mam kontaktu. Nie wiem, co robić. Ledwo mogę to znieść - dodał. „Bunte.de” opublikował rozmowę na dwa dni przed jego śmiercią. Miał 90 lat.

Ciekawe czy żałował...

Gala „France Football” fiaskiem organizacyjnym? Komentarz

Wideo

Materiał oryginalny: Emmanuel „Mike” Agassi: Stworzył mistrza, stracił syna, umarł w samotności - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie