Dariusz Strychalski dobiegł i pomógł. Jutro wróci i zostanie przywitany z pompą

Julita Januszkiewicz [email protected]
Gdy Dariusz Strychalski przekroczył linię mety wpadł prosto w ramiona Asi Sardyńskiej, na której operację zbierał pieniądze.
Gdy Dariusz Strychalski przekroczył linię mety wpadł prosto w ramiona Asi Sardyńskiej, na której operację zbierał pieniądze. Archiwum prywatne
Było super - cieszy się Dariusz Strychalski z Łap. W dziewięć dni pokonał ponad 500 km. W tym czasie zbierał pieniądze na operację chorej Asi.

Nie czuję zmęczenia. Jestem zadowolony. A teraz idę zwiedzać Poznań - mówił nam wczoraj Dariusz. Do stolicy Wielkopolski dobiegł w niedzielę popołudniu.

Na finiszu, który wyznaczono w poznańskiej dzielnicy Malta, na Dariusza czekało mnóstwo kibiców oraz mieszkańcy. A gdy sportowiec przekroczył linię mety, wpadł wprost w ramiona Asi.

- To była bardzo wzruszająca chwila. Przywitaliśmy się. Asia jest bardzo sympatyczna, dostałem od niej bukiet róż - opowiada Dariusz Strychalski.

Dziewczyna ma 26 lat. Jest podopieczną Fundacji "Zwycięzca", którą Strychalski założył rok temu. Joanna od 12 lat cierpi na zanik mięśni. W marcu w jednej z łódzkich klinik czeka na nią zabieg przeszczepienia komórek macierzystych. Ale operacja jest droga, dziewczynie zabrakło 5 tys. złotych.

Dlatego niepełnosprawny biegacz z Łap podjął się tak wyczerpującego, a jednocześnie niezwykłego wyzwania. Postanowił ze swojego rodzinnego miasta pobiec aż do Poznania. Tak chciał pomóc zebrać potrzebną kwotę. Udało się. - Cały czas biegłem, a na przystankach zbierałem pieniądze - opowiada Strychalski.

Dziennie pokonywał od 50 do nawet 71 kilometrów. Bywało różnie, zdarzały się kryzysy. Pogoda nie zawsze była sprzyjająca. Czasami wiał wiatr, innym razem padał deszcz. No i dodatkowo sportowca bardzo bolały nogi.

Trudny był np. odcinek do Skierniewic. Bo ostatnie 15 km przed tym miastem to była prawdziwa walka ze zmęczeniem, słabościami i pędzącymi samochodami, przed którymi trzeba było uskakiwać. Ale Dariusz dał radę. Zresztą na całej trasie towarzyszyli mu kibice. To dopingowało go do ukończenia biegu.

Na noclegi zapraszali Dariusza najczęściej przypadkowi ludzie i spełniali jego życzenia. Na przykład w Strzybożu gdzie odpoczywał prosił o owsiankę z kiełbasą i cebulą.

Jutro o godz. 16 biegacz wraca do Łap. Powitają go władze uczniowie i nauczyciele z Szkoły Podstawowej nr 2 w Łapach, a także mieszkańcy i przyjaciele.

Czytaj e-wydanie »

Słodkie okazje z wysokimi rabatami

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
aaaaasd

Wow, Wielki Człowiek !

/łapianka/

Ten Człowiek ciągle nas zaskakuje. Jesli mysli o sobie to zawsze w kontekście co będa mieli z tego inni. Ile dobra drzemie w każdym z nas, a nie potrafimy a może nie chcemy go wydobyć.

Darku jesteś Wielki

 

Dodaj ogłoszenie