Crimson Peak, czyli Mia w krainie duchów

Jerzy Doroszkiewicz
Mia Wasikowska to główna postać filmu Crimson Peak. Wzgórze krwi
Mia Wasikowska to główna postać filmu Crimson Peak. Wzgórze krwi Mat. dystrybutora
Mia Wasikowska to jedna z najzdolniejszych aktorek o polskich korzeniach. Scenografia i ona to największe atuty najnowszego horroru Guillermo del Torro.

Któż nie pamięta „Labiryntu fauna”? Po tym niesamowitym obrazie del Torro zmierzył się z różnymi rodzajami filmowych opowieści, by wreszcie sięgnąć po gotycki horror z… robotniczym finałem. Mia Wasikowska gra rolę debiutującej pisarki, która miota się pomiędzy egzaltowaną panną, a wojującą sufrażystką, a sama mówi o sobie, że marzy jej się kariera Mary Shelley. I po części jej marzenia się ziszczą. Będzie fascynacja podupadłym finansowo angielskim baronetem, będą zbrodnie popełnione w imię zdobycia majątku, będzie też zakazana przez kościół katolicki miłość.

Del Torro mruga okiem pokazując scenę walca Wasikowskiej z Tome Hiddlestonem jakbyśmy uczestniczyli w jakiejś Annie Kareninie. Jak w każdym dobrym kryminale, śladami z przeszłości będą woskowe walce, które odtwarza się w jednym z wynalazków Thomasa Alvy Edisona, będą też rzecz jasna upiory. Duchy są ohydne jak w najkrwawszych horrorach, zresztą koloru czerwonego nie brakuje, a i krew leje się tu i ówdzie jak woda z kranu. Im krwawsze i straszniejsze sceny, tym zabawniejsze, bo głównym bohaterem jest podupadający wielki wiktoriański dom, a właściwie pałac. Urzeka i niesamowitą fantazją bryły, i detalami, i, a może przede wszystkim, sposobem filmowania. Delikatność Wasikowskiej konfrontowana jest ze zgnilizną materialną i tą duchową – zarówno ze świata żywych, jak i umarłych. To naprawdę znakomicie wygląda. A że nie przeraża, a bawi? W końcu kino to rozrywka. Najsłabszym momentem jest uruchomienie wielkiej machiny poruszanej za pomocą ciśnienia pary, w sytuacji, kiedy chwilę wcześniej widzimy, że nie ma ognia pod kotłem, a o bryłę węgla podupadający mieszkańcy posiadłości muszą się wręcz wykłócać. No, chyba, że w ruch wprawiły ją duchy…

Klasyczne kalki ubrane w sztafaż XIX wiecznych strojów, manier i klimatu, wsparte poprawną muzyką Fernando Velazqueza z przebojowym walcem na czele dają się bez bólu oglądać. W finale główną zaś rolę odegra nie trucizna czy sztylet tylko… coś bardziej prozaicznego. Jeszcze jeden żart z konwencji? A może tak lubiana w poważnych filmach przemiana? Po „Alicji w krainie czarów”, Mia gra taką „Alicję”, tyle że w krainie duchów. Jest nieźle.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie