Dni Miasta Białegostoku: za i przeciw

Redakcja
zgromadziły tłumy na Rynku Kościuszki
zgromadziły tłumy na Rynku Kościuszki Wojciech Oksztol
Dni Miasta Białegostoku trwały od 17 do 30 czerwca. Były wystawy, koncerty, promocje książek. Jak zwykle udany jarmark i jak zwykle nieudane forum akademickie. I sporo dni, w których zupełnie nic się nie działo.

Igrzyska też są potrzebne

Kolejne lato w mieście zapowiada się atrakcyjnie dla tych wszystkich, którzy muszą w mieście zostać. W Białymstoku można przyjemnie spędzić czas, jeśli tylko się tego chce. Najlepszym dowodem na tę tezę jest ostatni weekend. Wprawdzie Dni Miasta się już skończyły i następne będą dopiero za rok, jednak tradycyjnie już to właśnie święto otwiera jakby białostockie lato kulturalno-imprezowe. A widać gołym okiem, że białostoczanie uwielbiają wspólnie się bawić. Szczególnie na imprezach, na które jest bezpłatny wstęp.

Miniona niedziela udowodniła, że każdy rodzaj sztuki ma w naszym mieście swoich wiernych odbiorców. Przed Ratuszem prezentowały się orkiestry dęte z całego województwa a nawet z bliskiej zagranicy. Jest w orkiestrach dętych jakaś siła - chciało się zanucić, kiedy publiczność entuzjastycznie reagowała nawet na nieco fałszywe popisy młodych muzyków.

A wieczorem przed wielką sceną ustawioną na Plantach zebrał się prawdziwy tłum - mimo chłodu i ryzyka, że może spaść deszcz. Niektórzy przynieśli ze sobą składane krzesełka. Inni byli gotowi stać w miejscu ponad dwie godziny, żeby posłuchać muzyki na dużo wyższym poziomie niż przedpołudniowe popisy orkiestr dętych. Białostoccy filharmonicy i polki Straussa w ich wykonaniu porwały publiczność. Najsłynniejsze arie operetkowe przyjmowane były entuzjastycznie, w myśl zasady inżyniera Mamonia, że najbardziej lubimy te piosenki, które już znamy. Powie ktoś, że operetka i przeboje Straussa to nie jest sztuka najwyższych lotów. Zapewne, ale jestem przekonana, że gdyby tego wieczoru ze sceny w parku płynęły dźwięki znane z repertuaru operowego, białostoczanie też staliby zasłuchani. I też wielu nuciłoby pod nosem klasyczne "kawałki".

W centrum miasta, na placu, który stał się prawdziwym salonem Białegostoku, przybywa pojedynczych muzyków, którzy próbują zebrać kilka złotych do kapelusza. Jedni grają na gitarze i nieśmiało śpiewają, inni bębnią. Ktoś dmie w saksofon. Od lat obecny w tej okolicy akordeonista z Białorusi ma coraz większą konkurencję. I o to chodzi. Miasto żyje, a większość białostoczan z dużą sympatią patrzy na zdolną, odważną i przedsiębiorczą młodzież. Wakacyjna praca nie musi przecież polegać na harówce na budowie. Można zarabiać nieco przyjemniej.

Kiedy po niedzielnym koncercie na Plantach tłum powoli rozchodził się do domów, pomyślałam, że włodarze miasta powinni przywrócić tradycję, która istniała w Białymstoku. W pobliżu stawu z kolorową fontanną znajdowała się muszla koncertowa. I w każdą letnią niedzielę ktoś w niej grał. Na pewno i dzisiaj w naszym mieście znaleźliby się artyści, którzy zagraliby dla samej przyjemności zaprezentowania się przed muzykalną białostocką publicznością

Janka Werpachowska

Dni Białegostoku muszą być niepodobne do innych

Z każdym rokiem Dni Białegostoku są coraz dłuższe. To rozciągnięcie ponad miarę jest odwrotnie proporcjonalne do pomysłu na świętowanie. A już konia z rzędem temu, kto w tym roku w przestrzeni publicznej dostrzegł informacje, że trwa święto miasta.

Nie chodzi o to, by na rogatkach stolicy Podlasia, peryferyjnych osiedlach czy poboczach remontowanej ósemki wywieszać bannery informujące o Dniach Białegostoku. Jednak w ścisłym centrum miasta jakakolwiek informacja o miejskiej zabawie powinna się rzucać w oczy nie tylko białostoczanom, ale i turystom. Wywieszenie flag to za mało. Były koncerty, wystawy, pokazy, ale przez te czternaście dni nie było atmosfery święta i świętowania.

W porównaniu z poprzednimi latami tym razem białostoczanie otrzymali znacznie skromniejszą ofertę. Być może taką, na jaką stać obecnie miasto. W końcu tak krawiec kraje, jak mu materiału staje. Ale nawet przy znacznie mniejszych możliwościach można pokusić się o niebanalny sposób świętowania. A przede wszystkim zmienić formułę Dni Miasta. Bo od lat są organizowane według tego samego, dość anachronicznego scenariusza.

Rozrastanie się kalendarzowe Dni Miasta zmusza ich organizatorów do zagospodarowania dwóch weekendów. To oznacza nierównomierne rozłożenie świątecznych akcentów. W ubiegłym roku mieliśmy bardzo mocny początek (koncert T. Love, Kayah, Zakopower, Małgorzaty Walewskiej) i mizerny drugi weekend (co prawda była parada orkiestr dętych, miłośnicy czworonogów świętowali na Plantach urodziny Kawelina, ale w porównaniu z tym, czym nas raczono tydzień wcześniej, to doprawdy niewiele).
W tym roku role się odwróciły. Mizerny w przestrzeni plenerowej pierwszy weekend (koncert w starej elektrowni, wystawy w Arsenale, pokaz zespołów muzyki dawnej) i "mocniejszy" ten drugi (tradycyjna parada orkiestr, sobotni koncert Basi Trzetrzelewskiej, niedzielny filharmoników na Plantach).

I podobnie jak w ubiegłych latach, także i teraz pod Dni Białegostoku podpięto wszystkie imprezy, które odbywały się w mieście. I również podobnie jak w ubiegłych latach, nieporozumieniem było forum akademickie na Rynku Kościuszki. Po raz kolejny jego organizatorzy nie tylko nie potrafią zrozumieć, że mieszkańcy nie chcą dostawać ulotek reklamujących dydaktykę na uczelniach. Mają też problem z przedstawieniem osiągnięć białostockiej nauki (chyba że ich nie ma, to przepraszam). Naukowy piknik warszawski (mimo konkurencji ze strony Centrum Kopernik) może być wzorcem, jak w niebanalny i prosty sposób podawać - ale nie kopiować - naukę w przestrzeni miejskiej.

I dlatego zamiast na siłę podciągać pod szyld Dni Miasta wszystkie imprezy jak leci, lepiej zacisnąć pasa. Zwłaszcza jeśli - powtórzę to jeszcze raz - pod względem marketingowym oferta jest skromniejsza.

Być może nastał czas, by - nie tylko z perspektywy finansowej - inaczej spojrzeć na Dni Miasta. I zamiast sztucznie rozciągać w czasie obchody, lepiej świętować krócej, na przykład trzy, cztery dni, ale za to dobrze? Ujmy nam to nie przyniesie. Wprost przeciwnie: nie będzie podczas świętowania tzw. cichych dni, kiedy nic się nie dzieje.

Można też podzielić owe świętowanie na dwie tury: letnią i zimową. Przy takiej pogodzie, jaka była od grudnia do końca zimy, śnieżne dni miasta byłyby nie lada gratką. I wyzwaniem dla ich organizatorów. A przy okazji może ożywiłyby Rynek Kościuszki w martwym sezonie (skoro nawet tego w tym roku letnie Dni Miasta nie potrafiły zrobić).

Szkoda, że podobnie jak co roku, także i tym razem władze miasta nie wykorzystały szansy na świąteczne spotkania z mieszkańcami. Nie z perspektywy sceny, a rozmów przy kafejkowych stolikach. Nie pod krawatem, ale tak na luzie, po ludzku. Przy kwasie chlebowym i ogórku, a nawet i przy piwie, tematów do gawędzenia (i nie tylko) pewnie by nie brakowało. Taka integracja nadaje dniom miasta swoistego klimatu. Przejażdżka prezydenta powozem podczas parady orkiestr to stanowczo za mało.

Białystok ma wymarzoną agorę na takie bratanie się władz z mieszkańcami: Jarmark na Jana. Dni Miasta nie są mu potrzebne. Jarmark świetnie sobie poradzi, nawet jeśli nie będzie w oficjalnym kalendarzu czerwcowych obchodów. Ale jest on potrzebny Dniom Miasta. Jarmarcznym klimatem wraca Białystok, choć na chwilę, do przeszłości.

Za rok jubileuszowy, 20. Jarmark na Jana. Wypada dokładnie w niedzielę, 24 czerwca. Niech będzie on jednym z głównych punktów jednego świątecznego weekendu. Jubileusz zobowiązuje. Także naszą władzę, która może pojawi się w końcu na jarmarku. Gdzie bowiem będzie miała lepszą okazja do rozmowy z mieszkańcami, jak nie na targu? Zwłaszcza że za rok żadnych wyborów nie będzie.

Tomasz Maleta

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 14

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Grażyna
Powieś go sobie na ścianie i wzdychaj w zaciszu pokoju do swego idola. A gdzie ten twój Truskolaski się podziewa? Stracił parcie na szkiełko? Suszenie ząbków już mu zbrzydło?

Zapewne znowu Dubaj albo Singapur,ewentualnie Kanada lub Izrael.Służbowo naturalnie,w ramach promocji i przeszukiwania inwestorów hłe hłe
d
del
Gdyby nie Pan Truskolaski dalej Polska by się z was nabijała łapciuchu zafajdany!

Powieś go sobie na ścianie i wzdychaj w zaciszu pokoju do swego idola. A gdzie ten twój Truskolaski się podziewa? Stracił parcie na szkiełko? Suszenie ząbków już mu zbrzydło?
d
del

Polemizował bym ze stwierdzeniem, "że białostoczanie lubią się wspólnie bawić" po prostu lubią darmowe imprezy. Gdy wprowadzić opłatę pięciu złotych od osoby to idę w zakład nie było by nawet połowy widzów. Białostocka publiczność gustuje w jednym gatunku imprez - darmowych.

z
zenek

nabijać to się będą z nas wszystkich jak przyjdzie czas spłacać długi

G
Gość
Jakie władze takie imprezy .Mając taki potencjał -istna żenada .

Gdyby nie Pan Truskolaski dalej Polska by się z was nabijała łapciuchu zafajdany!
G
Gość

a piatek cos strelali na dojlidach za sądem to były te dni ?

C
Cycata Galia

A to były jakieś dni Biełastoka? Tylko widziała jak śjakieś fajerwerki pierdły w sobotu... Rzadnych czastuszek nie było, marnota i dziedostwo

k
kamil

W tym roku, niestety nie były to dni, lecz DNO !

k
ktos

Hahaha popieram poprzednika

G
Gość

trudno się nie zgodzić - dni miasta to już tygodnie miasta , ale coraz bardziej nudne!ja w tym roku nic nie znalazłem dla siebie ciekawego.Jak widzę w Białymstoku jest coraz więcej fanów muzyki dawnej:) koncerty filharmoników mają duże zainteresowanie- to dlaczego filharmonia jest pusta? ... raczej mieszkańcy są tak spragnieni jakiejkolwiek rozrywki ,że tłumnie idą na jakąkolwiek imprezę , koncert ..nawet na gwiazdy dawno zgasłej ..oby iść.Ale drodzy organizatorzy - nie liczy się ilość tylko jakość, nigdy nie da się zaspokoić gustów wszystkich ...

A
Analizator

dlatego pan Tusk-o-lasky musi odejsc

G
GIENA

Pani red Werpachowska-to co pani pisze to już nie grzech ,to wstyd.Widać że służalczy i wiernopoddańczy red z Trybuny Ludu i Żołnierza Wolności mają godnych następców.Współczuję pani

G
Gość

Jakie władze takie imprezy .Mając taki potencjał -istna żenada .

l
l)

.

Dodaj ogłoszenie