DSW 2019. BTL. Teatr Baj - Grzeczna. Reżyseria - Maria Żynel (zdjęcia, wideo)

Jerzy Doroszkiewicz
Jerzy Doroszkiewicz

Wideo

Zobacz galerię (39 zdjęć)
"Grzeczna" Gro Dahle, w adaptacji Maliny Prześlugi pojawiła się na scenie najstarszego teatru lalkowego w Polsce. To "Baj" w Warszawie, gdzie spektakl wyreżyserowała Maria Żynel. Białostockie dzieci i dorośli mogli go zobaczyć podczas Dni Sztuki Współczesnej na scenie kameralnej Białostockiego Teatru Lalek.

Gro Dahle i jej "Grzeczna" białostockim widzom jest doskonale znana, choćby z wykorzystania w adaptacji Mateusza Przyłęckiego.

Jego "Tu nawet muchy są bezpieczne" w kwietniu 2018 roku zagrane przez studentów IV roku Wydziału Sztuki Lalkarskiej były w Białymstoku wydarzeniem. Tymczasem organizatorzy zdecydowali się pokazać podczas Dni Sztuki Współczesnej starszą, bo pochodzącą z kwietnia, tyle że 2017 roku, adaptację tego tekstu rozciągniętą do 100 minut (z przerwą).

To zupełnie inny teatr, niż widowisko pokazywane w białostockim teatrze szkolnym. Maria Żynel w Teatrze Baj, najstarszej scenie lalkowej w Polsce, postawiła na groteskę, ale i dość długie dochodzenie do sedna opowieści. I moim zdaniem, nie do końca, w tej wersji, zrozumiałego. Posługując się opisem przedstawienia tytułowa "Grzeczna" "jest mądrą, ładną, cichą i przede wszystkim bardzo, bardzo grzeczną dziewczynką. Dzieckiem idealnym. Jak wygląda jej dzień? Wstaje rano, myje ząbki, zjada śniadanie, ubiera się i idzie z tatą do szkoły. Tam cichutko i grzecznie słucha i zapisuje, potem w domu odrabia lekcje, składa swoje rzeczy, ćwiczy, myje się i kładzie spać. Nic specjalnego. Tylko czasem musi z kimś porozmawiać… Kim są towarzysze Lusi?"

No właśnie - kim? O ile postać Myszki, która dokona swoistego coming outu i Kocyka są oczywiste i przynależne do świata klasycznych baśni, postać Leosia jest niejednoznaczna. Aktorska kreacja Marka Zimakiewicza budzi przerażenie. Jego Leoś jest okrutnym, pozbawionym skrupułów żulem, który znęca się nad dziewczynką jako koszmarny starszy braciszek. Uważny widz, szybko zorientuje się, że to kolejny wytwór wyobraźni dziewczynki - tylko dlaczego przez większą część spektaklu znęca się nad nią. Właśnie on, a nie szkolni koledzy i koleżanki. Dziwna to figura, choć rola zagrana brawurowo.

Groteskowi rodzice - Malwina Czekaj i Marcin Marcinowicz, kretyńska nauczycielka organizująca talent show - Elżbieta Bieda i pojawiająca się w finale Hanna Kinder-Kiss jako Babcia Matylda są przeciwieństwem dynamicznego Leosia i nieszczęsnej Lusi, owej Grzecznej, która zawsze się uśmiecha, nawet kiedy krzywdzi ją niemal namacalnie, wyimaginowany straszy brat. Co z niej zatem wyrośnie? Tak, uwolni się z wizerunku "grzecznej", zaszaleje, a rodzice bezboleśnie jej szaleństwo zaakceptują. Kolorowa, pełna energii, scena wynagradza ciągnące się przedstawienie, ale na to pytanie nie odpowiada. Leoś odchodzi na zawsze, bo już nie będzie potrzebny. Ale skoro był koszmarem, czy jako koszmar nie będzie powracał, nie odbije się na kontaktach Lusi z kolegami. Mimo ciekawych pomysłów scenograficznych doskonale znanego w Białymstoku Marcina Bikowskiego i bardzo udanej muzyki Michała Siwaka (także białostoczanina) wyszedłem z Białostockiego Teatru Lalek pełen niepokoju.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie