Eliasz Farbstein wrócił z Izraela do Białegostoku. Nie poznał zmienionego miasta

Aneta Boruch
Eliasz Farbstein odwiedził Białystok.
Eliasz Farbstein odwiedził Białystok. Anatol Chomicz
Białystok był miastem szczęśliwego dzieciństwa Eliasza Farbsteina. Przerwała je wojna i wywózka na Sybir. Udało mu się przeżyć i po tułaczce zamieszkał w Izraelu. Teraz odwiedził Białystok wraz z rodziną. Był zaskoczony, jak miasto wypiękniało i się rozwinęło.

- Lubiłem chodzić do parku obok pałacu, latem wyjeżdżaliśmy na letnisko do Supraśla - wspomina Eliasz Farbstein przedwojenne czasy i miasto widziane oczami dziecka. - Pamiętam smak lodów w czekoladzie w cukierni w pobliżu rynku i chałwę z kefirem.

Od właściciela wytwórni do robotnika

Białostocka rodzina Farbsteinów przed wojną była zamożna. Symcha Bunim, ojciec Eliasza miał wytwórnię wódek przy ówczesnej ulicy Śledziowej. Mieszkali w domu przy Nowym Świecie 16. Przyjaźnili się z rodziną Cytronów, która zbudowała synagogę przy obecnej ulicy Waryńskiego 24 A (siedziba Galerii im. Slendzińskich). Symcha Bunim Farbstein udzielał się w jej prowadzeniu. Był tu kantorem, czyli śpiewakiem. Ale nie tylko.

- Ojciec własnymi siłami urządził też tam koszerną restaurację - wspomina Eliasz Farbstein. - Rozdawał w niej charytatywnie jedzenie tym, którzy przychodzili do synagogi. Był uczciwym, dobrym, wykształconym człowiekiem. Nasz dom był zawsze otwarty dla tych, którzy potrzebowali pomocy.

Farbstein był jednym z ważniejszych przedstawicieli białostockiej społeczności żydowskiej, a także osobą znaną i szanowaną w mieście.

Na Eliaszu, tamten Białystok, widziany oczami dziecka i młodego chłopca, nie robił wielkiego wrażenia. Za najładniejsze budynki uważał tylko ratusz i Pałac Branickich. Przy Sienkiewicza, Lipowej, w rynku znajdowały się sklepy i restauracje, ale poza tym było biednie.

Szczęśliwe dzieciństwo przerwał wybuch wojny. Kiedy do Białegostoku weszli Sowieci, przejęli wytwórnię alkoholi ojca.

- Dowódca na tyle wykazał dobrej woli, że postarał się, by ojciec został zatrudniony jako zwykły robotnik w wytwórni. Obronił go też przed natychmiastową zsyłką - wspomina Eliasz.

Zostali w mieście do 1941 roku. Jednak NKWD nie dało im spokoju. Doszli do wniosku, że fabrykant Farbstein, jest wrogiem władzy ludowej i aresztowali go.

Na Sybir

- Kiedy żołnierze zabierali ojca, widziałem pierwszy raz w życiu, jak płakał - wspomina Eliasz.

Farbstein trafił do więzienia. Wkrótce Sowieci przyszli po resztę rodziny. Piętnastoletni Eliasz z matka i siostrą podzielili los tysięcy Polaków - zostali zesłani na Sybir. Podróż bydlęcymi wagonami trwała około dwudziestu dni. Dotarli do Kraju Ałtajskiego. Droga była straszna.

- Raz na tydzień przynosili nam zupę, żebyśmy nie umarli z głodu. Gdy dojechaliśmy na miejsce, po wyładowaniu przyszli Rosjanie i zabrali nas do różnych robót.

Eliasz z matką najpierw pracowali przy wycince lasu. Głód, zimno, choroby dawały się we znaki, a jeszcze trzeba było pilnować się, żeby wyrobić normy. Jeśli się udało, robotnik dostawał 400 gramów chleba na dzień. Jeśli nie - nie było co jeść.

Przepracowali tam pół roku. Potem ich los nieco się poprawił. Trafili do małej wioski. Eliasz został skierowany do pracy w miejscowej piekarni, a matka - do masarni.

Najcięższym momentem było, gdy Eliasz zachorował na tyfus. Nie było lekarza, brakowało lekarstw. Matka poruszyła niebo i ziemię, żeby znaleźć dla syna pomoc. Udało się, Eliasz wyzdrowiał. Choroba uchroniła go też przed wcieleniem do Armii Czerwonej - pomogło zaświadczenie, że jest ciężko chory. Obojgu udało się przeżyć w tej wiosce do końca wojny.

Ojciec zginął w Auschwitz

Koniec udręki nadszedł dopiero w 1946 roku. Znów towarowymi wagonami ruszyli w drogę - tym razem do kraju. Skierowano ich na ziemie odzyskane, jak wówczas mówiono, konkretnie do Szczecina. Na początku liczyli, że uda się wrócić do rodzinnego domu. Już ze Szczecina matka wybrała się w samotną podróż do Białegostoku - chciała zobaczyć, czy mają do czego wracać. Ale okazało się, że nie - i dom, i fabryka były już w innych rękach.

W Szczecinie po jakimś czasie odnalazła się też siostra matki. Po rodzinnej naradzie wspólnie postanowili szukać możliwości wyjazdu do Izraela. Nie było to łatwe, bardzo trudno było dostać paszport. Jednak udało się i dzięki pomocy organizacji żydowskiej ruszyli w podróż. Długą i męczącą, bo ich droga do Tel Avivu prowadziła przez Wrocław, Berlin, Frankfurt i Monachium.

Osiedlili się w Kiriat Białystok - dzielnicy miasteczka Yehud, zamieszkałej przez Żydów, pochodzących z Białegostoku i okolic. Tam Eliasz przeżył większość życia. Obecnie mieszka w Tel Avivie.

I dopiero w Izraelu rodzina poznała wojenne koleje losu Symcha Bunima Farbsteina. Opowiedziała je im pochodząca z Białegostoku kobieta, którą przypadkowo poznali. Jak wszyscy białostoccy Żydzi trafił do getta. Podczas jego ostatecznej likwidacji ostatnim transportem został wysłany do Auschwitz. W czasie srogiej zimy oddał swoje ubranie innemu więźniowi, który nie miał się czym okryć, kiedy pracowali. Farbstein przemarzł i zachorował. Zmarł na trzy miesiące przed wyzwoleniem obozu.

Tęsknił za Białymstokiem

Eliasz nigdy nie zapomniał miasta swojego dzieciństwa. Tęsknił za Białymstokiem przez całe dorosłe życie. Teraz, po 70 latach, powrócił. - Bardzo się cieszę, że tu jestem - mówił wzruszony.

W sentymentalną podróż po niegdyś tak dobrze znanych ulicach i miejscach zabrał go syn i siostrzenica.

- Obydwoje z moją matką ciągle rozmawiali o Białymstoku - mówi Hani Cohen, siostrzenica Eliasza. - Wspominali dom rodzinny, ojca. Ale także pobyt na Syberii, który był dla nich szokiem i traumą na całe życie.

Marzenie spełnione po latach

To, co zobaczyli we współczesnym Białymstoku, zaskoczyło całą trójkę. - Czytałam i słyszałam z rozmów rodzinnych, że Białystok jest biedny, a zobaczyłam, że to piękne, nowoczesne i bogate miasto - nie mogła wyjść z podziwu Hani. - Wszystko wygląda zupełnie inaczej, niż we wspomnieniach.
Zachwycił ich rynek i zdjęcia starego Białegostoku, znajdujące się w kamiennych kręgach przed ratuszem. Uważnie je oglądali i fotografowali. Byli zafascynowani wyglądem współczesnego Białegostoku.

- Wszystkie ulice są takie piękne, czyste, zielone - zdumiewał się Eliasz. Ogród przy Pałacu Branickich okazał się jeszcze ładniejszy, niż go pamiętał. Wrażenie zrobiła na nich zwłaszcza bardzo zadbana część, w której stoją posągi, piękna ogrodowa altana i fontanny. Eliasz rozpoznał niektóre przedwojenne kamienice w centrum, teraz ładnie odrestaurowane.

- Ulica Lipowa jest zupełnie inna, taka nowoczesna. Ale bardzo podoba mi się, że budynki odnawiane są w przedwojennym stylu. W ten sposób zachowuje się historię - chwalił.

Ważnym punktem rodzinnej wizyty Eliasza Farbsteina w Białymstoku były odwiedziny na cmentarzu przy ulicy Wschodniej. Liczyli, że odnajdą tu ślady swoich przodków. Niestety, nie zachował się żaden nagrobek z nazwiskiem Farbstein.

Wzruszającą chwilą było wejście do budynku synagogi Cytronów, gdzie teraz mieści się galeria sztuki, a gdzie Eliasz chodził tu jako chłopiec na modlitwy z całą rodziną. Ale budynek bardzo się zmienił. Wewnątrz nie zachował się żaden ślad przedwojennego przeznaczenia budynku. Pamiętał z tamtego czasu piękne malowidła na ścianach - niestety nie dotrwały.

Dla Eliasza Farbsteina to była poruszająca podróż. Podczas zwiedzania Białegostoku niejednokrotnie miał łzy w oczach.

- Musiałem tu powrócić, musiałem jeszcze raz zobaczyć swoje miasto. To było moje marzenie przez te wszystkie lata.

Dopiero niedawno Farbsteinowie zaczęli szukać swoich polskich korzeni. Udało im się natrafić na fotografie kuzynów w zbiorach Instytutu Yad Vashem. Chodząc po Białymstoku robili zdjęcia i filmy miejsc, związanych z dziejami ich rodziny.
Matka Hani, której telefonicznie opowiadali na bieżąco, jak piękny jest teraz Białystok, żałowała, że jej tu nie ma. Nigdy nie zapomniała Polski, cały czas czyta polskie książki. Postanowiła przyjechać tu za rok.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie