Dla jednych zbyt chory, dla innych zbyt zdrowy. Dla nas - mistrz. Maciej Lepiato walczy o trzeci z rzędu paraolimpijski tytuł

Alan Rogalski
Alan Rogalski
Maciej Lepiato
Maciej Lepiato Fanpage M. Lepiaty
Udostępnij:
Kiedyś na zawodach dla niepełnosprawnych usłyszał, że nie może w nich wystartować, bo jest "za zdrowy". A na AWF w Gorzowie miał się nie dostać, bo jest "zbyt chory". W piątek 3 września, w nocy polskiego czasu magister wychowania fizycznego, 33-letni Maciej Lepiato powalczy o trzeci z rzędu tytuł mistrza paraolimpijskiego w skoku wzwyż. Choć, jak sam dodaje, gdyby nie był niepełnosprawnym, to by pewnie nie był sportowcem.

Końsko-szpotawe zakończenie lewej kończyny dolnej – tak nazywa się schorzenie, na które cierpi nie tylko Maciej, ale również jego ojciec. – To wada wrodzona. Żeby człowiek normalnie funkcjonował, potrzebna jest operacja. Ja miałem szczęście, bo zabieg wykonał w Poznaniu doktor Napiątek, wtedy najlepszy chirurg w Europie – wspominał lekkoatleta w rozmowie z Szymonem Kozicą z „Gazety Lubuskiej”.

I tak oto, gdy miał dwa miesiące, lekarz fachowo złamał Maćkowi lewą stopę, po czym równie fachowo ją złożył. Później przez pół roku miał w nodze druty i gips. Dzisiaj paraolimpijczyk nie musi jeździć na wózku. Co więcej, nie potrzebuje podpierać się kulami, ale: – Lewą stopę mam o cztery-pięć centymetrów krótszą, jest ubytek masy mięśniowej podudzia i łydki, przedłużone ścięgno Achillesa i zerowy zakres ruchu w stawie skokowym – opisywał nam zawodnik i dodawał: – Ale nigdy nie wstydziłem się swojej niepełnosprawności. Nigdy też nie próbowałem jej ukrywać. Gdy było ciepło, zawsze w krótkich spodenkach z kumplami latałem, w piłę graliśmy. Nawet nigdy nie spotkałem się z czymś takim, że ktoś śmiał się ze mnie czy wytykał palcem: "O, ale ty masz dziwną nogę".

Pierwsze treningi Macieja Lepiaty

Przygodę z lekką atletyką rozpoczął, gdy miał 17 lat. Mimo że jedną nogę miał słabszą, to na tle rówieśników wyróżniał się sprawnością. Był szybszy, skoczniejszy, sprytniejszy. Wtedy pochodzący z pobliskiego Zwierzyna chłopak był uczniem drugiej klasy liceum w Strzelcach Krajeńskich. – Na wuefie Jarosław Wala zobaczył, że spokojnie wkładam piłkę do kosza z góry, do tego z miejsca, i skierował mnie do Krzysztofa Borka – mówił Lepiato i dodawał, że gdyby nie pokazał tego wsadu, to nauczyciel zagroził mu, iż wstawi „pałę” do dziennika.

"Idź do tego pana, powiedz, co robiłeś, on się tobą zaopiekuje" – instruował dalej Wala.

– No to poszedłem i powiedziałem Krzysztofowi Borkowi, że kiedyś skoczyłem 170 centymetrów. On myślał, że flopem, a ja mu mówię, że nie, że łamanymi nożycami. Jak mu to pokazałem, to się złapał za głowę i powiedział: "Nie, nie, nie! Ty będziesz skakał wzwyż" – śmiał się skoczek, który do tamtej pory nie miał pojęcia, iż trzydzieści metrów od budynku szkoły jest sekcja lekkoatletyki.

A skoro wszyscy w zwierzynieckim gimnazjum skakali przez gumę na materac po 130-140 cm, a on o wiele wyżej, to w szkole w Strzelcach nie mógł zostać przy koszykówce.

– Maciek przyszedł na pierwszy trening lekko przestraszony – powiedział w rozmowie z nami Borek i dał mu tygodniową rozpiskę z ćwiczeniami.

I tak w szkolnej sali rozkładali materace i na nich ćwiczyli. Bo nie mieli boiska lekkoatletycznego, na którym można było prowadzić profesjonalne zajęcia. – Na zewnątrz trening lekkoatletyczny robiliśmy na klepisku przed naszą szkołą – przyznawał pierwszy szkoleniowiec Maćka. – Lepiato nie był przyzwyczajony do specjalistycznych ćwiczeń. Ale chciał skakać, i koniec.

Pierwsze mistrzowskie zawody Macieja Lepiaty i pierwszy rok na studiach

Po pierwszym roku treningów Lepiato zadebiutował w zachodniopomorskim Stargardzie na zawodach wojewódzkich. I choć tam rywalizował ze sportowcami pełnosprawnymi, to… okazał się najlepszy.

I po tym, gdy zakończył edukację w liceum w Strzelcach Kraj., dostał się do ZWKF w Gorzowie, filii AWF-u w Poznaniu. Wówczas już Borek nie mógł go prowadzić, bo nie byłby w stanie codziennie dojeżdżać na treningi, do oddalonego o 30 km Gorzowa. Tak Lepiato trafił pod skrzydła tamtejszych szkoleniowców od „lekkiej”.

Ale samo dostanie się na tę uczelnię nie było wcale takie proste. Poszedł na badania do zakładu medycyny pracy i... – Babka mi mówi, że nie mogę iść na uczelnię, bo jestem zbyt chory. Wtedy machnąłem ręką, trzasnąłem drzwiami. Jednak trener Zbigniew Lewkowicz i prezes Jerzy Jankowski ze Startu Gorzów znów pomogli i dostałem się na AWF – stwierdził Lepiato, który koniec końców ukończył tę gorzowską uczelnię jako trener siatkówki, i to z wyróżnieniem.

Co ciekawe, to było dwa miesiące po tym, jak na mistrzostwach świata juniorów dla niepełnosprawnych w Dublinie okazał się za to zbyt zdrowy, by startować. To był 2006 r. – Kwalifikator w Polsce mówił, że mogę startować. Ale na miejscu była międzynarodowa komisja i odesłali mnie z kwitkiem. Powiedzieli, że jestem za zdrowy. A że pojechałem tam sam, bez trenera, nikt nie poszedł się wykłócać. Był jakiś działacz z Warszawy, ale zamiast zawalczyć jak lew, poklepał mnie i powiedział, że mam przygodę życia i żebym dobrze się bawił – smucił się sportowiec, który od tamtej pory już zawsze jeździł na zawody z pełną dokumentacją medyczną.

I jak pisał na łamach „Gazety Lubuskiej” Kozica, Lepiato na następne mistrzostwa świata juniorów, określane w tamtym czasie światowymi igrzyskami, musiał czekać aż cztery lata. Do Ołomuńca pojechał tylko dzięki staraniom wspomnianych Lewkowicza i Jankowskiego, dziś już nieżyjącego prezesa Startu, bo przecież trzeba było udowodnić, że człowiek z końsko-szpotawym zakończenie kończyny dolnej to osoba niepełnosprawna. Lepiato triumfował, a do tego ustanowił rekord Europy, skoczył 201 cm. – Słabo, bo nie chciałem się wychylać, że jestem taki sprawny – mówił wprost w rozmowie z redaktorem „GL”.[/cyt]

Pierwsze i kolejne sukcesy Macieja Lepiaty w skoku wzwyż

Pierwsze lekkoatletyczne zawody ukończył z wynikiem 193 cm, a później kilkukrotnie bił rekord świata, zdobywając przy tym głównie złote medale, nie tylko igrzysk paraolimpijskich, ale również świata oraz Europy, i to w seniorach. Ba, stawał też na podium w „zwykłych” mistrzostwach Polski, a więc pełnosprawnych!

Ale to właśnie do igrzysk w brazylijskim Rio de Janeiro wraca pamięcią najczęściej. – To były zawody, do których przygotowania przeplatane były walką z kontuzją, walką z ogromną presją i walką z samym sobą. Ale sam dzień zawodów był idealny. Konkurs odbywał się wieczorem, a ja już rano idąc na śniadanie czułem ogromną moc, nie tylko fizyczną, ale również psychiczną. Czułem, że tamtego dnia wszystko zagra. I tak się też stało. Pewne zwycięstwo, okraszone rekordem świata [219 cm w swojej klasie niepełnosprawności, choć on sam ma życiówkę 222 cm – przyp. autor]. To był piękny, niezapomniany wieczór, łącznie z wysłuchaniem Mazurka Dąbrowskiego. Na pewno zapamiętam na całe życie – mówił nam Lepiato.

To po tamtym finale rekordzista świata cieszył się dość sporym zainteresowaniem zagranicznych mediów. Na tyle, że dziennikarz z Argentyny całkiem poważnie spytał się go, czy w jest w Polsce tak popularny jak Robert Lewandowski. – Niee, troszeczkę mniej. Ale może to się teraz mieni – roześmiał się gorzowianin.

Sam również robił wszystko, co mógł, by zwiększyć popularność sportów paraolimpijskich. Przed igrzyskami w Rio na swoim profilu na Facebooku rozpoczął akcję #kibicujparaolimpijczykom. „Marzy mi się, aby miliony Polaków interesowały się sukcesami niepełnosprawnych sportowców” – pisał mistrz na fanpage`u.

To wtedy też po konkursie powiedział tak w mix zonie: – Trafiłem na bardzo mądrych trenerów, Krzyśka Borka i Jarosława Miśko [z AZS-u AWF Gorzów – przyp. autor], którzy świetnie trenowali młodych zawodników. Mój organizm nie jest dzięki temu wyeskploatowany. Mam spore rezerwy i jeszcze wiele lat skakania prze sobą. Mogę poprawić jeszcze wiele aspektów technicznych moich skoków. Pod względem motoryki nie odbiegam od zdrowych zawodników. Czasem na mityngach międzynarodowych z pełnosprawnymi zawodnikami wygłupiamy się, próbując doskoczyć do sufitu i udaje mi się tak samo jak im. Tylko później na rozbiegu biegam jak koń, pata taj, pata taj, pata taj – uśmiechał się Lepiato.

Gdyby ktoś kiedyś stworzył dla niego takie specjalne buty, to mógłby skoczyć – jak mówił on sam i trener Lewkowicz – w okolicach 230 cm. Ale takiego obuwia nie ma. Radzi sobie więc na tyle, na ile może, czyli bierze buta oszczepnika i dokleja plastrem podeszwę. Choć i tak odbija się to na technice biegu.

Ale to nie brak tego specjalistycznego obuwia czy stadionu lekkoatletycznego z prawdziwego zdarzenia w Gorzowie (w końcu rozpoczęła się jego budowa) decyduje o tym, że dziś tak znaczące wysokości nie są w zasięgu Polaka. W 2019 r. w Sulęcinie (to tam i do innych miast w Polsce lekkoatleci Startu jeżdżą na treningi) niestety zerwał ścięgno Achillesa w prawej, jedynej sprawnej nodze. Na szczęście, doszedł do siebie. – Naprawdę bardzo mało zabrakło, a w sporcie by mnie już w ogóle nie było. Ostatnie kilka lat było dla mnie bardzo ciężkie. Odniosłem kontuzję, która tak naprawdę powinna mnie wykluczyć z jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Stąd też już dziś ten sezon mogę zapisać na ogromny plus. Zdobyłem kolejne mistrzostwo Polski i mistrzostwo Europy. Te ostatnie zawody były obsadzone bardzo mocną stawką – powiedział Lepiato i dodawał: – Dużo osób pytało się mnie, zwłaszcza po tym zerwanym Achillesie, czy jeszcze będę skakał, a po co… Bo przecież mam już dwa złote medale z igrzysk… Ale sport jest moją pasją. Po prostu, kocham skakać i tak naprawdę nie wyobrażam sobie życia bez tego. Mam nadzieję, że zdrowie mi pozwoli i chciałbym jeszcze bardzo dobrze zaprezentować się w Paryżu, i powalczyć o czwarty z rzędu medal. To byłby fajny wyczyn. A występ w Los Angeles w 2028 r. byłby bez jakichkolwiek oczekiwań. Po piątych igrzyskach, mając 40 lat, mogę iść na sportową emeryturę.

Ale nim to nastąpi, w piątek o 4 w nocy czasu polskiego będzie bił się o trzecie złoto. I będzie zdecydowanym faworytem. A marzył przecież, by zostać stomatologiem...

Rafał Jackiewicz: Teraz został mi już tylko cyrk...

Wideo

Materiał oryginalny: Dla jednych zbyt chory, dla innych zbyt zdrowy. Dla nas - mistrz. Maciej Lepiato walczy o trzeci z rzędu paraolimpijski tytuł - Gazeta Lubuska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie