Biznes budowany od deski do deski

Tomasz Kubaszewski [email protected]
Meble powstające w ADB Furniture trafią przede wszystkim do Wielkiej Brytanii
Meble powstające w ADB Furniture trafią przede wszystkim do Wielkiej Brytanii
Tylko w samym Mikołajewie, niewielkiej nadwigierskiej wsi, działają dwa tartaki. Mniejsze i większe zakłady zajmujące się wyrobem mebli, okien czy drzwi wręcz trudno zliczyć. Północno-wschodnia Polska staje się drzewno-meblarskim zagłębiem

- Przemysł drzewny i meblarski należą do kluczowych specjalizacji województwa podlaskiego - przypomina Marek Kościuszko, pomysłodawca powołania w regionie klastra firm z tej branży. - A to stwarza dodatkowe możliwości dotyczące choćby sięgania po fundusze unijne.

Na terenie Polski Wschodniej przemysł drzewny koncentruje się raptem w kilku miejscach. To większość woj. warmińsko-mazurskiego, kilka powiatów z woj. podkarpackiego oraz lubelskiego, Hajnówka, Sokółka i okolice oraz właśnie miasto Suwałki z przylegającym do niego powiatem ziemskim.

Samych tartaków jest tutaj przynajmniej 10. Małe zakłady działające w branży meblarskiej powstają jak grzyby po deszczu. Powód? Ten biznes jest po prostu opłacalny!

Mamy też u siebie kilku dużych producentów, na czele z największym z nich - Forte. Meble wyrabiane w Suwałkach i okolicach wysyłane są niemal na cały świat. W przypadku Forte eksport stanowi 82 procent produkcji, a np. suwalskiego ADB Furniture - aż 98 procent.

Polska jest czwartym na świecie eksporterem mebli. W zestawieniu producentów zajmujemy siódme miejsce. Część tego meblowego tortu pozostaje na Suwalszczyźnie.

Nic, tylko rżnąć

Teoretycznie lepszego miejsca do prowadzenia tego typu biznesu w Polsce nie ma. W północno-wschodnim zakątku kraju, czyli w woj. podlaskim i na Mazurach, lasy rosną aż na ponad 850 tysiącach hektarów. Są rejony, gdzie stanowią większość powierzchni.

Mamy też u siebie kilka dużych kompleksów leśnych - Puszczę Augustowską, Puszczę Borecką, Puszczę Knyszyńskiej, Puszczę Kurpiowską, Puszczę Piską, Puszczę Romincką i Puszczę Białowieską. Tylko ta pierwsza ma 110 tysięcy hektarów.

- Nic, tylko rżnąć - żartują przedstawiciele branży.

Nie jest to jednak takie proste. Lasy Państwowe prowadzą własną politykę sprzedażową. Fachowcy z branży meblarskiej określają ją jako „oszczędną”. Leśnicy odpowiadają, że wycinka nie może odbywać się kosztem przyrody. Niemniej takich problemów na rynku, jakie występowały np. 10 lat temu, teraz już raczej nie ma. Drewno przestało być towarem deficytowym.

Zresztą - część producentów sprowadza je z innych krajów. Jedni z pobliskiej Litwy, inni z dalekiej Afryki.

Ale tartaki przerabiają przede wszystkim rodzimy surowiec, pochodzący z Puszczy Augustowskiej, Piskiej i Boreckiej.

- To najlepszej jakości materiał tartaczny spotykany w kraju - twierdzą przedstawiciele poszczególnych firm.

Nie wszyscy jednak o jakości polskiego drewna mają podobną opinię. Bogusław Czepe, leśnik z okolic Augustowa, od lat lansuje pogląd, że znaczna część tego, co rośnie w naszych lasach, do wyrobu porządnych okien czy mebli się po prostu nie nadaje. Drzewa mają za dużo sęków, bo ich wzrost następuje zbyt szybko.

- Posadzono je obok siebie w tym samym czasie - tłumaczy. - Nie mają żadnych naturalnych ograniczeń, z dostępem do światła włącznie. W lesie naturalnym taka sytuacja nie ma miejsca. Drzewo rośnie zazwyczaj w cieniu innych. Ma więc ograniczony dostęp do światła. Wzrost jest zatem wolniejszy. Takie drzewo ma mniej gałęzi i mniej sęków.

Ale przedstawiciele Lasów Państwowych takiej opinii nie podzielają. Podobnie zresztą jak naukowcy. A i przedsiębiorcy do jakości polskiego drewna szczególnych zastrzeżeń nie zgłaszają. Można z niego zrobić na przykład okna z tzw. wyższej półki, które kupowane są przez wymagających odbiorców na zachodzie Europy.

Zainwestują w Suwałkach 700 milionów złotych

O tym, że niemal żaden inny teren nie nadaje się tak dobrze na produkcję mebli, przekonane były nawet władze PRL. Zlokalizowały więc w Suwałkach dużą fabrykę i Zakłady Płyt Wiórowych.

W Suwalskiej Fabryce Mebli produkcja ruszyła w 1985 roku. Hitem schyłku PRL, nie tylko lokalnym, ale też ogólnokrajowym, okazał się regał o nazwie „Astra”. Czarna okleina, srebrne okucia. To było marzenie wielu Polaków. „Astrę” albo załatwiało się po znajomości, albo trzeba było zapisywać się w długie kolejki.

Koniunkturę szybko wyczuli miejscowi stolarze. Zaczęli produkować podróbki „Astry”. Do oryginału sporo im brakowało, ale ludzie to kupowali. Bo, po pierwsze, wystarczyło mieć pieniądze, a po drugie - cena była bardzo konkurencyjna. Zarówno oryginały, jak i podróbki do dzisiaj stoją w wielu polskich domach.

Już za demokracji państwowa SFM zaczęła mieć spore problemy. Nad firmą, która była jednym z największych pracodawców w mieście, pojawiło się nawet widmo bankructwa.

Wtedy na horyzoncie pojawił się inwestor - Maciej Formanowicz. Był absolwentem Wydziału Technologii Drewna Wyższej Szkoły Rolniczej w Poznaniu. W czasach PRL pracował w Wyszkowskiej Fabryce Mebli. Tam gruntownie poznał branżę. Uznał, że godna jest inwestowania w czasach wolnorynkowej gospodarki. W 1992 roku kupił fabrykę mebli w Ostrowi Mazowieckiej. Stworzył tam firmę Forte.

Rok później dokonał kolejnego zakupu - w Suwałkach.

Obecnie Forte ma jeszcze dwa inne zakłady - w Białymstoku oraz w Hajnówce. Od 1996 roku firma notowana jest na giełdzie.

To dzisiaj na rynku potentat. Oferuje bogaty asortyment mebli do jadalni, salonu, sypialni i pokoju młodzieżowego. W Forte można umeblować więc całe mieszkanie.

Firma zatrudnia ponad 3 tysiące ludzi. To dobre miejsca pracy. Jak na przykład na takie Suwałki, zarabia się tu naprawdę przyzwoicie.

Co roku w swojej ofercie Forte ma 1200 nowych wzorów mebli. W 2015 sprzedano ich 3,5 mln sztuk do 40 różnych krajów na całym świecie.

Firma na laurach jednak nie spoczywa i wciąż się rozwija. Regularnie inwestuje w nowoczesny sprzęt i nowoczesne rozwiązania.

Jednak tym, co sprawiło, że w ostatnich miesiącach o Forte zrobiło się głośno, jest gigantyczna, bo warta 700 milionów złotych, inwestycja w Suwalskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Powstaną tutaj magazyn oraz piąta fabryka mebli z wydziałem produkcji płyt drewnopochodnych (firma nie będzie już skazana na kooperantów). Docelowo Forte planuje stworzyć tysiąc nowych miejsc pracy. Inwestycja powinna się zakończyć w 2019 roku.

Dobrzy fachowcy, dobry klimat

- Suwalszczyzna to bardzo dobre miejsce do prowadzenia tego typu biznesu - uważa Mirosław Matwiejczyk, prezes firmy Look Okna, działającej w znajdującej się na trasie Suwałki - Olecko wsi Szczecinki. - Można znaleźć tu dobrych pracowników i sprzyjającą atmosferę.

Firma będzie niedługo świętowała 10-lecie swojego istnienia. Produkuje różnego rodzaju okna, balkony, drzwi i parapety. Tylko i wyłącznie drewniane. Żadne plastiki ze Szczecinek nie wychodzą. Bo porządne okno musi mieć drewnianą ramę. - Stawiamy przede wszystkim na jakość - dodaje prezes Matwiejczyk.

W samych Suwałkach poważnych firm z tej branży jest przynajmniej kilka. W Polsce - ponad 2,5 tysiąca. Staliśmy się pod tym względem taką samą potęgą, jak w meblarstwie. W 2015 roku w kraju wyprodukowano blisko 13 mln okien oraz ponad 8 mln drzwi. 9 mln poszło na eksport. Wartość - 1,5 mld euro.

- Konkurencja jest rzeczywiście bardzo duża - komentuje Mirosław Matwiejczyk. - Ale dotyczy to przede wszystkim rynku krajowego. A tutaj specjalnej walki nie podejmujemy.

Look Okna znalazły klienta poza granicami Polski. Głównie w Wielkiej Brytanii.

- To zobowiązuje nas do dbania o każdy szczegół - mówi prezes. - Nie możemy pozwolić sobie choćby na najdrobniejszą wpadkę, bo na nasze miejsce jest wielu chętnych.

Firma zatrudnia obecnie 36 pracowników. Każdy z nich to prawdziwy fachowiec. Są w stanie wykonać okno na każde zamówienie - czy z drewna polskiego, czy egzotycznego, pochodzącego na przykład z Malezji.

- Marzy nam się rozbudowa zakładu - dodaje Mirosław Matwiejczyk. - Możemy robić więcej niż robimy obecnie.

Trafiają w tradycyjne angielskie gusta

Na eksport postawiło też suwalskie przedsiębiorstwo ADB Furniture. Od lat współpracuje z brytyjską renomowaną firmą Laura Ashley. I robi na przykład nieco staroświeckie szafy kosztujące 8 tysięcy funtów za sztukę. W Polsce za taką cenę trudno byłoby znaleźć kupca.

Firma Danuty i Andrzeja Bilbinów powstała w 1998 r. Praktycznie przez cały czas dobrze sobie radziła i wychodziła na plus. Właściciele wciąż szukali jednak nowych możliwości. I znaleźli. W 2004 zdobyli kontrakt na dostawę mebli do Anglii. Żeby sprostać wyzwaniu, musieli nie tylko zatroszczyć się o wyniesienie jakości produkcji na najwyższy z możliwych poziomów, ale też sporo zainwestować. Kupili więc budynki po byłym zakładzie płyt wiórowych, zmodernizowali magazyn, wprowadzili nowoczesny system zarządzania.

Dzisiaj firma zatrudnia prawie 200 osób. Ale to nie wszystko. Bo współpracuje z wieloma innymi, mniejszymi zakładami. W sumie z ADB Furniture utrzymuje się kilkuset ludzi.

- Jesteśmy trochę nietypową firmą, bo zajmujemy się praktycznie tylko wykończeniem mebli - mówi Maciej Sznajder, zastępca dyrektora do spraw produkcji.

Łańcuch wygląda mniej więcej tak. Anglicy określają, czego potrzebują. Wzory mebli są z nimi ściśle uzgadniane. Potem ADB zamawia u swoich kontrahentów określone bryły - szafy, komody, łóżka, stoły itp. Wszystko musi być perfekcyjnie wykonane, ale do końca nie obrobione. Szlifowanie, lakierowanie, dodawanie okuć czy zamków odbywa się już w suwalskiej firmie. Dopiero tutaj tzw. surówka nabiera klasy. Takiej, że Anglicy chętnie te meble kupują.

- To, co robimy, utrzymane jest w bardzo klasycznym stylu - dodaje dyrektor Sznajder. - Trafiamy w tradycyjne angielskie gusta.

Choć firma w Polsce praktycznie nie sprzedaje, jednak także tutaj są nabywcy jej mebli. Laura Ashley otworzyła swój salon w Warszawie. Chętnych na stosunkowo drogie meble nie brakuje. Pewnie nikt z kupujących nie ma pojęcia, że wszystko to powstało nie nad Tamizą, lecz nad Czarną Hańczą. I że zostało wyprodukowane w Suwałkach, pojechało do Anglii, a potem wróciło do Warszawy.

- W najbliższych latach chcemy zwiększyć sprzedaż naszych mebli w kraju - mówi Maciej Sznajder. - Będziemy także promować własną markę.

Dzisiaj na meblach firmowanych przez Laura Ashley nie ma nawet najmniejszej nalepki odnoszącej się do ADB Furniture.

Na współpracy wszyscy korzystają

Firma współpracuje z wieloma mniejszymi zakładami. To taki rodzaj klastra. Wielu kooperantów - wspólny interes.

- Razem składamy niektóre zamówienia, razem troszczymy się, żeby ten biznes się kręcił - wyjaśnia dyrektor Sznajder. - Jeżeli któraś ze współpracujących z nami firm ma jakieś problemy, staramy się pomóc. Udzielamy pożyczek, negocjujemy warunki umowy. Tak naprawdę, wszyscy na tym korzystają.

Zdaniem Marka Kościuszki, pomysłodawcy stworzenia w Suwałkach klastra drzewno-meblarskiego, podobne zasady można rozciągnąć na całą branżę.

- Przykłady z innych państw pokazują, że na współpracy się wygrywa, a nie traci - uzasadnia. - I nie ma to nic wspólnego ze źle pojmowaną konkurencją.

Co daje wstąpienie do klastra?

Np. znaczące zniżki przy wspólnych zamówieniach na drewno. To także możliwość ubiegania się o dotacje unijne. Dzięki niemu nowa maszyna może kosztować nawet połowę ceny. Resztę pokryje dofinansowanie.

- To także pieniądze na nowe technologie, badania oraz szkolenia - dodaje Kościuszko.

W Wielkiej Brytanii w klastrach jest 85 proc. firm. Na Łotwie - 65 proc. A w Polsce? 4 procent!

- Wydaje mi się, że bierze się to z niewiedzy - tłumaczy pomysłodawca powołania klastra.

Na klastrowej mapie kraju znajduje się wiele białych plam. Jedna z nich to Suwalszczyzna. Generalnie, klastry powstają tam, gdzie są silne ośrodki akademickie. W naszym regionie wykazać może się tylko Białystok. Działają tu Wschodni Klaster Budowlany, Klaster Obróbki Metali, Klaster Marek Turystycznych Polski Wschodniej czy Ogólnopolskie Centrum Badania, Edukacji i Monitorowania Problemów Płodności.

Branża drzewo-meblarska tego typu instytucji nie ma.

- W Niemczech czy Finlandii są klastry, które skupiają nawet do dwóch tysięcy firm - dodaje Marek Kościuszko. - I jakoś nikt z tego nie występuje i wszystkim się to opłaca. Da się to pogodzić z konkurowaniem na rynku.

Do suwalskiego klastra pierwsi chętni już się zgłosili. To działająca m.in. w branży farbiarskiej i lakierniczej firma SABO z Suwałk, zakłady Larix z podsuwalskiego Nowego Brodu, augustowskie Metromeble, sejneńska Magma, suwalski Academian, a także ADB Furniture oraz Look Okna.

- Liczę przede wszystkim na łatwiejszy dostęp do unijnych funduszy, co umożliwi nam rozwój - mówi Mirosław Matwiejczyk z tej ostatniej firmy.

Do współpracy Marek Kościuszko- prezes klastra, zaprasza również innych. Im więcej firm zgłosi swój akces, tym lepiej.

- W jedności siła - zachęca.

Swoją siedzibę klaster będzie miał w Suwałkach.

Ćwiczenia WOT w pasie przygranicznym z Białorusią

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie