Druh Wróblewski. Bieda wygoniła go z Białegostoku do Francji

Adam Czesław Dobroński [email protected]
Włodzimierz Wróblewski,  25 maja 1931 r.
Włodzimierz Wróblewski, 25 maja 1931 r. Archiwum
Bieda wygoniła Włodzimierza Wróblewskiego z Białegostoku. W 1923 roku pojechał do Francji. Tam zapałał miłością do harcerstwa, założył drużynę, skupiającą synów imigrantów. Przywoził ich na obozy nad Wigry. Do Polski wrócił w 1947 roku.

Do Heleny (Lili) Dominiak stawiłem się powtórnie z przeprosinami, bom nieco pomieszał w historii rodzin: Pomianów, Moniuszków i Wróblewskich. Inna sprawa, że okrutnie trudno się rozeznać w familiach tak mobilnych, trzech wyznań, różnych stanów społecznych, o silnych osobowościach.
Dziś będzie łatwiej, bo bohater jest jeden - Włodzimierz Wróblewski, urodzony w 1905 roku w Białymstoku i tu zmarły w wieku niespełna 60 lat. Zacznijmy jednak od rodziców. Mama Włodzimierza nosiła imiona Olimpia (Olympja), Maria. Z domu była Moniuszkówna, a po babci Pomian. Pani Lila ma wypis szlachectwa Pomianów z Leńc, datowany na 1817 rok. Ojciec Włodzimierza - Jan pracował za cara w nadleśnictwie w Przewalance, a zdjęcie zostało zrobione w 1912 roku podczas polowania. W 1915 roku Wróblewscy przed nadciągającymi wojskami niemieckimi ewakuowali się do Homla, powiększając zastępy bieżeńców.

Decyzja okazała się tragiczna w skutkach, w 1921 roku do Polski wróciła tylko matka z dwójką dzieci: wymienianym już Włodzimierzem i młodszą o dwa lata Natalią. Wynajęli mieszkanie w domu przy ul. Sienkiewicza (drzwi w drzwi mieszkał ks. Urban z fary), żyli ubogo, mama zarabiała szyciem. Dzieci z wielu przyczyn nie poszły do szkół, posiadały wykształcenie domowe, co wówczas nie było zjawiskiem rzadkim. A propos edukacji, to w tejże rodzinie zdarzył się przypadek, że 19-letnia uczennica białostockiej Szkoły Handlowej (uczył się w niej wówczas Ryszard Kaczorowski, oboje byli z tego samego rocznika) została wyrzucona na bruk za chichot podczas porannej modlitwy. Może komuś zabrakło miłosierdzia?

Bieda wygoniła Włodzimierza z kraju, w 1923 roku pojechał do Francji, która potrzebowała górników, bo straciła miliony mężczyzn podczas wojny. Wybór padł na miejscowość Carvin w pobliży Lille. Białostoczanin fedrował pod ziemią, a że żył oszczędnie, nie pił alkoholu i nie palił papierosów, to się obkupił, może nawet stał się posiadaczem motocykla (patrz zdjęcie). Domyślać się należy, że tęsknił bardzo za Polską, Białymstokiem, rodziną. Świadczą o tym m.in. jego polskie książki, których kilka zachowało się u pani Lili. W kalendarzu rolniczym na 1929 rok tkwi zasuszony kwiatek. Czy właścicielowi spodobał się wielce sarkastyczny dowcip zamieszczony na tej właśnie stronie. Tytuł dowcipu: Wada od urodzenia. - Wójcie, dlaczego u was w całej wsi widać tylko dzieci bose?
- Ha, trudno, proszę pana, takie się już urodziły.

Nie wiemy, co sprawiło, że Włodzimierz Wróblewski zapałał pasją harcerską. Z dumą nosił Krzyż Harcerski w klapie ubrania, prowadził 16. Drużynę Harcerską im. Henryka Sienkiewicza w Carvin, skupiał wokół siebie synów emigrantów. Wiadomo też, że przywoził druhów z Francji na letnie obozy nad jezioro Wigry. Promował czytelnictwo, m.in. pismo młodzieży polskiej "Na tropie", wydawane w Katowicach.

W numerze tego dwutygodnika z 10 maja 1933 r. znalazłem wiadomość z Białegostoku. Korespondent donosił, że w naszym mieście obchodzono uroczyście dzień patrona harcerzy św. Jerzego. 10 Drużyna Harcerek zorganizowała przyrzeczenie w Zwierzyńcu, "przed grobami polskich żołnierzy poległych na wojnie". Wieczorem starsze drużyny zasiadły przy ognisku, czas szybko i wesoło płynął przy śpiewach oraz deklamacjach. Druhny i druhowie wysłuchali także legendy o św. Jerzym. "Hufiec żeński w Białymstoku liczy 13 drużyn i 5 gromad zuchów. Ruszają się coraz żywiej, wykorzystując każdą okoliczność, by okazać, że są i czuwają!".

Druh Włodzimierz Wróblewski przebył we Francji wojnę, a w 1947 roku zjechał wraz żoną (białostoczanką) do Polski. Osiadł najpierw w Zabrzu, bo blisko kopalń. Okazało się jednak, że bardzo dokuczała mu pylica, musiał zmienić otoczenie. Rok później był już w Białymstoku. Za zarobione pieniądze zbudował domek przy dawnej ul. Smutnej, zamienionej po wojnie na Lotniczą, biegnącą od (Szosy) Zwierzynieckiej do Świerkowej.

Ale się nam porobiło. Nie ma lotniska, nie ma ulicy Lotniczej, nie ma i Smutnej, choć w ogóle to względem aerodromu zrobiło się smutnawo. Przy tej okazji mam pytanie: skąd się wzięła nazwa ulicy Gęsi Dwór? Odchodziła ona od Mazowieckiej w kierunku wspomnianej Szosy Zwierzynieckiej, na planie z 1957 roku widnieje już jako ulica Stolarska.

Włodzimierz Wróblewski z dolegliwością płucną nie mógł podjąć żadnej cięższej pracy. Jeździł więc do Grajewa i tam prowadził skup ziół. Był całe życie miłośnikiem przyrody. Lubił też dzieci, ale nie doczekał się swoich. Uchodził za solidnego pana, chyba stronił od polityki, nie zaakceptował czerwonego harcerstwa upodobnionego do sowieckich pionierów. Niestety, inne pamiątki po białostockim druhu przepadły. Czy ktoś jeszcze go pamięta? Tak wielu mieszkańców odeszło wówczas na zawsze nawet bez nekrologu, choćby małego wspomnienia. I nie ma wciąż przewodników po białostockich cmentarzach.

A książki przywiezione z Francji przez Włodzimierza Wróblewskiego są w większości zaczytane do imentu. Wielość pieczątek świadczy o aktywności tamtejszej Polonii. Właściciel czytelni J. Staniucha zastrzegał, że wypożyczoną książkę można trzymać tylko przez tydzień, wyjątek stanowią grube, mające ponad 500 stron.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie