Była w podziemiu, specjalnie zatrudniła się w UB, dostała karę śmierci

Alicja ZielińskaZaktualizowano 
Zinadia Grining. Uratowała od śmierci wiele osób.
Zinadia Grining. Uratowała od śmierci wiele osób. fot. z albumu rodzinnego
To historia na scenariusz filmowy. Nie trzeba nic dodawać. Ale straszna, jak straszne i nieludzkie były tamte czasy. Zinaida Grining poszła pracować do Urzędu Bezpieczeństwa w Białymstoku, żeby wynosić stamtąd informacje dla podziemia niepodległościowego.

Jej meldunki szły do centrali WiN w Warszawie. Uratowała od śmierci wielu AK-owców. Ale wpadła. I sama dostała wyrok śmierci.

Jest czerwiec 1946 r. 25-letnia Zina Grining zostaje sekretarką zastępcy szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, mjr. Józefa Pluty. Ma dostęp do wszystkich dokumentów. Młoda, atrakcyjna, szybko zdobywa zaufanie przełożonego. Zresztą stara się sprawiać wrażenie osoby oddanej władzy sowieckiej.

Mjr Pluta, którego przysłano do Białegostoku z Łodzi, słabo znał rosyjski. Kiedy więc przychodził do niego z pouczeniami Kirejew, doradca NKWD, Zina miała za zadanie wszystkiego słuchać. Pluta jej przykazywał: Zinka, jak przyjdzie jakiś Ruski, to ty nie ruszaj się z mego gabinetu. Udawaj, że sprzątasz w szafie, narzekaj na mnie, że bałagan robię, ale zapamiętaj, co on mówi, i później mi powtórzysz. Bywało, że chowała się do szafy, gdy narady były poufne.

Koleżanka i sąsiadka z osiedla, Halina Żukowska, pseudonim "Lipa", werbuje Zinę Grining do współpracy ze Zrzeszeniem Wolność i Niezawisłość, które powstało z przekształcenia AK. Odtąd Zina jako "Warszawa" przekazuje tajne informacje "Lipie". Ta sporządza meldunki, które odbiera łącznik WiN i wozi do stolicy.

Wtyczka
- Zinka była naszą wtyczką. Bardzo nam pomogła - Kazimierz Siemieńczuk (rocznik 1921, żołnierz AK i WiN) znał Zinaidę Grining. Ożywia się na wspomnienie jej nazwiska. - Zdecydowała się współpracować, bo mściła się za swoją matkę - tłumaczy. - Za okupacji sowieckiej jej matka była deputowaną. Kiedy do Białegostoku weszli Niemcy, to ją rozstrzelali. Zinka była przekonana, że matkę wystawili hitlerowcom komuniści.

- Wynosiła z UB ważne rzeczy: listy przewidzianych do aresztowania, planowane rewizje, zarządzenia, zalecenia. Dzięki temu uratowało się wiele osób - podkreśla Kazimierz Siemieńczuk.

Tomasz Danilecki, historyk z białostockiego oddziału IPN, który zbadał sprawę Zinaidy Grining i napisał o niej artykuł, potwierdza. Wśród szefów WiN uchodziła ona za ważną wtyczkę. "Przez ponad pół roku wywiadu z WiN Zinaida Grining, działając pod pseudonimem "Warszawa", dostarczyła organizacji niezwykle cennych informacji, które zapobiegły wielu aresztowaniom, pozwoliły na poznanie metod pracy UB i obsady personalnej urzędu.

Ujawniła całą kadrę kierowniczą. Rysopisy, charakterystyki, a nawet numery rejestracyjne samochodów, którymi jeździli ubecy. Przekazała treść narady dotyczącej planowanych działań wobec miejscowych struktur WiN, jaką z szefami WUBP planował przeprowadzić w połowie lipca mjr Józef Różański, naczelnik Departamentu Śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego".

Ponadto dzięki niej - pisze Danilecki - do Komendy Okręgu WiN Białystok trafiały miesięczne raporty Wydziału Więziennictwa, w tym sprawozdania z pracy agentury więziennej. Na ich podstawie prezes Okręgu Marian Świtalski "Juhas" wystosował pismo do wszystkich prezesów rejonowych i obwodowych, w którym przestrzegał członków organizacji o konieczności zachowania tajemnicy również wobec współosadzonych w aresztach. W meldunku z 5 października 1946 r. szef wywiadu Okręgu "Lawina" pisał: "Materiały wtyczki sprawdzają się. "Tytus" w miarę swoich możliwości wykorzystuje je i uprzedza odnośnych ludzi".

A Zina była bardzo odważna. Potrafiła wziąć samochód szefa bezpieki i pojechać do oddziału partyzanckiego "Zgrzyta", aby go ostrzec.

Wpadka

W UB dość szybko zorientowano się, że ktoś donosi do podziemia. Ale nie potrafiono rozszyfrować agenta.

- Na trop Zinaidy Grining w UB wpadli dopiero po tym - mówi Tomasz Danilecki - gdy 31 grudnia 1946 r. w Warszawie na punkcie kontaktowym ZG WiN ubecy aresztowali Świtalskiego. W śledztwie wskazał on miejsce ukrycia archiwum Komendy Okręgu WiN Białystok. Były tam odpisy ściśle tajnych dokumentów. Pochodziły między innymi z sekretariatu zastępcy szefa WUBP. Dla bezpieki stało się oczywiste, że mogły one trafić tam wyłącznie od samego mjr. Pluty lub od jego sekretarki.

Zina zostaje aresztowana.

- Dokładna data jej zatrzymania nie jest pewna. W aktach sprawy karnej prowadzonej przeciwko niej przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Białymstoku znajdują się m.in. nakaz zatrzymania, protokół rewizji osobistej oraz protokół z pierwszego przesłuchania 28 stycznia 1947 r. - wylicza Danilecki.

Była codziennie przesłuchiwana i bita. W 1990 r. opowiadała o tym dziennikarce "Porannego", Grażynie Gliszczyńskiej. Miała obustronne zapalenie płuc. A w celi nie było nawet siennika, okno wybite, sypał śnieg, mróz sięgał poniżej 20 stopni. Znajdowała się w krytycznym stanie. Ujął się za nią lekarz, też więzień. Odważył się powiedzieć prokuratorowi, że ona nie wytrzyma tych przesłuchań. Poskutkowało, dali jej spokój. Trafiła do szpitala więziennego.

Kara śmierci

20 czerwca 1947 r. w świetlicy więziennej odbywa się rozprawa sądowa. Typowa pokazówka, jakie urządzano w tamtych czasach. Ściągnięto 90 funkcjonariuszy UB.

- Miało być dwóch adwokatów, świadkowie. Sędzia przyjechał tydzień wcześniej - opowiadała Zinaida Grining. - Wszystko załatwiono w niecałą godzinę. Obrońca, kpt. Pieńkosz, dostał akta sprawy dziesięć minut przed rozprawą. Z litości czy z odruchu serca wcisnął mi potem dwa tysiące złotych: Przyda się pani.

Wyrok: 12 lat więzienia. Prokurator jednak domaga się więcej, zaskarża wyrok do Sądu Najwyższego. 13 października odbywa się kolejna rozprawa. Tym razem w gmachu wojewódzkiej bezpieki. W obecności 376 ubeków! Sądowi przewodniczy mjr Adam Gajewski, oskarża prokurator wojskowy kpt. Henryk Legięza. Obrońcą z urzędu jest adwokat Ludwika Siawciłło.

- Pani Grining - szepnęła - proszę być przygotowaną na najgorsze. Pani chyba zdaje sobie sprawę, że wszystko jest już ukartowane.
I było. Wyrok: kara śmierci.

Zina ma dwoje małych dzieci. Młodszy synek skończył dopiero trzy lata. W czasie rozprawy wśród licznej widowni nadaremnie wypatruje męża. Nie wpuszczono go. Ale ona jest przekonana, że męża też aresztowano, a dzieci trafiły do domu dziecka. Postanawia sama skończyć ze sobą. W celi skręca lniany ręcznik, zarzuca na rury kaloryfera, zakłada pętlę na szyję. Ratuje ją oddziałowa, która widząc, w jakiej była desperacji, zaglądała często przez judasza.

Ułaskawienie

Naczelny Sąd Wojskowy odrzuca wniosek o rewizję. Skutek odnosi dopiero prośba do prezydenta Bieruta o ułaskawienie. Kara śmierci zostaje zamieniona na 15 lat więzienia, konfiskatę mienia oraz pozbawienie praw publicznych do końca życia.
Zina odsiaduje wyrok najpierw w Białymstoku.

Wkrótce zostaje przewieziona do Fordonu w Bydgoszczy, więzienia o zaostrzonym rygorze. W 1952 r., w szóstym roku odsiadki, jest tak wycieńczona, że ociera się o śmierć. Nic nie je. Trafia do szpitala. 25 maja 1955 r. wyrok skrócono jej do dziewięciu lat. 6 czerwca wychodzi na wolność.

I wtedy to, po latach, jak opowiada Kazimierz Siemieńczuk, spotkał Zinkę. Wiedział, że odsiadywała wysoki wyrok. On zresztą też. Ujawnił się, bo UB zapewniał, że AK-owcom włos z głowy nie spadnie. Nie dowierzał. Wyjechał do Jeleniej Góry. Skończył kurs pedagogiczny, pracował jako nauczyciel. I wtedy go dopadli.

- Był już rok 1950, ani pomyślałem, że coś mi grozi. Któregoś razu dzwoni brat Romek, on też mieszkał w Jeleniej Górze, że dostał wezwanie z UB, by się stawić w straży granicznej. Bał się, więc postanowiłem pojechać za niego dowiedzieć się, o co chodzi. Zamknęli od razu. A potem pojechali po Romka. Zarzucono mi chęć obalenia ustroju PRL. Przesiedziałem w więzieniu sześć lat.

Więc jak zobaczył Zinę, to się bardzo ucieszył. - Witamy się, pytam, jak jej tam było za kratami. Ona, że dość względnie, nie znęcali się za bardzo. Nie chciała narzekać. Skarżyła się tylko, że bardzo bolą ją nogi, czekała na taksówkę. Fest kobieta z niej była, pewna siebie. Nie dała sobie w kaszę dmuchać. Było na kim oko zawiesić - uśmiecha się filuternie pan Kazimierz. - "Lipa" tak samo. One pasowały do siebie charakterami. Twarde kobiety były.

Ale pamięta, że Zinka wtedy w rozmowie z nim oskarżyła Halinę, że ta ją wydała. Bo za dużo się odkryła podczas ujawnienia się w WUBP i ubecy ją rozszyfrowali. Czy tak było? Kazimierz Siemieńczuk kręci głową. Nie zgadza się z tym. Pamięta, kiedy aresztowali Zinkę, w organizacji od razu dostali cynk, żeby "Lipę" ukryć, gdyż grozi jej niebezpieczeństwo.

- Akurat byłem na tym spotkaniu, obstawiał nas milicjant żydowski; on też nam dużo pomógł. Wpadliśmy razem do mieszkania Haliny i natychmiast ją zabraliśmy. Całe szczęście, bo zaraz zjawili się ubecy. Halina przez kilka godzin ukrywała się u tego milicjanta, a następnie wywiozłem ją i jeszcze jej koleżankę do gajówki w Puszczy Knyszyńskiej, w osadzie Stary Tartak. Jechaliśmy saniami.

Ubecy czatowali na Halinę kilka dni. Aresztowali rodziców, siostrę, splądrowali mieszkanie. Kto kogo wydał?

- W świetle zachowanych w archiwum IPN dokumentów oskarżenie o zdradę Zinaidy Grining przez jej koleżankę wydaje się nie mieć podstaw - uważa Tomasz Danilecki. - Halina Żukowska nie mogła ujawnić się przed 28 stycznia 1947 roku, ponieważ taka odezwa do członków i żołnierzy WiN została ogłoszona 29, a ustawę o amnestii Sejm przyjmuje 22 lutego. Od momentu aresztowania Zinaidy do 20 kwietnia Żukowska ukrywa się poza Białymstokiem i nie ma żadnej styczności z UB.

Dopiero tego dnia do jej kryjówki przybywa szef wywiadu Okręgu "Lawina" i skłania ją do ujawnienia się, po czym przywozi ją do Białegostoku. Zeznanie jednak Żukowska składa w maju, ale zaraz wyjeżdża w nieznanym ubekom kierunku.

Jak więc wpadła Zina? Tomasz Danilecki przyznaje, że wywiad AK-owski był tak mocno zakonspirowany, że do dzisiaj nie są wyjaśnione wszystkie pseudonimy osób, sposoby przekazywania informacji. Jest mnóstwo zagadek. "Personalia wtyczki WiN funkcjonariusze ustalili na podstawie analizy dokumentów z archiwum Okręgu, a pozostałych szczegółowych informacji udzielili aresztowani kierownicy Okręgu WiN. Leon Dulas, który odsiadywał właśnie trzyipółletni wyrok, przyznał się do kierowania ekspozyturą wywiadu Okręgu na miasto Białystok i opisał jej działalność.

Zdecydował się zeznawać po tym, kiedy oficerowie śledczy UB pokazali mu podpisane jego pseudonimem dokumenty wywiadu z archiwum Komendy Okręgu. Wówczas wskazał nazwisko i pseudonim Haliny Żukowskiej. O zwerbowanej przez nią kobiecie, pracującej w WUBP, powiedział dopiero w jednym z kolejnych zeznań, złożonym 10 lutego 1947 roku. Nie podał jednak ani jej personaliów, ani stanowiska, twierdząc, że nigdy ich nie znał".

Zadośćuczynienie

Zinaida Grining nie wiedziała o tych dokumentach. Żyła w przekonaniu, że zdradziła ją przyjaciółka. Zrehabilitowana została dopiero w wolnej Polsce. 15 października 1992 r. Sąd Wojewódzki w Białymstoku unieważnił stalinowski wyrok, stwierdzając, że działała ona w interesie niepodległego bytu państwa polskiego.

- Teściowa, występując do sądu o zadośćuczynienie, prosiła o 30 tys. zł. Sąd sam uznał, że należy się jej więcej. I przyznał 40 tys. zł - mówi Jadwiga Grining, żona jej najstarszego syna Beniamina (wszyscy trzej synowie Zinaidy Grining już nie żyją).
Zinaida Grining zmarła 17 listopada 1999 r.

Na pogrzebie, który odbywał się w obrządku prawosławnym, mowę pożegnalną wygłosił ksiądz katolicki. Mówił o jej wielkich zasługach dla podziemia.

- Moja teściowa była bardzo dobrym człowiekiem - podkreśla pani Jadwiga. - Mimo okrutnych przejść nie załamała się. Do końca pozostała pogodna, życzliwa dla wszystkich. Kochałam ją jak swoją własną mamę. Ja nawet mówiłam, że mam dwie matki.

Halina Żukowska "Lipa" zmarła w listopadzie ubiegłego roku. - Zdążyła poznać prawdę - mówi Tomasz Danilecki. Jej historia to także przyczynek do tragedii tamtych czasów.

polecane: Flesz - Co piąta transakcja będzie wymagać użycia PIN-u

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 16

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
GO

PANIE SIEMIEŃCZUK KAZIMIERZ I BRAT ROMAN Z OPOWIADAŃ MOJEGO OJCA  JAK I JESZCZE ŻYJĄCYCH OSÓB PAN POCHODZIŁ Z FOLWARK MAŁYCH ,RAZEM Z ŁOCHMACKIM  BYLIŚCIE PARTYZANTAMI KTÓRYCH WSZYSCY OKOLICZNI LUDZIE BALI SIĘ, PRZYCHODZILIŚCIE W NOCY DO ZABUDOWAŃ ,MÓJ OJCIEC O MAŁO NIE ZGINĄŁ KOŁO KRZYŻA DLATEGO ŻE WYSZEDŁ TYLKO PO ZMIERZCHU NA ULICĘ.BABCIA KTÓRA MIESZKAŁA NA KOLONII FOLWARK OPOWIADAŁA JAK TO W NOCY PRZYCHODZILIŚCIE I CO BYŁO W DOMU WARTOŚCIOWEGO A NAWET SŁONINĘ KTÓRĄ CHOWANO PRZED WAMI ZABIERALIŚCIE,A SĄSIADOM NIE WOLNO BYŁO MÓWIĆ ŻE BYLI PARYTYZANCI TYLKO GOŚCIE,BO TO SKUTKOWAŁO NIEPRZYJEMNOŚCIAMI MAŁO POWIEDZIANO.ZNAŁEM WASZĄ MAMĘ KTÓRA LUBIŁA CZYTAĆ PAMIĘTAM JAK Z ZAMKNIĘTYMI OCZAMI MOGŁA OPOWIADAĆ KSIĄŻKI KTÓR E PRZECZYTAŁA ,BYŁA NAPRAWDĘ PRAWĄ I UCZCIWĄ KOBIETĄ,

X
Xxx

Zgadzam się z Panem ,,myślącym". Nie ma co się kłócić. Być może ktoś z naszych bliskich żyje tylko dlatego, bo ta kobieta uratowała mu życie. Ludzie w tych czasach nie widzą tego co dobre, widzą wszystko co złe. To jest przykre.

m
myślący

Proponuje nie wnikać w głowe bohaterki, to o czym myslala robiąc to co robila nigdy się nie dowiemy, fakt jest faktem, ze dzięki jej czynom ocalaly istnienia

G
Gość
W dniu 01.11.2016 o 13:30, . napisał:

Widzę, że jeszcze dzieci żyjących lub sami żyjący się odzywają. Nie bez powodu Zinaida odmówiła napisania o sobie książki w obawie o swoje dzieci, wnuków i prawnuków. Mądrze zrobiła, bo nawet w taki dzień rzucacie się na wszystko niczym świnie na pomyje. Miała kobieta zdrowy rozum i pieniądze nie były w stanie jej oczu zamydlić.

Szkoda, że odmówiła i nie napisała...

Mnie bardzo poruszył ten białostocki ubek, który nie znał rosyjskiego a mimo to wykonywał polecenia NKWD. No i to, że właśnie ten ubek wyprowadził w pole całe sowieckie NKWD udając, że zna język rosyjski. Czegoś podobnego nie spotkałem w żadnych dokumentach z tamtych czasów. To tak m. in. jakby dzisiaj ktoś chciał współpracować z CIA nie znając języka angielskiego...No cóż, różne rzeczy teraz się dzieją i różni tacy zaklinają historię na różne sposoby.

G
Gość
W dniu 01.11.2016 o 13:33, myślący napisał:

Komunistki? Dla was ktoś kto ryzykuje zycie i idee aby pomoc innym jest zdrajca? Proponuje .nąć się w łeb czyms ciężkim. CHWAŁA BOHATEROM!

Przypomnę,  że z treści artykułu wynika ,że ta Zinaida zdradzała ubeckie sekrety z zemsty za śmierć swojej matki-komunistki, deputatki ZSRS a więc państwa, które napadło na Polskę. Zatem przede wszystkim była to działalność dla własnego dobra a nie dla ratowania kogokolwiek.

m
myślący

Komunistki? Dla was ktoś kto ryzykuje zycie i idee aby pomoc innym jest zdrajca? Proponuje pierdolnąć się w łeb czyms ciężkim. CHWAŁA BOHATEROM!

.

Widzę, że jeszcze dzieci żyjących lub sami żyjący się odzywają. Nie bez powodu Zinaida odmówiła napisania o sobie książki w obawie o swoje dzieci, wnuków i prawnuków. Mądrze zrobiła, bo nawet w taki dzień rzucacie się na wszystko niczym świnie na pomyje. Miała kobieta zdrowy rozum i pieniądze nie były w stanie jej oczu zamydlić.

G
Gość
W dniu 11.05.2009 o 15:36, KG napisał:

jak dla mnie prababcia jest bohaterem narodowym... pamiętam o Tobie

A pra-prababcia? Deputatka do Białoruskiej SSRR. Zapewne do 17 września była obywatelką Rzeczypospolitej Polskiej a w październiku 1939 dała się wybrać jako obywatelka ZSRS przyjmując nie tylko czerwony sowiecki paszport, czym zdradziła Polskę i Polaków  ale legitymację komunistki.

Taką miałaś pra-prababcię o czym mówi ten artykuł.

G
Gość

Jakby nie patrzeć to zdradziła Polskę przekazując poufne informacje nielegalnym bojownikom.

M
Marek

Pamietajmy o naszej Zince w ten dzien.

M
Marek

Rodzina pamięta o jej czynach. Szczególnie w taki dzien jak dziś. Módlmy się za jej duszę. Była wielkim człowiekiem. O jej życiu powinno się pisac książki.

N
N

Moja prababcia ! ;(((

K
KG

jak dla mnie prababcia jest bohaterem narodowym... pamiętam o Tobie

J
Jasio444

To jest niestety wołanie na puszczy. Sawa i jego świta na myśl, że mogą odprawić modły nad grobem osoby walczącej z UB chyba dostaliby ze strachu padaczki.

h
huzar

Może liderzy społeczności prawosławnej powinni brać za przykład takie osoby jak ta Pani-prawdziwa bohaterka w dobrej sprawie. A nie ubeckie czy partyjne świnie skąpane we krwi i kłamstwach. Nie był to jedyny przypadek warty nagłośnienia np. porucznik Anatol Radziwonik - ostatni dowódca nowogródzkiej AK dowodzący do 1949 r. oddziałami polskiej partyzantki liczącymi 100 partyzantów w walce przeciw rosyjskim komunstom. Nawet u Łupaszki była drużyna złożona z prawosławnych. Są więc przykłady które warto nagłaśniać, zamiast ciągłego popierania władzy ludowej pomimo, że dawno nie istnieje.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3