Dorota Sokołowska - Dźwiękoczułość

  • Kurier Poranny

Jerzy Doroszkiewicz

Słuchacze Radia Białystok nie mogą nie znać Doroty Sokołowskiej. Od wielu lat, kilka razy w tygodniu budzi się razem z nimi. Niemal od początków swojej pracy w radiu zajmuje się kulturą, szczególnie literaturą i teatrem. Słuchacze Radia Białystok nie muszą wiedzieć, że oprócz pięknego głosu i olbrzymiej wiedzy, dziennikarka i prezenterka pisze. Przejmująco, niebanalnie, pozwalając wyobrazić sobie brzmienie słów wypowiadanych przez bohaterów, usłyszeć, co dzieje się w tle, poczuć otaczające ich zapachy i smaki.

"Dźwiękoczułość" to zbiór poetyckich reportaży, opowieści o ludziach ważnych, mistrzach, wizjonerach, o ludziach zapomnianych bądź popadających w niepamięć. Klamrą spinającą owe opowieści są dziennikarze radiowi, jednak nie gwiazdorzy porannych programów, którzy zbierają "haki", by w kilkuminutowej rozmowie docisnąć do muru polityków, obnażyć ich, ośmieszyć. Przeciwnie - to ludzie, którzy mieli czas pochylić się nad drugim człowiekiem, poznać jego pasje i umieć przybliżyć ich talent słuchaczom.

Opowieścią o Teresie Kudelskiej, wieloletniej dziennikarce i dokumentalistce Radia Białystok, Dorota Sokołowska oddaje hołd swojej mistrzyni i nauczycielce. Już sama konstrukcja tych wspomnień jest absolutnie niezwykła. Autorka zabiera czytelników na wakacje, nad polskie morze. Gdzieś w malutkiej wiosce, brodząc w piasku, w zachodzącym słońcu i cieniu starych drzew, stara się dociec, co miała jej do przekazania nieżyjąca od kilku lat starsza radiowa koleżanka. Analizuje, czego się nauczyła i w jaki sposób może tę wiedzę wykorzystać. To także requiem dla dawnego radia i pracy dziennikarzy. Tych, którzy z ciężkim sprzętem przemierzali region, by nagrywać ostatnich autentycznych ludowych grajków, głosy mieszkańców, ich wspomnienia. Sokołowska z plaży bezboleśnie powraca w radiowe korytarze, pije herbatę w mieszkanku swojej mistrzyni, wreszcie zagląda do fonoteki przy Świerkowej, gdzie po pracy wielu jej poprzedników nie pozostał już żaden ślad. Bo za komuny i w początkach 24-godzinnej emisji Radia Białystok - a było to przecież niecałe ćwierć wieku temu - radiowa taśma nadal była na wagę złota. Autorka delikatnie opisuje strach swojej mentorki przed zapomnieniem czy realnym wykasowaniem z archiwów. Z kart książki płynie melancholia, fizycznie niemal odczuwalne przemijanie, czy wreszcie pytanie - co i po mnie zostanie, po tych setkach godzin spędzonych na antenie.

Pytanie o przemijanie i ślady pozostawione w pamięci pokoleń stawia sobie i czytelnikom praktycznie każdy z jej bohaterów. Niektórzy - jak Bolesław Augustis - pewnie nawet nie spodziewali się, że po dziesiątkach lat od jego wyjazdu z Białegostoku, odnalezienie szklanych szybek z utrwalonymi postaciami białostoczan doprowadzi do sensacyjnej wystawy i jeszcze bardziej sensacyjnych spotkań osób, które uwiecznił na zdjęciach. Tę opowieść czyta się jak dobry thriller, nie wiedząc jaki będzie finał owego spotkania. I znów - Sokołowska po mistrzowsku zabiera czytelników na spacer po przedwojennym Białymstoku, można niemal usłyszeć gwar podwórek, śmiech dzieciaków, często nawet nie znających polskiego, ale mieszkających w samym centrum miasta, które już nigdy nie będzie takie samo.

W opowieści o rodzinie Bukowskich paradoksalnie odnajduję ślady akceptacji przez autorkę Białegostoku, jako najważniejszego miasta w jej życiu. Przecież została tu po studiach, a dzięki pracy w studenckim radiu trafiła tam, gdzie chyba było jej pisane od zawsze. I od zawsze miała ten szósty dziennikarski zmysł, który nakazuje uważnie obserwować rzeczywistość. Nie mogła przecież poznać ani Placydy Bukowskiej ani Stanisława Bukowskiego - architekta, który praktycznie odbudował i zaprojektował całe centrum miasta , z Pałacem Branickich i Domem Partii włącznie. Opisując koleje losu małżeństwa, zwraca uwagę nie tylko na ich osiągnięcia artystyczne, ale też wzajemne kontakty, miłość i akceptację choroby syna. Studiując i pracując w Białymstoku i Sokołowska poznała sympatycznego Andrzejka. Zanim postaci Bukowskich mogły powrócić na łamy prasy, mało kto wiedział, że jego rodzicami byli tak zasłużeni dla miasta ludzie. Dziś można dać sobie uciąć rękę, że niewielu białostoczan wie, gdzie biegnie ulica Bukowskiego, a jego zasługi niekoniecznie są znane i adeptom Wydziału Architektury. Na szczęście jest monografia Sebastiana Wichra i reportaż Sokołowskiej, która z niewymuszoną czułością pochyla się nad losem tej rodziny i też dokłada swoją cegiełkę do ochrony przed zapomnieniem.
O wiele trudniej jest pamiętać reżyserów czy aktorów. Nie było w Białymstoku telewizji i - co dla młodszych czytelników może się wydawać niedorzeczne - nie było You Tube, gdzie można zobaczyć fragmenty nieomal wszystkiego. Dlatego tylko na starych zdjęciach i w notatkach prasowych może żyć Piotr Sawicki senior. Założyciel teatru lalek Świerszcz, weteran I wojny światowej, który nie chciał zostać na Zachodzie, bo w Białymstoku było jego miejsce. Człowiek wielu talentów, ale też autor oryginału popularnej dziś rzeźby psa, który dostał imię Kawelin. Trudno wyliczać na kilkunastu stronach zasługi i życie Sawickiego seniora. Sokołowska skupia się w swoim pisaniu na szacunku do postawy syna - znanego białostockiego fotografika. Z jakąż czułością właśnie opisuje jego stosunek do ojca, jego pracy, starania o utrwalenie jego jakże ulotnego dorobku w pamięci białostoczan. Któż z dzisiejszych studentów Wydziału Lalkarskiego zada sobie trud, by dowiedzieć się, że przed wspaniałym Białostockim Teatrem Lalek było coś wcześniej, był właśnie Sawicki, który sam nawet skomplikowane konstrukcje marionetek projektował. Dziś lalki można znaleźć w teatralnej Piwnicy Lalek, ale jak grały, kto użyczał im głosów, jak reżyserował Sawicki - tego już się nie dowiemy. Ta sztuka uleciała. Podobnie jak dziesiątki ról zagranych przez Danutę Kierklo. Aktorka, podobnie jak dziennikarki radiowe, zdaje sobie sprawę z ulotności tworzonej sztuki, kreowanych postaci. W jej wspomnieniach można też odnaleźć jakąś tęsknotę za wielkim życiem teatralnym i jednocześnie gorzką ocenę życia kulturalnego Białegostoku. "Prowincja. Teatralny grajdołek, gdzie nie ma prawa powstać nic wartościowego. Literacka dziura. Muzyczny zaścianek, dziennikarski wygwizdów. Artystyczne "nic dobrego", choć spektakl - nieruchomo odgrywany z aktorką na widowni Dramatycznego - robi wrażenie. A może te słowa pomagają zrozumieć i swoje miejsce samej autorce. Jej słowa każą też zastanowić się, dlaczego rzeczywiście o białostockich poetach, pisarzach, czy aktorach tak niewiele słychać w Polsce.

Poetą był bohater ostatniego reportażu. To również opowieść o radiowcu - Wiesławie Szymańskim. Miłośniku bluesa i jazzu, prowadzącym kultową "Pocztę literacką" nauczycielu początkujących poetów, dziennikarzu i dokumentaliście. Sokołowska nie stara się jednak opisać dorobku kolegi. Jej opowieść o Szymańskim to przejmujący traktat o śmierci, o odchodzeniu. O postrzeganiu życia i śmierci z punktu widzenia medycyny i duchowości Wschodu. Zastanawianie się nad tym, czy istnieje coś po tamtej stronie, czy człowiek w śpiączce może z nami rozmawiać, ba!, przygotować nas na swoje odejście. Mistyczne ślady i znaki mieszają się z szumem urządzeń podtrzymujących życie, a zapach środków do dezynfekcji z zapachami utrwalonymi w wierszach poety. To również opowieść o konieczności bycia z bliskimi do samego końca i o umiejętności przyjęcia śmierci z szacunkiem dla wyroków niebios. Opowieść nie epatująca tragedią, ale inkrustowana opisami drobnych chwil kontaktu z będącym w śpiączce poetą, poruszająca do łez. Prawdziwa.

"Dźwiękoczułość" jest zaprzeczeniem cytatu o literackiej dziurze. Sokołowska, sama będąc na antenie wielką orędowniczką czytelnictwa, pięknie spisała swojej radiowe śledztwa i dziennikarskie spotkania z ludźmi, których już za chwilę możemy zapomnieć. I nawet jeśli tak się stanie, pozostaną żywi na kartach tej książki, wydanej przez WOAK jako nagrodę w V edycji Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego "Tutaj jestem". Książki, z której każdy białostoczanin może być dumny, nawet jeśli o opisywanych w nich postaciach nigdy wcześniej nie słyszał.

Czytaj e-wydanie »

Zaplanuj wolny czas - koncerty, kluby, kino, wystawy, sport

Wideo

polecane: Flesz: Koniec świata jest blisko? Kilka już za nami...

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3