Dwa dni, jedna noc, czyli kapitalizm każdego zmiesza z błotem

Jerzy Doroszkiewicz
Marion Cotillard (z lewej) walczyła już o godność i pracę jako Ewa Cybulski w "Imigrantce”. W filmie braci Dardenne też musi walczyć o pracę.
Marion Cotillard (z lewej) walczyła już o godność i pracę jako Ewa Cybulski w "Imigrantce”. W filmie braci Dardenne też musi walczyć o pracę. Mat. dystrybutora
"Dwa dni, jedna noc" to kameralna opowieść o walce o godność, o pokonywaniu depresji, ale też i oglądany beznamiętnym okiem kamery zapis stanu umysłów, jaki robotnikom z XXI wieku zgotował kapitalizm.

Pomysł na film podobny jest do mitologicznej historii o Syzyfie. Zwalniana z pracy, cierpiąca na depresję Sandra (Marion Cotillard) może zachować stanowisko przy produkcji ogniw fotowoltaicznych, o ile cała 16-osobowa brygada zrzeknie się premii w wysokości 1000 euro. Ma tytułowe dwa dni i jedną noc, by przekonać kolegów z pracy, żeby zrezygnowali z należnej im premii (pod nieobecność chorej Sandry pracowali tygodniowo o trzy godziny dłużej, by wyrobić normy). Sandra rusza w swoją Odyseję po zaułkach belgijskiego miasteczka i każdy domyśli się, że nie będzie łatwo. Któż bowiem chciałby prosić innych, by pozwolili mu pracować, w dodatku zrzekając się należnych im (tak wynika z filmu) pieniędzy.

Zanim dojdziemy do finału tej historii, poznamy całą galerię postaci robotników. Niektórzy są jedynymi żywicielami rodzin, inni muszą dorabiać na czarno, a i tak nie mają pieniędzy żeby opłacić prąd. Nie są to jednak przedstawiciele marginesu. Każdy chce pracować jak najwięcej, niektórzy znajdują nawet czas, by trenować dzieciaki, inni zajmują się dziećmi, chodzą do pralni. Mają tylko tego pecha, że w kapitalistycznej Belgii znaleźli się na najniższym szczeblu drabiny społecznej. Są - przepraszam za słowo - robolami, którymi może manipulować brygadzista. Tak wygląda kapitalizm od kuchni.

Cotillard aktorsko nie ma łatwego zadania. Z jednej strony musi grać osobę popadającą w depresję, niemal w stany katatonii, z drugiej - wykrzesać w sobie siłę do przekonywania kolegów czy wrogów z pracy. Aktorka gra oszczędnie, ale przy odrobinie empatii do jej postaci, wrażenie jest piorunujące. Reżyserski duet nie zmusza widza wprost do zastanawiania się, jak postąpiłby w takiej sytuacji, ale to wręcz nieuniknione. Tu każda odpowiedź jest dobra i każda jest zła. O dziwo, tylko czarnoskóry robotnik, zmienia zdanie powołując się na boskie przykazania. Biali mają kredyty, plany, zobowiązania. Najbardziej optymistycznie przedstawiona jest w filmie rodzina Sandry. Bezwzględnie wspierający depresyjną żonę mąż, małe dzieci rozumiejące, że depresja to choroba. To dzięki nim bohaterka podnosi się i walczy do końca, ale nie chce odnieść zwycięstwa za wszelką cenę.

W finale, jak w dobrym westernie, nie ma wygranych i przegranych. Ktoś ocali godność, ktoś inny pracę, a z tyłu głowy kołacze się myśl, że może za chwilę ktoś będzie głosował przeciwko nam.

Czytaj e-wydanie »

Zaplanuj wolny czas - koncerty, kluby, kino, wystawy, sport

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie