Daria Widawska: Przyjaźń i miłość warto pielęgnować

Anna Kopeć [email protected]
Daria Widawska (w środku), Joanna Brodzik i Małgorzata Lipmann w spektaklu "Di, Viv i Rose" grają trzy przyjaciółki. Ta relacja łączy je nie tylko na scenie. Prywatnie przyjaźnią się od kilkunastu lat.
Daria Widawska (w środku), Joanna Brodzik i Małgorzata Lipmann w spektaklu "Di, Viv i Rose" grają trzy przyjaciółki. Ta relacja łączy je nie tylko na scenie. Prywatnie przyjaźnią się od kilkunastu lat. Teatr Capitol
Staram się czerpać od ludzi to, co wydaje mi się interesujące, inspirujące, wzruszające, śmieszne. Z takimi osobami lubię rozmawiać, takie wokół siebie mam - mówi aktorka Daria Widawska.

Daria Widawska

Daria Widawska

aktorka pochodząca z Trójmiasta, od najmłodszych lat występowała na scenie. Absolwentka warszawskiej Akademii Teatralnej. Znana z roli przebojowej przyjaciółki tytułowej bohaterki serialu "Magda M." Popularność przyniosła jej też rola Anki w serialu "39 i pół". Obecnie na małym ekranie możemy ją oglądać w serialu "Prawo Agaty". Zaś na żywo u boku Joanny Brodzik i Małgorzaty Lipmann w spektaklu "Di, Viv i Rose". Historia trzech przyjaciółek wystawiana jest w Białymstoku jutro o godz. 20 w sali koncertowej przy ul. Podleśnej 2.

Na początku poproszę Panią o dokończenie zdania: Przyjaźń to dla mnie...

Miłość. Przyjaźń to praktycznie to samo co miłość. Dla mnie osoba, z którą się przyjaźnię powinna spełniać te same cechy, co osoba, którą kocham. Te pojęcia właściwe są tożsame. Nie potrafiłabym przyjaźnić się z kimś do kogo nie miałabym szacunku, komu bym nie ufała, kogo nie obdarzałabym dobrymi uczuciami.

Pytam o to nie bez powodu. Spektakl "Di, Viv i Rose", w którym zagra Pani w Białymstoku z Joanną Brodzik i Małgorzatą Lipmann to opowieść o trzech przyjaciółkach. W pewnym stopniu to także historia Waszej przyjaźni.

Nasze bohaterki poznają się na studiach. Podobnie wyglądały nasze początki. Z Małgosią poznałyśmy się w Akademii Teatralnej podczas egzaminów wstępnych. A z Joasią trochę minęłyśmy się - kiedy my zaczynałyśmy, ona skończyła studia. Później, mając wspólnych znajomych widywałyśmy się często. Z Joasią się znałyśmy, ale nasze relacje zacieśniły się dopiero kiedy zaczęłyśmy grać warszawskim Teatrze Scena Prezentacje w spektaklu "Seks nocy letniej" Woody'ego Allena. Wówczas nasza znajomość przerodziła się w przyjaźń.

I ile czasu już trwa?

Z Małgosią zaczęłyśmy studiować w 1996 roku, a z Joasią spotkałyśmy się w 2001 lub 2002 roku. Potem z Joasią zagrałam w serialu "Magda M.", który tylko przypieczętował to, co między nami było.

W spektaklu "Di Viv i Rose" oprócz studiów pojawiają się inne osobiste wątki?

Prywatnie przeżyłyśmy ze sobą różne perypetie - podobnie jak nasze bohaterki. Nasze historie oczywiście różnią się w szczegółach od tych na scenie, ale ładunek energetyczny, emocjonalny jest taki sam, a może i nawet większy. Przeżyłyśmy razem narodziny naszych dzieci, śmierć najbliższych. Fabuła spektaklu nie jest przełożeniem jeden do jednego naszego życia, ale jeśli chodzi o emocje, które towarzyszyły w różnych ważnych momentach życiowych naszych bohaterek, są bardzo porównywalne z tym, co wspólnie przeżywałyśmy we trzy.

Czyli ta przyjaźń nie jest chwytem marketingowym, ani sposobem na uwiarygodnienie tej historii?

My naprawdę się przyjaźnimy. Naprawdę tworzymy Klub Księżniczek, który narodził się po skończonych zdjęciach do "Magdy M." Niebawem będziemy świętowały ładny jubileusz (śmiech). Natomiast relacje między bohaterkami spektaklu, ich spotkanie, rozmowy i różne stany emocjonalne, to także nasza prawdziwa historia.

Dlaczego zdecydowałyście się zagrać razem?

Dlatego, że to fantastyczny tekst, mam wrażenie, że napisany właśnie dla nas. Kilka miesięcy przed decyzją, że zrobimy ten spektakl, spotkałyśmy się w Klubie Księżniczek. Powiedziałam wtedy Joasi, że chciałabym popracować z nią na scenie, bo się zawodowo bardzo za nią stęskniłam. Odpowiedziała, że jeśli kiedykolwiek przyjdzie jej do głowy, by wrócić na deski teatru, a nie grała przez kilkanaście lat, to chciałaby to zrobić właśnie ze mną. Nie trzeba było mnie długo namawiać. Akurat tak się fantastycznie złożyło, że Ania Gornostaj, dyrektor Teatru Capitol, z którą współpracowałam już wcześniej, przyniosła mi tekst sztuki "Di, Viv i Rose". Stwierdziłam, że to właśnie ten moment, by ściągnąć Joasię Brodzik na scenę.

Czyli to była Pani inicjatywa, by wspólnie zagrać?

Tak mówią. Ale gdybym nie spotkała się z podatnym gruntem, otwartością Ani i tego, że Joasia zdecydowała się po kilkunastu latach znów wystąpić na scenie, to by się nie udało. Do tego wszystkiego reżyser Maciek Kowalewski pięknie się wkomponował i zasugerował, żeby zaangażować też Małgosię Lipmann. Z Joasią miałyśmy cichy plan, żeby mu to zaproponować, ale okazało się, że nie musimy, bo sam wyszedł z tym pomysłem. Wszystko pięknie zagrało. Widocznie tak musiało być. Ten spektakl musiał powstać w takiej obsadzie i nikt nie miał już argumentów, żeby to się nie udało.

Przyjaźń w pracy na scenie jest twórcza czy blokująca?

Absolutnie twórcza. Mam wrażenie, że w przypadku tego spektaklu, nasza sympatia do sposobu grania, odczuwania tych postaci, wprowadziła nas w zupełnie inny wymiar. Taki, który nie byłby możliwy wśród osób, które nie mają tak dobrych kontaktów. Ten spektakl jest o przyjaźni na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Tożsamość z naszym prywatnym życiem podniosła jeszcze bardziej wartość emocjonalną tej sztuki. Dziewczyny wielokrotnie powtarzały, że nie wyobrażają sobie, aby zagrać w tej sztuce z kimś innym. Widziałam ją w Londynie na West Endzie, gdzie grana jest z ogromnym powodzeniem. Na scenie bardzo widać, że przyjaźnimy się też prywatnie. A to przenosi się na publiczności, która współodczuwa życie i losy bohaterek.

Wyobrażam sobie, że Di , Viv i Rose to trzy bardzo charakterne kobiety. Domyślam się , że na scenie aż kipi od emocji?

To trzy różne osobowości. Moja bohaterka Rose jest mocno wyzwolona seksualnie. Joasia gra lesbijkę Di, a Małgosia - Viv, dziewczynę, która jest nieokreślona seksualnie. Widz zastanawia się, czy w ogóle jest zainteresowana tą sferą uczuć. Jest skoncentrowana na nauce, a sfera seksualności gdzieś zanika. Ale sztuka nie jest oparta tylko na rozmowach o seksie. Orientacje seksualne jedynie charakteryzują bohaterki. Di trenuje też boks, Viv świetnie się uczy, do życia podchodzi raczej naukowo, intelektualnie. Natomiast Rose studiuje historię sztuki, ale nauka to nie jest dziedzina, w której się spełnia i wędruje swoimi ścieżkami.

Jak w tak bardzo sfeminizowanej sztuce, bo kostiumy to też dzieło kobiety, odnalazł się reżyser-mężczyzna?

Fantastycznie! Uznałyśmy, że dzięki tej pracy Maciek odnalazł swoją wewnętrzną Halinę, czyli pierwiastek kobiecy. To naprawdę fantastyczne doświadczenie. Przepięknie się wplótł w tę historię. Nie musiał niczego naginać, uszanował to, że się przyjaźnimy i że jesteśmy kobietami. Dał nam wolność w tworzeniu naszych postaci. Przyjmował wszystko ze zrozumieniem. Uznał, że to my gramy te bohaterki i pewnie lepiej je zrozumiemy. Zupełnie nam nie przeszkadzał, a uwagi, które do nas kierował, wyłącznie nam pomagały.

Bywają kobiety, dziewczyny, które nie mają przyjaciółki od serca. Czego jedna kobieta może się nauczyć od drugiej?

Mnie to zawsze trochę dziwi, ale rzeczywiście są ludzie, którzy nie potrzebują drugiej osoby do współistnienia. Przynajmniej tak mówią. Ja generalnie staram się czerpać od ludzi to, co wydaje mi się interesujące, inspirujące, ciekawe, wzruszające, śmieszne. Coś co mnie porusza. Z takimi ludźmi lubię rozmawiać, takich wokół siebie mam, przyjmuję i szukam.

Niezależnie od płci dla mnie ogromnie ważne jest, by ten ktoś szczególnie mnie pobudzał, motywował. Nie potrafię podać jednej, konkretnej cechy, która by mnie inspirowała. Chciałabym mieć wiele atrybutów moich przyjaciółek i wielu rzeczy im zazdroszczę. Oczywiście są też takie, których nie chciałabym mieć - tak jak one moich i wcale się nie dziwię (śmiech). Mówimy sobie o tym otwarcie, z poczuciem humoru i przymrużeniem oka. Tak doskonale się znamy, że czasem niektórych rzeczy nie musimy sobie mówić. Po prostu wiem, że drugiej to nie pasuje.

Przyjaźń to dla Pani najwyższa wartość?

Jedna z najważniejszych. Współistnienie z drugą, bliską nam osobą ułatwia i wzbogaca życie. To na pewno jedna z tych wartości, którą warto pielęgnować. Życie w samotności jest smutne. To duży zaszczyt mieć wokół siebie wartościowych ludzi, którzy także nas sobie wybrali. Wówczas jest weselej, szczęśliwiej, przyjemniej.

I pewnie takie jest przesłanie przedstawienia "Di, Viv i Rose"?

O tym trzeba przekonać się osobiście. Dlatego gorąco zapraszam wszystkich na widownię.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie