Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł. Partia kazała...

    Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł. Partia kazała strzelać do ludzi.

    Piotr Samolewicz (Nowiny24)

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Kadr z filmu. "Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł”.  Autorzy scenariusza wywodzą się z pokolenia, które pamięta tamte wydarzenia.  Mirosław

    Kadr z filmu. "Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł”. Autorzy scenariusza wywodzą się z pokolenia, które pamięta tamte wydarzenia. Mirosław Piepka i Michał Pruski byli uczniami liceum w Sopocie. Pruski 17 grudnia 1970 roku był w Gdyni podczas pacyfikacji miasta przez wojsko i milicję. Dziś film wchodzi na ekrany kin.

    Staraliśmy się wiernie oddać tamte wydarzenia. Sceny są zatem przerażające. Krytycy ocenili, że jest to chyba pierwszy polski film tego typu, że jak komuś kula rozrywa głowę, to my to pokazujemy - mówi Mirosław Piepka
    Kadr z filmu. "Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł”.  Autorzy scenariusza wywodzą się z pokolenia, które pamięta tamte wydarzenia.  Mirosław

    Kadr z filmu. "Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł”. Autorzy scenariusza wywodzą się z pokolenia, które pamięta tamte wydarzenia. Mirosław Piepka i Michał Pruski byli uczniami liceum w Sopocie. Pruski 17 grudnia 1970 roku był w Gdyni podczas pacyfikacji miasta przez wojsko i milicję. Dziś film wchodzi na ekrany kin.

    Od powstania scenariusza w 2009 roku pana autorstwa i Michała Pruskiego do realizacji filmu "Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł" doszło bardzo szybko.

    Mirosław Piepka: Długo pracowaliśmy, około pół roku, nad dokumentacją, gdyż chcieliśmy wiernie oddać faktografię. Kręgosłup scenariusza oparliśmy na losach rodziny Drywów.

    Brunon Drywa miał 34 lata i jako jeden z pierwszych robotników zginął na przystanku kolejki Stocznia w Gdyni. W większości zginęli tam ludzie młodzi, od 15 do 20 kilku lat. On był najstarszy.

    Największy tragizm tkwił w tym, że osierocił trójkę dzieci, wdową została żona Stefania. Film zaczyna się w grudniu 1969 roku w Wigilię Bożego Narodzenia u Drywów i kończy się w Wigilię 1970 r. Poprzez losy tej rodziny pokazujemy czarny czwartek 17 grudnia w Gdyni.

    Najbardziej sensacyjne odkrycie podczas prac dokumentacyjnych?

    - Pamiętniki Trepczyńskiego, osobistego sekretarza Gomułki. Kiedy wybuchły wydarzenia grudniowe, w gabinecie Gomułki, w KC PZPR w Warszawie, odbywały się narady ścisłego kierownictwa. Kilka razy dziennie. Uczestniczył w nich oczywiście Gomułka oraz Cyrankiewicz, Moczar, Olszowski i Trepczyński.

    Nie można było niczego notować. Ale Trepczyński po takich naradach na swój użytek sporządzał stenogramy. Dotarliśmy do nich i w związku z tym nie musieliśmy wymyślać dialogów do scen, które działy się w gabinecie Gomułki.

    Jak dotarliście do tych stenogramów?
    - Dzięki profesorowi Jerzemu Eislerowi z warszawskiego IPN (był też konsultantem filmu - dop. red.). Dotarliśmy też do materiałów SB w Gdańsku. Na Wybrzeżu odbyło się słynne posiedzenie egzekutywy KW PZPR w nocy z 15 na 16 grudnia, po krwawym poniedziałku w Gdańsku. Uczestniczył w nim sekretarz KC Zenon Kliszko.

    Na tym posiedzeniu Kliszko stwierdził, że z kontrrewolucją się nie dyskutuje, do kontrrewolucji się strzela. Nawet jak zginie 300 stoczniowców, to kontrrewolucja będzie opanowana.

    Jaka była rodzina Drywów?

    - Mieszkali 50-60 km od Gdańska na kaszubskiej wsi. On był dokerem, dojeżdżał do pracy w Gdyni. Potem rodzina przeniosła się do biednej dzielnicy w Gdyni, gdzie zamieszkali w domku, a w zasadzie takiej lepszej altanie.

    W 1970 roku port przyznał Drywie mieszkanie trzypokojowe. To była bardzo prosta, strasznie się kochająca rodzina. Drywa dużo pracował, brał nadgodziny, by ją utrzymać. Do nowego mieszkania Drywowie wprowadzili się w październiku.

    Nie było ich nawet stać na łóżka, więc spali na podłodze. Ale bardzo się cieszyli. I on absolutnie w nic się nie angażował. Gdy trwały pierwsze strajki, był w domu, chodził na spacery z dziećmi.

    Jak odnaleźliście wdowę po Brunonie Drywie?

    - Mieszka w Sierakowicach. Wspaniale nas przyjęła. Odkryła się całkowicie. Mnóstwo wieczorów przegadaliśmy, a w zasadzie to słuchaliśmy. Mimo upływu 40 lat, przeżywała to w potworny sposób. Musiała brać środki uspokajające.

    A dzieci?

    - Dwie młodsze córki nie pamiętają nic z tamtych wydarzeń, a syn Roman miał wówczas 8 lat i pozwolono mu z matką uczestniczyć w nocnym, robionym przez SB pogrzebie ojca. Na plan zdjęciowy przyprowadził siostry po to, by zobaczyły, jak wyglądał pogrzeb ojca.

    Dlaczego zdecydowaliście się oprzeć fabułę o wydarzenia w Gdyni?

    - Jeżeli w Elblągu i Szczecinie były strajki, pochody i ofiary, i jeżeli te miasta płonęły, dochodziło do zniszczeń, tam szły ostre walki - to władza na upartego mogła uzasadnić użycie broni w nich. Natomiast w Gdyni nie.

    W Gdyni w środę rano 16 grudnia wystąpił w lokalnej telewizji wicepremier Kociołek. Zaapelował do stoczniowców i portowców, by wrócili do pracy, bo zbliżają się święta. I gdy oni rzeczywiście następnego dnia zaczęli przyjeżdżać kolejką do pracy, to przywitały ich karabiny maszynowe.

    Nikt nie jest w stanie stwierdzić, kto wydał rozkaz. Oficjalnie Gomułka. W stenogramach Trepczyńskiego, jest zapisane, że w wielu spotkaniach u Gomułki uczestniczył też Jaruzelski. On nie odzywał się, milczał.

    Dopiero, gdy nastąpiło przesilenie i wskazano na Gierka jako następcę Gomułki, który był już w szpitalu, to opowiedział się po stronie Gierka.

    Zadawane są nam pytania, dlaczego w filmie nie ma Jaruzelskiego. Dlatego, bo jego postać nic by nie wnosiła. On wprawdzie był szefem MON i działo się to na pewno za jego wiedzą i przyzwoleniem, ale o wszystkim decydował Gomułka, co jednoznacznie wynika ze stenogramów.

    Wrócę jeszcze do Gdyni. Była ona na Wybrzeżu jedynym miastem, gdzie nic nie rozkradziono i nie podpalono. Gdzie nie rozbito ani jednej szyby. Szły pokojowe manifestacje, i nie ma wątpliwości, że w Gdyni doszło do zbrodni ludobójstwa.

    Jakie sceny w filmie robią największe wrażenie?

    - My i reżyser Antoni Krauze staraliśmy się pokazać tamte wydarzenia wiernie. Sceny są zatem przerażające. Krytycy ocenili, że jest to chyba pierwszy polski film tego typu, że jak komuś kula rozrywa głowę, to my to pokazujemy.

    Przerażający jest moment, gdy Drywowa się dowiaduje, że jej mąż zginął, później gdy przez półtora dnia szuka zwłok, których nie ma, bo SB już gdzieś je wywiozło.

    Nocny pogrzeb Drywy, bo takiego pogrzebu to cywilizowany świat nie widział. Cmentarz jest ciemny, obstawiony przez SB. Stefanię Drywę o dwunastej w nocy budzi dwóch esbeków i daje jej 15 minut na ubrania się. Ona nie chce iść, mówi: chcecie go pochować, jak zwierzę. Oni na to, że musi iść, bo w przeciwnym razie pogrzeb odbędzie się bez niej.

    Pogrzeby wszystkich ofiar tak wyglądały?

    - SB organizowała pogrzeby w nocy między godziną 23 a 2 w obecności jednego, dwóch członków rodzin.


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (5)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (5) forum.poranny.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Poranny.pl poleca

    Wideo