Buzek wszystkich Polaków!

Tadeusz Jacewicz
Prof. Buzek może zrobić sporo dobrego. Przekonywać, perswadować, wciągać w europejskie myślenie. Ciężka to praca, ale nie bez szans.
Prof. Buzek może zrobić sporo dobrego. Przekonywać, perswadować, wciągać w europejskie myślenie. Ciężka to praca, ale nie bez szans. Fot. sxc.hu
Wkrótce ponad pięćdziesięciu naszych nowych europosłów pojedzie do Brukseli. Połowa z nich będzie tam porozumiewać się na migi.

Dawno nie byliśmy tak zjednoczeni. Politycy, którzy normalnie obrzucają się inwektywami, tym razem śpiewają zgodnym chórem. Analitycy liczą głosy i ważą szanse. Media kibicują naszemu człowiekowi prawie tak zawzięcie, jak Robertowi Kubicy - oby z lepszym skutkiem. Cały naród go popiera. Jerzy Buzek jest wszystkich Polaków.

Gdyby o stanowiskach międzynarodowych decydowały gorące serca i intensywność uczuć, mielibyśmy najważniejsze posady, od sekretarza generalnego ONZ w dół. Życie jest jednak bardziej skomplikowane. Marzenia nie wystarczą. Trzeba działać. Jak sięgnę pamięcią wstecz, zawsze szło nam to kiepsko. Są tysiące ważnych urzędów i organizacji międzynarodowych, ale nikt z naszych nigdy nie był na ich czele. Sporo miało ambicje, nikomu się nie udało.

Wpadliśmy już w kompleks niespełnionych nadziei. Marzenia o sukcesie tak nas opętały, że do 10 najważniejszych Polaków w historii zaliczyliśmy wspomnianego Kubicę.

Tak było zawsze. Pamiętam, jak w PRL rajdowiec powożący rodzimej produkcji Fiatem 125p zajął pierwsze miejsce w jednej z licznych grup czy podgrup w Monte Carlo. Sprawa zupełnie bez znaczenia, czysta buchalteria. W kraju zawrzało. Po kilku dniach coraz śmielej opowiadano, że Polak wygrał rajd Monte Carlo. Bohatera przyjął premier, były nagrody i chyba odznaczenie. Gdyby prawdziwy zwycięzca rajdu o tym się dowiedział, wszystkie opony pękłyby mu ze śmiechu.

Teraz jest szansa, że prof. Jerzy Buzek zostanie przewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Bruździ mu Silvio Berlusconi, ale akrobacje z panienkami lekkich obyczajów osłabiają siłę jego argumentacji. Chciał co prawda uszkodzić naszego reprezentanta, mamrocząc, że to ewangelik z kraju, w którym niewielu głosowało, ale któż słucha tego farbowanego lowelasa. Jeśli niczego nie poplączemy, profesor będzie marszałkiem europejskiego parlamentu. Wtedy chyba wyjdziemy na ulice, tańcząc.

To miłe wyróżnienie, ale przestrzegam przed oczekiwaniem cudów. Stanowisko jest niewątpliwie prestiżowe i nieźle płatne, przybędzie więc nam kolejny bogaty rodak. Przekonanie, że taki dygnitarz skieruje do nas większy strumień pieniędzy z unijnej kasy, jest natomiast całkowicie bezpodstawne. Przenosimy krajowe zwyczaje do międzynarodowych instytucji. U nas jak swojak jest szyszką, to dobrze żyje bliższa i dalsza rodzina, znajomi i koledzy partyjni. W świecie też zdarza się takie holowanie swoich, ale na znacznie mniejszą skalę. Nasz ewangelik posad załatwi może kilka, i to niewysokich, a pieniędzy w ogóle nie.

Skorzystamy natomiast w inny sposób: lepiej zrozumiemy świat, mniej będziemy popełniać w nim śmiesznych, niekiedy kompromitujących błędów. To też są poważne korzyści, chociaż nieprzeliczalne bezpośrednio na pieniądze. Powstanie zachęta dla innych, żeby uczyli się, jak funkcjonować w trudnym świecie międzynarodowych interesów, w którym słowa i gesty znaczą często coś zupełnie innego niż w życiu codziennym.

Nie jest to jakiś mało ważny efekt uboczny. Zdumiewające, jak silnie ugrzęźliśmy w zaścianku. Coraz więcej młodych ludzi studiuje na uczelniach zagranicznych, jeździmy jak i gdzie chcemy, mamy dwóch ministrów z paszportami brytyjskimi, a wiochą wieje zewsząd. Nie rozumiemy świata, świat nie rozumie naszych kompleksów i zadęć. Z telewizji zniknęły audycje międzynarodowe.

W doniesieniach zagranicznych chętniej oglądamy Obamę trafiającego muchę niż wgłębiamy się w tworzący się nowy model świata. Wkrótce ponad pięćdziesięciu naszych nowych europosłów pojedzie do Brukseli. Połowa z nich będzie tam porozumiewać się na migi.

To nie tylko wstyd, ale i kłopot. Głuchoniemi parlamentarzyści nic nie załatwią, bo polityka europejska polega na nieustannym gadaniu, przekonywaniu, przeciąganiu na swoją stronę. Nowi posłowie nieznający angielskiego będą robić to, co praktykowali ich poprzednicy: podpisywać listy płac w Brukseli i czmychać z powrotem do kraju. Tutaj pełno ich będzie w telewizji, zajętych zawziętą młócką politycznej słomy.

Prof. Buzek może zrobić sporo dobrego. Przekonywać, perswadować, wciągać w europejskie myślenie. Ciężka to praca, ale nie bez szans. Nie liczę na to, że powiatowe talenty staną się dynamicznymi Europejczykami, ale zmniejszy się sfera prowincjonalnej bezradności. Życzę mu sukcesu. I w wyborze, który wcale nie jest jeszcze pewny, i w misji, jaką być może zostanie obdarzony.

Inni nasi wybrańcy muszą się intensywnie uczyć. Im większy porządek w kraju, tym łatwiej i skuteczniej można grać międzynarodowo. Im więcej bałaganu wewnętrznego, palenia opon, zwalczających się obchodów ważnych rocznic, tym mniej będziemy mieli do powiedzenia. Prosta zależność. Pan profesor powinien ją nieustannie przypominać.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie