Edward Redliński - Konopielka to jego dzieło. Pisarz o...

    Edward Redliński - Konopielka to jego dzieło. Pisarz o Surażu i nowej książce. (wideo)

    Julita Januszkiewicz

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Piszę książkę. Właściwie jest już gotowa. Prawdopodobnie ukaże się w przyszłym roku - ujawnił <b>Edward Redliński</b>, autor kultowej powieści <b>"Konopielka"</b>. - I chcę jej akcję umieścić w Surażu.
    Gdybym teraz miał pisać &quot;Konopielkę”, to Kaziuk byłby taki sam. Sąsiedzi również. I podobnie wyglądałoby zebranie wiejskie. Tylko tym razem

    Gdybym teraz miał pisać "Konopielkę&#8221;, to Kaziuk byłby taki sam. Sąsiedzi również. I podobnie wyglądałoby zebranie wiejskie. Tylko tym razem chłopi zastanawialiby się, czy głosować za wejściem Taplarów do Unii Europejskiej. ©Fot. Julita Januszkiewicz


    Edward Redliński, znany pisarz, autor kultowej powieści “Konopielka", zaszył się w Łapach. Jak mówi, czuje się tutaj dobrze. Chwali sąsiadów i dobre połączenie komunikacyjne z Warszawą. Interesuje się łapskimi problemami, chociaż nie wtrąca się w nie. Nie pojawia się na publicznych imprezach, nie zabiega o spotkania autorskie. Trudno go namówić na rozmowę.

    Ale oto w ubiegły czwartek, po długim milczeniu, nagle zjawił się w Surażu na zaproszenie miejscowych władz i biblioteki.
    Z Łap przyjechał pekaesem. Jako obeznany ze światem człowiek, w dodatku literat, miał podzielić się swoimi refleksjami na temat Suraża i okolicy, wskazać to, co jest tutaj atrakcyjne i nietypowe. On jednak przyznał, że miał też swój interes. I przyjazd do Suraża nie był przypadkowy.

    By o Surażu mówiono

    - Piszę książkę. Właściwie jest już gotowa. Prawdopodobnie ukaże się w przyszłym roku - ujawnił na spotkaniu Edward Redliński. - I chcę jej akcję umieścić w Surażu. Ale jeśli mam się przez to narazić moim drogim surażanom, to zmienię nazwę miejscowości na jakiś Guraż - zastrzegł. - I niech ludzie zgadują czy było o Czaczkach, Zawykach, Rostołtach, Borowskich, a może nawet o Surażu.
    Szczegółów powieści jednak nie zdradza. Jak przyznaje, jest zabobonny. Wie, że nie będzie łatwo dorównać “Konopielce".

    - Może ta książka nie będzie bestsellerem. Nie wiadomo, czy na jej kanwie powstanie kolejny, niezwykły film o naszych stronach. Ale sama nazwa Suraża na jej kartach jest niezłą i zapewnioną na długie lata promocją. W myśl zasady, nieważne źle, czy dobrze książka będzie odebrana, byle o Surażu mówiono.

    - Czy jej krajowa premiera odbędzie się w Surażu? - padło zaraz pytanie z sali.

    - I co, od razu samosąd? - żartował pisarz.

    Bo przez “Konopielkę" wielu miejscowych wręcz go przeklinało. Zarzucano Redlińskiemu, że ośmieszył okolicę, że “przyprawił gębę" Białostocczyźnie.

    - Moja starsza siostra, która po śmierci matki pełniła w domu rolę gospodyni, po ukazaniu się książki, całe dwa tygodnie przepłakała. Bała się, że ludzie będą z nas się śmiać, że to w naszym domu było tak niechlujnie i brudno. Moich sąsiadów też pytano, czy to u nich była taka ciemnota, jak Redliński napisał. No i trzeba było się tłumaczyć, że to nie u nas, lecz w wymyślonych Taplarach, ruskiej wiosce przy granicy, zagubionej na białowieskich błotach - wspominał autor.

    Ale gdyby teraz miał pisać “Konopielkę", to Kaziuk byłby taki sam. Sąsiedzi również. I podobnie wyglądałoby zebranie wiejskie, na które przyjechali “urzędniki" z miasta i namawiali ludzi do elektryfikacji. Tylko tym razem chłopi zastanawialiby się, czy głosować za wejściem Taplarów do Unii Europejskiej. Poziom dyskusji na pewno byłby podobny.

    Tak zmieniać, by nie szkodzić

    Edward Redliński chwali Suraż. To jedno ze starszych miast na Podlasiu. Jest w nim coś niezwykłego, przede wszystkim urok 900 lat dziejów. Na każdym kroku czuje się tutaj tchnienie przeszłości, chociaż zabytki można policzyć na palcach jednej ręki.

    Słynny prozaik dorastał w cieniu legend Suraża. W dzieciństwie nieraz wsłuchiwał się w opowieści starszych ludzi o jego tajemniczych miejscach.

    - Od mojego rodzinnego Frampola to zaledwie dziewięć kilometrów - mówił pisarz. - Suraż nie jest tylko własnością jego mieszkańców, ale całego starostwa. A mój Frampol też jest jego historyczną cząstką.

    Redliński zna mentalność surażan. Nie chcą wielkich zmian. Są w tym podobni do bohaterów “Konopielki", którzy obawiali się elektryfikacji.

    - Ale Suraż nie może dać się zamknąć. Bo nowoczesny świat i tak tutaj wtargnie i upodobni go do innych miast. To, co unikalne i wartościowe zginie. Potrzeba więc tutaj inwestycji, które ożywią miasteczko, ale go nie zniszczą - podkreślał.

    Zatrzymać młodych

    Redliński prowokował. Nie wahał się mówić o problemach Suraża.

    - Podlaskie miasteczka, takie jak Suraż, Łapy , Zabłudów pustoszeją. Młodzież po ukończeniu szkół wyjeżdża na studia i już nie wraca. A inni masowo emigrują za granicę. Przeszedłem się ulicą Choroską i nie minąłem ani jednego człowieka. Po co więc tutaj bulwary nadrzeczne? Kto będzie spacerował po plaży, jak tu turyści rzadko zaglądają? - pytał retorycznie.

    Redliński nie widzi szans, aby Suraż mógł żyć z turystyki i agroturystyki. Jego zdaniem, promowanie Zielonych Płuc jest zwykłą propagandą, mistyfikacją i oszustwem.

    - Mami się ludzi agroturystyką, a tymczasem zamykane są kolejne zakłady pracy. Jak to porównać ze zwolnieniami w łapskich Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego i Cukrowni? Ludzie muszą mieć pracę, bo inaczej tę okolicę czeka wegetacja. Można więc pomyśleć nad budową sanatorium, zakładu wody mineralnej. W Surażu mógłby nawet działać wydział historyczny białostockiego uniwersytetu, uważa autor powieści "Konopielka".

    Atutem Suraża jest też jego okolica. Wystarczy ją dobrze zagospodarować. Ale na to potrzeba wielu lat. Zdaniem pisarza, miasteczko należy kreować na wzór Supraśla, by chętnie osiedlali się tutaj mieszkańcy Białegostoku. Tymczasem nie jest wykorzystane to, co już się tutaj znajduje. Dumą Suraża powinno być Muzeum Archeologiczne. To fenomen w skali kraju. Jego zbiory są fantastyczne. Powinny być pięknie wyeksponowane, bo to przecież wizytówka miasta - zachwalał Redliński. Natomiast muzeum znajduje się w ciasnym, byle jakim pomieszczeniu.

    Spotkanie w Surażu trwało dwie godziny. - Nie nudziłem się - podsumował Edward Redliński. - Swoje sprawy załatwiłem. Dowiedziałem się dużo. Lepiej zrozumiałem surażan, bo w końcu jestem jednym z nich.


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (4)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (4) forum.poranny.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Poranny.pl poleca

    Wideo