Co gryzie przyszłych prawników?

Notowała: Marta Romańczuk
W poniedziałek Zbigniew Ćwiąkalski odpowiadał na pytania studentów podczas spotkania na wydziale prawa UwB.
W poniedziałek Zbigniew Ćwiąkalski odpowiadał na pytania studentów podczas spotkania na wydziale prawa UwB. Fot. Archiwum
Każdy, kto zda egzamin na aplikację, będzie przyjęty - zapewniał białostockich studentów Zbigniew Ćwiąkalski, minister sprawiedliwości.

Student V roku wydziału prawa: Skoro jest w miarę stały skład komisji, która układa pytania egzaminacyjne na aplikacje, to skąd się biorą rozbieżności w poziomie pytań? W tamtym roku były o wiele łatwiejsze, w tym roku trudniejsze. Jeśli się nie mylę, tylko 11 procent zdających dostało się na aplikację. Czy nie warto byłoby rozważyć, aby to dziekani i prodziekani wydziałów prawa przygotowywali te egzaminy? Może to śmieszne, ale osoby, które pracują w sądzie, prawo znają z bardziej praktycznego punktu widzenia i pytania układane przez nich są zbyt szczegółowe.

Prof. Zbigniew Ćwiąkalski, minister sprawiedliwości: Jeszcze bardziej racjonalnym i dalej idącym pomysłem byłoby to, żeby kandydaci przygotowywali pytania. Albo organizacje studenckie.

Myślę, że potrzebny jest system weryfikacji także uczelni. Musi być czynnik zewnętrzny, który przygotowuje pytania. Zresztą takie obowiązki nakłada ustawa. Poziom egzaminu tegorocznego był bardzo zróżnicowany. Bo na aplikację na przykład komorniczą dostało się 95 procent starających się.

Głosy z sali: Tylko 96 się starało na tę aplikację.

- Oczywiście, starało się około sto osób. Prawie wszyscy się dostali. Natomiast na aplikację notarialną dostało się 35 procent zdających. Na adwokacką - bardzo różnie, od 25 procent na przykład w Wałbrzychu, Katowicach, do zera procent w Opolu. Na notarialną dostało się w sumie 1000 osób.

17 i 18 grudnia spotykamy się z dziekanami, żeby ustalić przyczyny. Chcemy przeanalizować tegoroczne egzaminy.

Nie twierdzę, że pytania były łatwe czy trudne. Wprawdzie mój poprzednik powiedział, że on by nie zdał, ja bym nie zdał i żaden prawnik w Polsce by nie zdał tego egzaminu. Ale tak się złożyło, że najbliższy asystent mojego poprzednika zdał, dostał się na aplikację adwokacką w Warszawie. (...)

Ale do tej pory nikt się nie silił, żeby zbadać przyczyny, postawić diagnozę. Do tej pory były to decyzje polityczne. W jednym roku było trudno i niewielu się dostało na aplikację. W następnym roku minister wezwał komisje i powiedział, ma być łatwo, ma się wielu dostać. I się dostało dużo. W tym roku nic nie mówiłem, nie wzywałem komisji. (...)

Chcemy podejść do tego bardziej naukowo, a nie tylko politycznie. Gdybym chciał być "sprytny", wezwałbym komisje i powiedział: Pamiętacie Państwo, ile osób dostało się w ubiegłym roku. Proszę w tym roku ułożyć pytania jeszcze łatwiejsze, żeby dostało się jeszcze więcej. Tylko że to nie jest rozwiązanie. Formalnie zostałyby ułożone poprawne pytania. Na przykład czy organem ustawodawczym Rzeczpospolitej Polskiej jest a) sejm RP, b) kongres Stanów Zjednoczonych, c) duma państwowa. Proszę bardzo. Można strzelać.
Natomiast nie chodzi o sformułowanie idiotycznych pytań, tylko rzeczywistą weryfikację wiedzy wyniesionej ze studiów. Ale nie może być tak, państwo macie rację, że ktoś układa pytania bliskie dziekanowi, np. z podatków albo z prawa pocztowego. (...)

Nie wiem, czy kandydatom jest potrzebne prawo pocztowe. Wolałbym, żeby to był inny typ pytania. Ale zespoły konkursowe będą w przyszłym roku większe. Nie 5-osobowe, tylko 9- czy 12-osobowe. Żeby była jednak pewna weryfikacja, jeżeli ktoś miałby radosny pomysł, uwziął się, że to jego dziedzina, którą reprezentuje, jest najważniejsza (...).

Czy jest jakiś plan alternatywny, gdyby ustawa o krajowej szkole sądowo-prokuratorskiej nie weszła w życie (w niej mają odbywać się aplikacje prokuratorskie i sądowe - przyp. red.)? Minister zapewnia, że egzamin na aplikację sądową i prokuratorską odbędzie się w lutym. Luty jest już za dwa miesiące.

- Rozporządzenia do ustawy dotychczasowej nie będzie. Jest uchwalona nowa ustawa. Chciałbym, żeby egzamin odbył się jak najszybciej. Ale nie przy naruszeniu pewnych terminów, zasad ustawowych. Czy pan prezydent podpisze tę ustawę w drugim dniu po otrzymaniu, czy trzydziestym, czy skieruje do Trybunału Konstytucyjnego, czy zawetuje, prześle do Sejmu i Sejm będzie debatował nad odrzuceniem. Nie wiem.

Alternatywa jest tylko taka, że ustawa zostanie ustalona jak najszybciej. Jeśli nie zostanie, jeśli pojawią się problemy, wtedy może Sejm podejmie jakąś inicjatywę poselską. I będzie to już nie projekt rządowy, ale poselski, który może korzystać z szybkiej ścieżki. Być może poślemy ustawę przez komisję Palikota. Jedną ustawę o państwowych egzaminach prawniczych posyłamy przez komisję Palikota, żeby z nią nie czekać.

Absolwentka prawa: Mam pytanie również związane z ustawą o krajowej szkole. W części artykułów jest zapisany zawód asesora sądowego. Zgodnie z uchwałą Trybunału Konstytucyjnego przestają oni mieć możliwość sądzenia. Jeśli prezydent nie podpisze ustawy albo zawetuje, to oni stracą prawo orzekania?

- Oczywiście stracą prawo orzekania.

Ale w jaki sposób będą traktowani? Czy zostaną zdegradowani do asystentów sądowych?

- Będą pracowali jako referendarze sądowi albo asystenci sędziego. Do czasu, kiedy nie powstanie możliwość powołania ich na stanowisko sędziego.
Mnie pan prezydent zawetował już dwie ustawy. Wprawdzie pan przewodniczący partii Prawo i Sprawiedliwość mówił, że pan prezydent w ogóle zawetował dwie ustawy na 140. To by się nie bardzo zgadzało. Mnie zawetował dwie. Przy czym jedna to ustawa, która upoważnia do ratyfikacji umowy międzynarodowej. To mało merytoryczna ustawa, ale zawetował.

Nie potrafię przewidzieć w tym momencie, co pan prezydent zrobi. Wielokrotnie deklarowałem, że jeżeli pan prezydent zechce, żebym mu zreferował, przedstawił, na czym polegają te nowe rozwiązania, to bardzo chętnie to zrobię.

Alina, studentka IV roku prawa: Jak Pan minister może zagwarantować, że kiedy ja będę zdawała na aplikację sędziowską, to będą etaty? Teraz ci, którzy są na tej aplikacji, martwią się, czy będą pełnić rolę sędziego.

- Właśnie dlatego zmieniamy zasady naboru na aplikacje. I dlatego na aplikację sądowo-prokuratorską będzie przyjmować się mniej więcej taką ilość osób, jaka będzie mogła dostać się później na etaty. Krótko mówiąc, likwidujemy tak zwane aplikacje pozaetatowe. Kształcenie na tych aplikacjach kosztuje około 70 milionów zł w cyklu trzyletnim, a tylko co czwarty aplikant dostaje etat w sądzie czy prokuraturze. W związku z tym w dużej mierze para idzie w gwizdek. A więc osoby, które liczą, że dostaną etaty, nie dostają ich.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

b
były aplikant sądowy

Odbyłem aplikację sądową i w tym roku zdałem egzamin sędziowski w Białymstoku. Razem z kilkudziesięcioma innymi osobami, które razem ze mną zdały egzamin sędziowski zostaliśmy na lodzie. Na skutek orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego nie powołuje się już asesorów. Pmimo tego, że nasza wiedza i umiejetności zostały sprawdzone niezwykle trudnym egzaminem, nie możemy wykonywać żadnego zawodu prawniczego. Pan min. Ćwiąkalski nam, ludziom po 5-ciu latach studiów i 3-ch latach aplikacji, ze zdanym egzaminem sędziowskim, nie ma nic sensownego do zaproponowania. Bo propozycja zdawania dodatkowo egzaminu adwokackiego lub harowania w kamieniołomie zwanym kancelarią adwokacką przez dodatkowe 3 lata jest po prostu o kant d... rozbić. A mogłem zostać hydraulikiem... ;(

W
WWW.ZIELONI.REPUBLIKA.PL

***

Dodaj ogłoszenie