Byli niczym Bonnie i Clyde. Okradli kilkanaście starszych pań

Magdalena Kuźmiuk [email protected]
Młodzi białostoczanie byli niczym Bonnie i Clyde. Okradli kilkanaście starszych pań
Młodzi białostoczanie byli niczym Bonnie i Clyde. Okradli kilkanaście starszych pań pixabay
W tej parze podział ról był jasny. Sylwia obserwowała w bankach pobierające gotówkę starsze panie. Śledziła je aż do ich miejsca zamieszkania. Tam, w ustronnym miejscu, dawała sygnał Arturowi. Ten atakował kobiety. Wyrywał im torebki i uciekał. Potem łupem dzielił się z Sylwią. Para właśnie została skazana.

Na pomysł, by napadać i okradać starsze kobiety wpadła 22-letnia Sylwia M. To miał być sposób na łatwe zdobycie gotówki. W swój plan wtajemniczyła Artura S., o rok starszego kolegę, gdy spotkali się przypadkiem w grudniu 2013 roku. Chłopak początkowo się wzbraniał. Nie chciał mieć na pieńku z narzeczonym Sylwii. Dał się jednak przekonać. - Była zima, z pieniędzmi było krucho, a jeść coś trzeba było - jak zeznał potem śledczym. W przeciwieństwie do niepracującej i niefrasobliwej Sylwii, którą utrzymywali rodzice.

- To była głupota. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy. Pieniędzy mi nie brakowało. Jestem na utrzymaniu rodziców, którzy pracują i mają pieniądze - stwierdziła po zatrzymaniu na przesłuchaniu.

Mieli plan na kradzieże

Mieli plan na kradzieże
Plan był taki: Sylwia szła do banku - najczęściej na Rynku Kościuszki lub na rogu Sienkiewicza i Warszawskiej, obserwowała osoby stojące w kolejce do kasy, a wypatrywała głównie pań w starszym wieku. Artur do banku nie wchodził. Czekał na zewnątrz, by nie zostać zapamiętanym. Gdy Sylwii udało się wybrać jakąś kobietę, wychodziła z banku i szła za nią na przystanek autobusowy. W pobliżu kręcił się Artur i obserwował, do jakiego autobusu obie - Sylwia i ich późniejsza ofiara, wsiądą. On też wsiadał do niego.

Jadąc, Sylwia i Artur nie kontaktowali się ze sobą. Udawali, że się nie znają. Na przykład: starsza pani siadała w środku autobusu, Sylwia z przodu, a Artur z tyłu. Gdy staruszka wysiadała, złodzieje podstępnie szli za nią, a kiedy ona wchodziła między bloki lub w inne ustronne miejsce, Sylwia dawała ustalony wcześniej znak Arturowi - wskazywała ręką wytypowaną staruszkę z pieniędzmi lub machała. Wtedy wkraczał Artur. Miał za zadanie szybko wyrwać torebkę i uciekać co sił w nogach. Potem para spotykała się w umówionym miejscu i dzieliła łupem. Głównie pieniędzmi, bo skradzione telefony komórkowe Sylwia sprzedawała w lombardzie.

Pierwszy raz zaatakowali 7 stycznia ubiegłego roku w południe. Pojechali ze starszą panią autobusem. Wysiedli na ul. Kopernika. 65-latka ruszyła w stronę domu. - Po chwili zauważyłam idącego za mną młodego chłopaka z plecakiem - opowiadała potem policjantom napadnięta kobieta. - Myślałam, że idzie na pobliską siłownię, bo miał plecak. Zaatakował mnie od tyłu. Chwycił za torebkę. Próbował mi ją wyszarpnąć, ale mocno trzymałam. Pociągnął jeszcze mocniej, upadłam i puściłam torebkę. Poczułam silny ból. On uciekł.

Atak zakończył się dla kobiety złamaniem ręki i pobytem w szpitalu. Straciła 1500 złotych, telefon i dokumenty. Dwa dni później na Wesołej Artur ukradł torebkę innej kobiecie. To była okazja, bo torebkę postawiła na chodniku. Kolejną staruszkę okradli kilka dni później przy Bohaterów Monte Cassino. Ich łupem padło wtedy 1200 złotych, dokumenty, telefon. Następny napad był na ul. Gajowej, a niedaleko przy Zagumiennej wyrwa torebki dała łup 1500 złotych.

Najbardziej wartościowe przedmioty Sylwia i Artur zyskali, napadając razem po raz ostatni. To było 7 marca na Alei Solidarności. Zrabowali torebkę, a w niej: dwa telefony, aparat słuchowy, złoty łańcuszek i okulary. Wszystko warte ponad 3600 złotych.

Zapamiętała niebieskie dżinsy

Śledczy udowodnili parze dziewięć napadów. Cztery skoki Artur zrobił sam - w grudniu 2013 roku oraz w lutym i marcu ubiegłego roku. Okradł 83-latkę w klatce schodowej bloku przy ul. Akademickiej. Wszedł za starszą panią do środka. Udał, że idzie na górę, a gdy kobieta zatrzymała się, by otworzyć drzwi, zbiegł po schodach i chwycił ją za torebkę. Ukradł 3000 zł, które miała przy sobie.

Najwięcej jednak straciła pani napadnięta na ul. Andersa. To było 10 grudnia 2013 roku. Artur był wtedy z kolegą. Zaatakowali, gdy 65-latka wracała z banku. Kobieta pobrała akurat 7000 zł, bo miała zapłacić fachowcom za ułożenie polbruku na podwórku.

- Usłyszałam, że ktoś za mną szybko biegnie. Nie zdążyłam się odwrócić, gdy poczułam szarpnięcie za torebkę. Pasek się rozerwał. Zobaczyłam dwóch biegnących młodych mężczyzn. Jednym z nich był chłopak, którego widziałam w banku. Miał takie ładne, jasne dżinsy. Od razu o tym pomyślałam - zeznawała potem okradziona.

Straciły pieniądze i zdrowie

Sylwia M. i Artur S. zostali zatrzymani 14 marca ubiegłego roku. Oboje trafili do aresztu śledczego. Spędzili tam ponad cztery miesiące. W śledztwie przyznali się do napadów. Opowiadali policjantom wiele. Dzięki temu śledczy wrócili do spraw, które umorzyli z powodu wcześniejszego niewykrycia winnych. Teraz mieli ich przed sobą.

W trakcie śledztwa skruszeni Sylwia i Artur kajali się, chcieli dobrowolnie poddać się karze. Wobec obojga prokurator zaakceptował kary po trzy lata więzienia w zawieszeniu na sześć lat i 2800 złotych grzywny. Pod koniec lipca ubiegłego roku taki też wyrok wydał Sąd Rejonowy w Białymstoku. Postanowił dać sprawcom szansę.

Wyrok wobec Artura S. uprawomocnił się zaraz w sierpniu. Sprawa Sylwii M. oparła się jeszcze o sąd drugiej instancji. Apelację wniosła bowiem prokuratura. Wnosiła o niemal kosmetyczną korektę wyroku. To nie miało znaczenia dla wymiaru kary. Kilka dni temu wyrok stał się prawomocny.

Pokrzywdzone kobiety są zbulwersowane łagodną karą dla sprawców. Przecież napady mogły się zakończyć tragicznie! Do tej pory je przeżywają. Po nocach śnią się im koszmary.

- To był biały dzień, godzina 13.30. Obserwowali mnie już od banku - mówi jedna z okradzionych kobiet. - Zostałam popchnięta, upadłam i uderzyłam głową o krawężnik. Dziesięć dni byłam w szpitalu. Zabrali mi 1200 złotych i telefon. Minął rok, a ja nadal źle się czuję, nie odzyskałam też pieniędzy. I to ma być sprawiedliwość!

Podlascy policjanci radzą:

- nie informować nikogo o swoich oszczędnościach
- przechowywać pieniądze w banku
- na kartach bankomatowych i kredytowych nie umieszczać kodu PIN
- podejmując pieniądze w banku poprośmy kogoś z bliskich, by nam towarzyszył
- starajmy się, by osoby postronne nie wiedziały, jakiego charakteru przeprowadzamy transakcję w banku
- unikajmy mało uczęszczanych miejsc, kiedy mamy przy sobie większą gotówkę

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie