Debata "Gospodarka Podlasia w dobie pandemii – zagrożenia i perspektywy"

Piotr Sawczuk
Piotr Sawczuk

Wideo

Polska gospodarka przeżywa swojego rodzaju kryzys spowodowany skutkami pandemii Covid-19. O tym jak dziś wygląda sytuacja podlaskich przedsiębiorstw, o zagrożeniach, skutkach lockdownu, ale także szansach rozwoju naszego regionu rozmawiamy z Remigiuszem Rogowskim Prezesem Grupy Kapitałowej Rogowski Development, ekonomistą Prof. Henrykiem Wnorowskim, Bogdanem Sadowskim Prezesem Izby Przemysłowo-Gospodarczej w Suwałkach oraz Witoldem Karczewskim Prezesem Izby Przemysłowo-Handlowej w Białymstoku. Rozmawia Piotr Sawczuk.
Debata

Patrząc na firmy, które wchodzą w skład białostockiej Izby Przemysłowo-Handlowej; jakie gałęzie lokalnej gospodarki ucierpiały najbardziej z powodu pandemii?

WITOLD KARCZEWSKI: Członkami naszej Izby są firmy z różnych branż. Mamy u nas przekrój całej gospodarki. Pierwsze objawy wystąpiły w momencie gdy zaczęła się epidemia. Wszyscy doznali szoku, bo wszystko częściowo się załamało. Bardziej odczuli to ci, którzy mieli powiązania eksportowe za granicą, niż firmy z rynku krajowego. Po pierwszym szoku większość firm przeszło - jeśli w ogóle tak można powiedzieć - do normalnego funkcjonowania, ale część ma kłopoty do dzisiaj. A Jakie to branże? Wystawiennicza i eventowa, branża turystyczna i wszystko, co z nią związane, czyli hotelarstwo i branża gastronomiczna. Te firmy najbardziej ucierpiały i skutki koronawirusa odczuwają do dzisiaj. Myślę też, że część firm rozwinęła się lepiej niż w poprzednich latach. Natomiast powiem o dwóch liczbach, nasz PKB za 2020 rok zmniejszył się o 2,8 %, a PKB całej Unii Europejskiej o 6,8%, czyli plasujemy się nieźle.

Rynek pracy reaguje jak wiadomo z opóźnieniem. Pan Sławomir Dudek z organizacji „Pracodawcy RP” wskazuje, iż w roku 2021 będziemy obserwowali spadek zatrudnienia. Czy zauważa Pan redukcje miejsc pracy w firmach, które wchodzą w skład suwalskiej Izby Przemysłowo-Gospodarczej?

BOGDAN SADOWSKI: Na pewno rynek pracy się zmienił. Przed pandemią większość pracodawców miało bardzo duże problemy z pozyskaniem pracowników. Mówiło się o rynku pracownika, bo często to pracownik dyktował warunki. Wszelkie zmiany ustawowe, które narzucały nam płacę minimalną, sprawiały, że to przewaga leżała po stronie nie pracodawcy, a właśnie pracownika. W ciągu roku pandemii to się trochę zmieniło. Oczywiście były firmy, które musiały dokonać zwolnień. Część osób wróciła z zagranicy więc pracowników zrobiło się na rynku ciut więcej. Można to obserwować na podstawie składanych CV w różnych przedsiębiorstwach. Jak długo to potrwa i jak to będzie dalej wyglądało zależy od tego, jak poradzimy sobie z pandemią.

A czy myśli Pan, że rynek pracownika jeszcze powróci?

BOGDAN SADOWSKI: Nam, jako przedsiębiorcom, aż tak bardzo na tym nie zależy. My chcielibyśmy, żeby to było zrównoważone. Wtedy wszystko najlepiej wygląda. Jeśli pracownik ma swoje miejsce i wykonuje swoją pracę dobrze, my nie płacimy pracownikowi z ustawy, tylko płacimy mu z tego, co pracownik wypracowuje. To musi być powiązane. Wszelkie premie, dodatki, to musi być związane z wynikiem pracy. Nie powinno być takiej sytuacji, że ktoś nakazuje nam „od dzisiaj macie płacić tyle i tyle”. Nawiązuję tu do najniższej krajowej, choć tak naprawdę nikt za taką pensję dziś u nas nie pracuje. Musi być jakiś efekt, żeby zwiększać pobory.

Zaczęliśmy od tych, którzy na pandemii stracili. A czy zauważa Pan Profesor w polskiej, ale przede wszystkim w podlaskiej gospodarce, podmioty, które na pandemii zyskały?

HENRYK WNOROWSKI. Łatwiej mi mówić o skali całego kraju. Takich przykładów jest sporo. Prawda jest taka, że zwykle tak się dzieje, że kryzys nie dotyka w równym stopniu wszystkich branż. Ten kryzys jest szczególny, bardzo dotkliwy za sprawą lockdownu, za sprawą wyłączeń różnych branż. Ale zgodnie z polską statystyką, cała polska gospodarka jest podzielona na ponad 140 branż, a lockdowny zdarzają się w różnych okresach. W minionym roku wyłączenia dotyczyły około 40 branż, czyli można powiedzieć, że 100 branż wyłączenia nie dotknęły, jeśli chodzi o wyłączenia administracyjne. Natomiast wyłączenia tych 40 miały konsekwencje popytowe dla całej gospodarki. Już w pierwszych tygodniach tego kryzysu, w internecie pojawiły się informacje, że przybył nam jeden miliarder. Akurat właściciel firmy produkującej (jeśli dobrze pamiętam) rękawiczki lateksowe. I w tej chwili widać coraz częściej, że ta nowa, wymagająca sytuacja jest źródłem wielu sukcesów. Prawda jest taka, że my w Polsce, jeśli chodzi o samo słowo „kryzys”, postrzegamy je w kategoriach często dramatycznych. Natomiast tak naprawdę w słowie kryzys mieszczą się dwa elementy. Z jednej strony trudność, ale z drugiej szansa. My częściej mówimy o trudnościach, ale - jak mówiłem - ci, którzy pracują dla służby zdrowia, mają bardzo dobry okres. I z tego się cieszę.

Dziś mówi się o kryzysie ekonomicznym, ale kryzys mieliśmy też w roku 2008. Czym te kryzysy się różnią?

HENRYK WNOROWSKI: Generalnie jest tak, że gospodarka od zawsze rozwija się w sposób cykliczny. Nigdy nie ma tak, że jest jeden wielki okres prosperity. W ostatnich 150 latach mieliśmy jakieś 17, może 18 kryzysów. Każdy miał nieco inne pochodzenie, nieco inne przyczyny. Obecny jest szczególny, bo zapoczątkowała go choroba, która wymuszała określone reakcje. Przedostatni, czyli kryzys z roku 2008, który wybuchł w symbolicznej dacie 15 września 2008 roku, gdy zarząd amerykańskiego banku Lehman Brothers wniósł wniosek o upadłość. Prawdę mówiąc, kryzysy już od ponad 100 lat, czyli od wielkiego kryzysu roku 1929 zawsze powodują, że rządzący interweniują, bo jest taka potrzeba. Teraz w roku 2020 mieliśmy zdecydowanie bardzo szybką interwencję w postaci różnych programów uruchamiających zagregowany popyt, bo sytuacja była bardzo poważna. Na ile ta interwencja pomogła tego nie wiem. Po pewnym czasie da się to pewnie oszacować.

Branża budowlana radzi sobie całkiem nieźle w czasie pandemii na tle innych. Dało się jednak zauważyć spowolnienie, a także spadek koniunktury w budownictwie. Z raportu AMRON-SARFIN wynika, że w III kwartale 2020 roku rynek inwestycji mieszkaniowych ożywił się. W stosunku do notowań z II kwartału, liczba mieszkań oddanych do użytkowania wzrosła o 24%, liczba wydanych pozwoleń o prawie 11%, a liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto, wzrosła aż o 42%. w porównaniu do II kwartału 2020 r. Skąd taka dobra koniunktura w budownictwie w tak trudnym czasie?

REMIGIUSZ ROGOWSKI: Budownictwo jest szczególną branżą, chyba ze względu na proces inwestycyjny, który jest bardzo długi. Moment od pozyskania gruntu, do uzyskania pozwolenia na budowę i uzyskania tego towaru do sprzedaży to czasami okres kilku, a nawet kilkunastu lat. Białystok, to specyficzne miasto, w którym grunty są dosyć rozdrobnione. Czasami trzeba kupić kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt działek, żeby scalić ten grunt i przygotować A to wszystko trwa. Tak, żeby był gotowy do realizacji. Rzeczywiście, pierwszy okres pandemii i spowolnienie było związane z niepokojem klientów, którzy bali się umawiać na spotkania do działu sprzedaży czy do notariusza. Ale było to czasowe. Z drugiej strony, to właśnie poprzedni rok 2020, w naszej firmie, był rokiem rekordowym pod względem sprzedaży.

Sprzedaliście ponad 700 mieszkań.

REMIGIUSZ ROGOWSKI: Tak, w samym Białymstoku, gdzie nigdy jeszcze takiej sprzedaży w naszym mieście nie mieliśmy. Jednak były pewne trudności z pozyskaniem pracowników. Nawet do Białymstoku musieliśmy ściągać firmę wykonawczą z Warszawy, bo już tu na miejscu nie mieliśmy możliwości wykonania niektórych budów. W tej chwili mamy stabilizację i to jest dla nas najważniejsze. Jest stabilnie gospodarczo i właśnie na rynku pracowniczym, więc cieszymy się, że już ceny nie wariują i można negocjować kwoty z wykonawcą. Z mojej perspektywy życzyłbym sobie, żeby – oczywiście bez covidu, taka sytuacja gospodarcza utrzymała się jeszcze przez kilka lat. W historii dotychczasowej, a prowadzę przedsiębiorstwo ponad 30 lat, rzadko bywało tak, żeby z kryzysu wychodziło się od tak. Konsekwencje kryzysu z 2008 roku trwały bardzo długo.

WITOLD KARCZEWSKI: Jeśli chodzi o moją branżę (maszyny rolnicze – red.), kilka czynników sprawiło, że mniej odczuliśmy skutki pandemii, tak jak na przykład budownictwo, gdzie nie da się pracować zdalnie, więc nie było żadnych zatrzymań pracy. Jednak masa ludzi została w domu. Nie mając co robić zajęła się remontami, więc materiały budowlane miały duży popyt. Jeśli chodzi o budownictwo ważną rolę odegrał nadmiar gotówki na rynku. Gotówki, którą społeczeństwo wydać musiało, bowiem banki bardzo poważnie obniżyły oprocentowanie.

Wróćmy do branż, które pandemia dotknęła najdotkliwiej, także w naszym regionie. Panie Prezesie, co zrobić, aby „martwe” hotelarstwo, gastronomię, branżę eventową, artystyczną i wiele innych – ożywić? Jaka jaka jest perspektywa zagrożeń dla tych branż?

BOGDAN SADOWSKI: Ożywić je można tylko wtedy, kiedy ludzie będą mogli się spotykać. Jeśli takie branże jak gastronomia czy organizacja wesel dostaną zielone światło. Imprezy, które zostały przełożone z powodu obostrzeń i zamknięć, po prostu wrócą. Prawdopodobnie, wesela będą teraz organizowane w czwartki, piątki, soboty i w niedziele. Powrót nie może jednak wyglądać tak jak miało to miejsce latem 2020 roku, kiedy ilość osób na imprezach była mocno ograniczana. Dla tych branż, nie opłaca się robić wesela dla 50 osób. Znam ludzi, którzy prowadzą biznesy weselne, którzy mówią, że jeśli mają znów robić imprezę dla 50 osób, to bardziej im się opłaca już nic nie robić. Także ta branża sobie poradzi, jak tylko będą odpowiednie warunki. Mam także ogromną nadzieję, że Blues Festival Suwałki odbędzie się w tym roku. Ja osobiście, miałem akurat trzydziestolecie w mojej firmie. Miał być piknik targowy i fajna impreza, ale na razie wszystko jest zawieszone. Jeśli będzie taka możliwość to do tego wrócimy, ale jak wiadomo, nie do wszystkich imprez można wrócić.

W Białymstoku mieliśmy konferencje, które organizowali restauratorzy, przedstawiciele branży eventowej, ślubnej, którzy strasznie narzekają na restrykcje i zamknięcia. Z drugiej strony podlaska Krajowa Administracja Skarbowa informuje, że regionalna gospodarka nie ucierpiała z powodu pandemii w 2020 roku. Nie zmalały wpływy podatkowe, ale firmy proszą o raty, odraczanie terminów spłat i umorzenia. Skąd te rozbieżności? W mediach ludzie mówią, że jest źle, umieramy, zamykamy biznesy, a z drugiej strony - optymistyczne dane.

WITOLD KARCZEWSKI: Wiadomo, które branże są w złej, a które w dobrej sytuacji. Można się zgodzić, że globalnie wpływy podatkowe nie zmniejszyły się, natomiast jest wiele tragedii. Wiele problemów mają branże, o których mówiliśmy. Jedni przeżyją, drodzy upadną. Jest duży hotelarz Tadeusz Gołębiewski, który publicznie mówi, że wziął 30 milionów zł kredytu, na budowę nowego hotelu, a pieniądze przeznaczył na utrzymanie reszty swoich hoteli. Ich utrzymanie miesięczne kosztuje go 5 milionów zł, więc zastawił swój majątek aby ratować biznes. On jest duży, więc być może przetrwa, ale wiele firm nie ma takich szans. Najgorzej jest właśnie z kongresami, spotkaniami, wystawami, bo ich nie ma. Wszyscy, jak tu rozmawiamy, żyliśmy w pewnym sensie na walizce. Przed pandemią jeździło się, odwiedzało się partnerów biznesowych, jeździło się za granicę, a teraz to ustało.

REMIGIUSZ ROGOWSKI: Co ważne Panie redaktorze, w tej chwili są możliwości przełożenia terminu spłaty podatku, odroczenia, czy nawet umorzenia. Ale na przykład w 2008 roku woli przełożenia podatku czy odroczenia – nie było. To jest na pewno bardzo duży plus, że taka pomoc występuje.

Na Podlasiu, wydano 1300 takich decyzji, na rekordową kwotę należności 111,5 mln zł.

BOGDAN SADOWSKI: Wniosek z tego taki, że nasi przedsiębiorcy solidnie pracują.

Jedni mówią, że trzecia fala pandemii Covid-19 już trwa, a inni, że jest jeszcze przed nami. A jak to wygląda we wskaźnikach ekonomicznych?

HENRYK WNOROWSKI: Generalnie wydaje się, że trzecia fala trwa, ale są też tacy, którzy mówią, że przyjdzie i czwarta fala. W marcu rozpoczęliśmy drugi rok „koronakryzysu”. Przysłuchując się niektórym dyskusjom, można odnieść wrażenie, że nasz rząd ma takie środki, które pozwoliłyby, że nikt nie odczułby, że kryzys boli. To oczywiście jest nieprawda. Jest kryzys, on musi boleć, tyle że boli nierówno. I niestety, pewnie będzie tak, że dla kilku, kilkunastu czy kilkuset przedsiębiorstw w województwie (bo w kraju znacznie większej) skończy się to upadłością. Byli tacy ekonomiści, którzy twierdzili, że to jest błogosławieństwo. Że kryzysy są oczyszczające, że przedsiębiorstwa, które upadają w kryzysie i tak by upadły, tylko trochę później. Ten kryzys jest szczególny, bo nigdy wcześniej takiego nie było. Nie było kryzysu, który tylko z powodów ekonomicznych doprowadziłyby do wyłączania 100% którejś branży. Powody ekonomiczne do takiego efektu nie doprowadzą, tylko administracyjne. Ale na powód administracyjny wpłynęła bardzo poważna choroba. I prawda jest taka, że przyczyny, które kryzys wywołały, jeszcze nie ustąpiły. Natomiast wskaźniki ekonomiczne, nawet nie będę bał się powiedzieć, że (w tej sytuacji) są rewelacyjne. Nigdy nie byliśmy liderami gospodarczymi w Europie, a jesteśmy i mamy najniższe bezrobocie, według Eurostatu. Nikt z nas tego się nie spodziewał.

REMIGIUSZ ROGOWSKI: Nasza gospodarka jest taka jak my, jak takie przedsiębiorstwa. U mnie w firmie zysk z roku na rok wzrasta, a widać, że jest jeszcze potencjał rozwoju. I nasza gospodarka reaguje podobnie.

„W 2021 roku w Polsce możliwy jest nawet pięcioprocentowy wzrost PKB”, uważa główny ekonomista PKO BP Piotr Bujak. Jak w takim razie - i wybiegnijmy trochę w przyszłość - może ekonomicznie wyglądać 2022 rok w Polsce?

WITOLD KARCZEWSKI: Nie ma przeciwwskazań, by nie zgodzić się z koncepcją, że 2021 rok będzie wzrostowy. Jeśli zaś chodzi o uwarunkowania epidemiologiczne, to nie wiemy gdzie jesteśmy, co nas czeka i kiedy osiągniemy tą odporność zbiorową. Co i rusz straszy się nas kolejnymi chorobami, epidemiami, po których może odejść nawet 70% społeczeństwa. To są spekulacje, bo dzisiaj widać, że wszystko idzie ku normalności. Natomiast pesymistyczny jest wysoki stopień umieralności na Covid. Jeżeli to wszystko opanujemy, być może rok 2022 będzie lepszy, bo zawsze po kryzysie jest skok. Koniec roku – początek roku; w tym cyklu osiągnęliśmy dno, a teraz giełda idzie do góry. Mamy szansę by było bardzo dobrze i oby tylko nie było przeciwskazań.

BOGDAN SADOWSKI: Myślę, że jako Podlaskie, nie mamy co narzekać. W rankingu Rzeczpospolitej mieliśmy ponad 4% wzrostu produkcji, a za nami było Mazowieckie, na szarym końcu Warmińsko-Mazurskie. Najważniejsze, żebyśmy jak najszybciej zdobyli tę odporność społeczną, jeśli będziemy mieli szczepionki. Przedsiębiorstwa, oczywiście sobie poradzą, bo to jest taki organizm, który musi przeżyć.

HENRYK WNOROWSKI: Pandemia zmieniła nasze życie. Nie zawsze na gorsze. Czasami na lepsze, a w wielu punktach przyspieszyła pewne procesy i życie będzie już wyglądało inaczej. Nie wrócimy do tego, co było przed pandemią. Perspektywy dla gospodarki są bardzo dobre i ta prognoza, o której wspomniał Pan redaktor, jest bardzo realistyczna. Jeśli spełni się pozytywny scenariusz, w okolicach końca wakacji będziemy mogli mówić o tym, że mamy już odporność populacyjną. Ten rok powinien zakończyć się dobrze. Być może około 5% wzrostem, a rok 2022, wydaje mi się, że przyniesie nawet wzrost powyżej 5%. Tak myślę, bo tak zwykle ostatnie cykle wyglądały. Trwały około siedem lat, więc możemy liczyć na taką perspektywę. Uważam, że w ciągu tych siedmiu lat jesteśmy w stanie odpracować kolejne 10 punktów różnicy w poziomie rozwoju między nami, a najwyżej rozwiniętymi gospodarkami Europy.

REMIGIUSZ ROGOWSKI: Ja myślę, że tak jak gospodarka potrzebuje stabilności, to my, przedsiębiorcy potrzebujemy jej jeszcze bardziej i myślę, że w tej chwili rozpoczyna się taki okres, bo mamy pewnego rodzaju stabilność. Mam też nadzieję, że dla naszych klientów, jeżeli nie będzie też wzrostów cen produkcji, to ceny mieszkań ustabilizują się też na jakimś poziomie. Myślę, że wzrosty, o których mówiliśmy, mogą osiągnąć nawet wyższy poziom niż w tym roku.

Partnerem debaty jest firma Rogowski Development Sp. z o.o.