Dr Paweł Grzesiowski: Musimy być przygotowani na kolejne lockdowny

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
Grzegorz Dembinski/polska press
Ważne, żeby wszyscy zrozumieli, że to najprawdopodobniej nie będzie ostatni lockdown. Na tym polega umiejętność sterowania tą pandemią – trzeba ludzi przygotować na to, że teraz mamy zaostrzenie obostrzeń, za chwile będzie mniejsze lub większe poluzowanie, a jeśli liczba zakażonych będzie rosła, trzeba będzie znowu wprowadzać obostrzenia. To jest strategia walki z pandemia, której musimy się wszyscy nauczyć – mówi dr Paweł Grzesiowski, immunolog

Panie doktorze, czemu stracił pan pracę w Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego?
Mówiłem już o tym wielokrotnie, nie zostałem zwolniony, tylko nie przedłużono mi umowy o pracę w Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego. Nie chcę rozgrywać tej sprawy w mediach. Generalnie, dano mi do zrozumienia, że nie mogę będąc pracownikiem na uczelni państwowej, finansowanej przez ministra zdrowia, jednoczenie krytykować postępowanie tego ministra. To podobno źle wpływa na wizerunek dla instytucji.

Ale ma pan jakąś pracę? Nie został pan bez środków do życia?
No pewnie! To była moja dodatkowa praca dydaktyczno-naukowa. Mam z czego żyć, jeśli o to pani pyta.

Dobrze, więc porozmawiajmy o pandemii. To prawda, że część z nas nigdy nie zarazi się koronawirusem?
Czy „nigdy”, tego nie wiadomo, ale z całą pewnością jest wśród nas pewna grupa osób, które, mimo kontaktu, nie zachorują w danym momencie na COVID-19. W ich układzie odpornościowym jest taka moc, że się nie zakażą, mimo że nigdy wcześniej nie miały z tym wirusem do czynienia.

Właśnie, bo znam przypadki osób, które przebywają w jednym mieszkaniu z chorymi, a sami są zdrowi. Choćby szęścioosobową rodzinę – pięciu jej członków ma poważne objawy zakażenia COVID-19, oczywiście dodatnie testy, jedna ujemne i świetnie się czuje. Jak to możliwe?
To właśnie jest dyskretny urok układu odporności. Można powiedzieć, że koronawirus jest odbiciem fantastycznej konstrukcji naszego układu odpornościowego. Okazuje się, że ludzie mają nie tylko tak zwaną odporność nabytą, czyli taką, którą nabywamy po kontakcie z jakimś wirusem, czy bakterią, bo nauczyliśmy się z nimi żyć. Oprócz tej odporności, jest w nas tak zwany układ nieswoisty, wrodzony układ odporności, który, mimo że nie mieliśmy kontaktu z wirusem, czy bakterią jest nas w stanie uchronić przed zakażeniem. Nasze błony śluzowe są jak pole minowe na wirusa – jak wirus wpadnie na minę, to nieważne czy to grypa czy COVID - „wyleci w powietrze”.

Pan też zna takie przypadki?
Oczywiście, znam takich przypadków kilkanaście. Na przykład taki, kiedy chorował syn i ojciec, a pozostali trzej członkowie rodziny nie. Mieszkając w tym samym domu, będąc cały czas ze sobą w kontakcie –między poszczególnymi osobami musiał krążyć wirus, nie mogło być inaczej. Znam historię dwójki młodych ludzi, którzy mieszkają razem i jedna z nich zachorowała, ma pełne objawy zakażenia, a druga – nie. Częściej taką naturalną odporność wykazują kobiety.

I tak jest z każdym wirusem, czy bakterią, na przykład z HIV, czy ebolą?
No nie, tak dobrze, to nie jest, niestety. W przypadku koronawirusa wydaje się, że to kwestia jakiegoś mechanizmu nieswoistego, który znajduje się w naszym organizmie i który powoduje, że w danym momencie aktywne komórki immunologiczne są na tyle pobudzone, nie koniecznie w związku z tym konkretnie patogenem, że zabijają wroga. To można porównać do sytuacji, kiedy żołnierze idą na zwiad, nie widzą wroga w lesie, ale ponieważ dobrze strzelają, to nawet strzelając trochę na oślep, w nocy, zabijają intruza. I na tym polega sprawność naszego układu odporności: mamy komórki, zwane limfocytami, które krążą we krwi i w śluzie, cały czas monitorując sytuacje. Są takimi właśnie patrolowcami – widząc wroga walą w niego bez zastanowienia. Bez znaczenia, czy on jest im znany, czy nieznany. Przeprowadzono takie fantastyczne badania w kilku krajach: w Stanach Zjednoczonych, w Singapurze, w Holandii i okazało się, że we krwi osób, które oddały krew do punktów krwiodawstwa w latach 2015-2018, a więc na pewno przed pandemią koronawirusa, były już takie pobudzone komórki, które byłyby w stanie zniszczyć COVID-19. Czyli inaczej mówiąc: mamy naukowe potwierdzenie tego, że ktoś, kto nigdy nie spotkał się z koronawirusem, pokonałby go w tym, określonym momencie. Liczba tych osób jest zaskakująco duża. To aż 30 procent badanych, a w niektórych badaniach wyszło, że nawet 40 procent.

Czyli można powiedzieć, że jedna trzecia polskiego społeczeństwa w tym momencie koronawirusem się nie zarazi?
Dokładnie tak można powiedzieć – jedna trzecia osób, które zetknęły się z wirusem w tym momencie nie zachoruje.

To chyba fantastyczna wiadomość!
Tak, to bardzo dobra wiadomość, bo ratuje ludzkość przed katastrofą. Przecież to kluczowa kwestia: gdybyśmy wszyscy zachorowali w tym samym czasie, to wyobraźmy sobie, jakie byłyby skutki braku takiej odporności. W tej chwili, jeśli dziesięciu ludzi zostanie opryskanych wirusem, to tylko, czy aż, zachoruje ich pięciu czy sześciu, ale nie wszyscy. I to powoduje, że mamy kilkanaście tysięcy zachorowań dziennie, a nie kilkaset tysięcy. To nie jest tak, że ludzkość sama obroni się przed wirusem dzięki temu zjawisku. To nie jest odkrycie, które równa się stwierdzeniem, że mamy koniec pandemii. Ale mając wśród nas 30 procent takich „oporników” jesteśmy w stanie przejść lżej i mniej kosztownie przez tę pandemie, mniej kosztownie jako populacja. Bo fakt, że nie wszyscy zachorują w jednym czasie sprawia, że siła rażenia tego wirusa jest mniejsza, niż można się było spodziewać początkowo.

Ale fakt, że na tego wirusa nie zachoruję teraz przebywając w jednym pomieszczeniu z chorymi wcale nie znaczy, że nie zachoruję na niego na przykład za sześć miesięcy, tak?
Tak, dokładnie tak. Może pani zachorować nawet za trzy tygodnie.

Ale dlaczego?

Ta nieswoista aktywacja układu odporności może wynikać na przykład z tego, że chwilę temu przeszła pani grypę i ten układ jest pobudzony tak, że tłucze wszystko, co zobaczy na swojej drodze. Może być tak, że bardzo dobrze się pani odżywia, uprawia sport, śpi 8 godzin dziennie, dlatego układ odporności jest w najwyższej formie, gotowy do odparcia każdego ataku. Jest wiele hipotez tłumaczących ten stan, ale nie jest to stan trwały, bo to nieswois

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Materiał oryginalny: Dr Paweł Grzesiowski: Musimy być przygotowani na kolejne lockdowny - Polska Times

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Z
Złodziej Podolski

Ten to qrde pierdzieli głupoty zależy jak wiatr zawieje..

Srockdowny nie pomogą.. Trzeba sobie odpowiedzieć na jedno ważne pytanie, zaje*ście: jak długo będzie trwać nabieranie odporności stadnej, gdy nie mierzymy się z wirusem?

I tyle w temacie.

Przez te lockdowny i uparte "kontrolowanie" choroby będziemy łazić w kagańcach już do końca świata.. bo za chwilę ten wirus zmutuje - i na grzyba nam było przymusowe szczepienie - czy tam pojawi się inny koronaświrus 2020..

Cywilizacja rozwijała się bez lockdownów..

Dodaj ogłoszenie