Można psioczyć na Jagę, że dostała takie lania w Warszawie, Gdańsku i Krakowie, ale to już nie jest ten sam zespół, co w poprzednim sezonie - zauważa Gąsiorowski.
Jego zdaniem, wielki wpływ na to, jak teraz prezentuje się drużyna Michała Probierza, miały osłabienia kadrowe, do jakich doszło po minionych i na początku obecnych rozgrywek.
- Żółto-czerwonym został przetrącony kręgosłup zespołu, a leczenie tego, to proces bolesny i długotrwały. Poważnych ubytków było zbyt dużo i dotknęło to praktycznie każdej formacji, oprócz bramki - wylicza Gąsiorowski. - Jesienią doszedł jeszcze brak okresu przygotowawczego w związku ze startem w europejskich pucharach, no i mamy to, co mamy - kontynuuje radiowiec.
W związku z dużymi rotacjami w wyjściowej jedenastce trudno oczekiwać utrzymywania równego poziomu.
- Drużyna nie okrzepła i efektem tego są wahania. Jagiellonia potrafi rozegrać dobre potkanie i wygrać bezdyskusyjnie, w ładnym stylu, by za tydzień przegrać prawie bez walki i bardzo wysoko. Tak naprawdę nie można się temu dziwić - przekonuje były felietonista „Kuriera Porannego”.
Mimo tęgich batów w Krakowie Gąsiorowski jest zdania, że osiągnięcie na koniec fazy zasadniczej miejsca w górnej połówce tabeli ekstraklasy jest jak najbardziej realne.
- Jest trochę czasu na przygotowania, a piłkarze zechcą zmazać plamę i zrehabilitować się w oczach kibiców, co im przecież już tej wiosny dwukrotnie się udawało - kontynuuje nasz rozmówca.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego jego zdaniem trzeba uniknąć grupy spadkowej.
- Warto do końca bić się o grę w mistrzowskiej ósemce. Mistrzem Polski Jagiellonia nie będzie, o grze w europejskich pucharach nie ma co marzyć, ale jest jeszcze coś bardzo ważnego. W Białymstoku jest grupa utalentowanej młodzieży, której w końcu trzeba dać szansę. Przy walce o utrzymanie nie będzie to możliwe, ale w górnej połówce - jak najbardziej - kończy Gąsiorowski.
