Białystok. Więcej miejsc dla dzieci w przedszkolach i żłobkach. Dzięki luzowaniu obostrzeń przez rząd

Tomasz Mikulicz
Tomasz Mikulicz
Przed pandemią limit miejsc w żłobku miejskim nr 8 (na zdjęciu jego podopieczni) wynosił u nas 192. Po wprowadzeniu obostrzeń został zmniejszony do 128. Pomimo tego, że obecnie GIS luzuje obostrzenia, nasz żłobek nie zwiększy limitu miejsc. Chodzi bowiem o to, że mamy jedną stołówkę na cztery grupy. Wojciech Wojtkielewicz
Zgodnie z nowymi wytycznymi Głównego Inspektora Sanitarnego, w żłobkach i przedszkolach może zwiększyć się limit miejsc. W Białymstoku chodzi o dodatkowych 345 miejsc w żłobkach. Natomiast w przedszkolach grupy mogą liczyć po 25 osób, a nie jak poprzednio po 16 (plus dwie osoby za zgodą władz miasta). Profesor Rober Flisiak nie przewiduje, aby zwiększenie limitu wpłynęło na znaczące zwiększenie się liczby zachorowań.

Według nowych wytycznych GIS z 2 lipca do żłobków miejskich w Białymstoku może uczęszczać 875 dzieci. To o 354 więcej niż w czerwcu. W poszczególnych placówkach liczba miejsc zwiększy się od 20 do 76 na obiekt - mówi Eliza Bilewicz-Roszkowska z magistratu.

Jako, że w żłobkach przed pandemią było dostępne 1121 miejsc, to jeśli wszystkie dzieci chciałyby wrócić do placówek, wciąż brakowałoby 246 miejsc.

Czytaj też: Białystok. Miasto podaje kryteria pierwszeństwa przyjęć do przedszkoli i żłobków. Zobacz, kto ma największe szanse na przyjęcie

- Trwa już nabór chętnych spełniających wymogi wcześniej określone w wytycznych. Pracownicy żłobków potwierdzają telefonicznie dalsze zainteresowanie rodziców miejscem dla dziecka w placówce - podkreśla urzędniczka.

Na razie trudno powiedzieć ile jest chętnych i dla ilu dzieci miejsca zabraknie. Na przykład w maju do żłobków wrócić chciało 571 dzieci. Jednak w związku z rządowymi ograniczeniami miejsc dostępnych w placówkach było 430, czyli o 141 za mało.

Trzeba też pamiętać, że nadal o pierwszeństwie przyjęcia dziecka decydują kryteria wprowadzone przez miasto. W pierwszej kolejności przyjmowane są dzieci m.in. pracowników ochrony zdrowia, służb mundurowych itd.

Czytaj też: Rząd łagodzi restrykcje. Otwiera galerie handlowe, hotele, żłobki i przedszkola. Kolejny etap odmrażania gospodarki [29.04.2020]

- Przed pandemią limit miejsc wynosił u nas 192. Po wprowadzeniu obostrzeń został zmniejszony do 128. Pomimo tego, że obecnie GIS luzuje obostrzenia, nasz żłobek nie zwiększy limitu miejsc. Chodzi bowiem o to, że mamy jedną stołówkę na cztery grupy - mówi dyrektorka żłobka miejskiego nr 8 Ewa Głowacka.

Limit zostanie za to zwiększony chociażby w miejskim żłobku nr 1, gdzie każda grupa korzysta z osobnej stołówki. - W "normalnych" czasach limit miejsc w naszym żłobku wynosi 121. Zgodnie z obostrzeniami, w czerwcu mogliśmy przyjąć 56 dzieci. Od 13 lipca przyjmiemy dodatkowych 65 osób, więc limit będzie taki jak przed pandemią. Uważam, że luzowanie ograniczeń to dobre posunięcie ze strony rządu. Skoro otwierane są takie miejsca jak np. kina, to żłobki też powinny wracać do normalności czy raczej "pseudonormalności", bo oczywiście nadal działamy w reżimie sanitarnym - mówi dyrektorka placówki Joanna Selwent.

Limity miejsc zostały też zwiększone w białostockich przedszkolach. O ile do tej pory jedna grupa przedszkolna mogła liczyć do 16 osób (z możliwością zwiększenia o 2 osoby za zgodą władz miasta), to teraz - przy zachowaniu odpowiedniego metrażu pomieszczenia - limit został zwiększony do 25 dzieci.

- Do departamentu edukacji nie docierają sygnały od rodziców dotyczące problemu z dostępnością miejsc w przedszkolach - podkreśla Kamila Bogacewicz z magistratu.

Czytaj też: Białystok. Prezydent zmienia zdanie. W czasie pandemii nie trzeba będzie płacić za żłobki. A jeśli ktoś zapłacił, pieniądze nie przepadną

Prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych oraz kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku prof. Robert Flisiak nie przewiduje, aby zwiększenie limitu przyjęć w białostockich żłobkach i przedszkolach wpłynęło na znaczące zwiększenie się liczby zachorowań. Skoro dotychczas nie nastąpił wzrost zachorowań po otwarciu żłobków, przedszkoli i innych instytucji.

- Mogą oczywiście pojawić się nowe ogniska, ale to jeszcze nie jest powód, aby wpadać w panikę - mówi.

Dodaje, że trzeba szukać równowagi. - Od samego początku mówiłem, że to "panicovid" i że nie boję się samego wirusa lecz irracjonalnych zachowań ludzkich. Na początku była przesada w jedną stronę , której symbolem był zakaz wstępu do lasów, a potem w drugą stronę, czyli stwierdzenia że wirus jest słaby, epidemia już się skończyła, a spotkania wyborcze, mecze piłkarskie bez maseczek i dystansu są bezpieczne. Oba te skrajne podejścia rekomendowane były przez te same osoby - podkreśla profesor.

Jednocześnie zauważa poważną niekonsekwencję w działaniach. - Bo z jednej strony mamy już niemal pełne rozluźnienie ograniczeń i słyszymy od naszych decydentów stwierdzenia o braku zagrożeń epidemicznych, a z drugiej strony oddziały zakaźne oraz setki lekarzy i pielęgniarek w nich zatrudnionych nie mogą zajmować się innymi chorymi niż tymi nielicznymi z podejrzeniem lub rozpoznaniem COVID-19. Tymczasem wydłużają się kolejki pacjentów których nie diagnozują i nie leczą oddziały zakaźne, a inne placówki opieki zdrowotnej nie mogą i nie chcą ich zastąpić. Wielu może nie doczekać odmrożenia oddziałów zakaźnych. Brak decyzji ministra zdrowia w tej sprawie paraliżuje ich funkcjonowanie opieki w tym
zakresie i będzie miało skutki zdrowotne i społeczne w przyszłości - mówi prof. Flisiak.

Z drugiej strony zauważa, że rozluźnienie reżimu sanitarnego i zmiana podejścia społeczeństwa nie sprawiły, że mamy obecnie w Polsce do czynienia z jakimś znaczącym wzrostem liczby zachorowań.

Czytaj też: [a]https://plus.poranny.pl/nowy-zlobek-przy-kawaleryjskiej-raczej-nie-powstanie-budynek-jest-w-zlym-stanie-technicznym/ar/13054626;Nowy żłobek przy Kawaleryjskiej raczej nie powstanie. Budynek jest w złym stanie technicznym[/a]

- Owszem przewiduję wzrost, ale dopiero jesienią. Jak wiadomo ta pora roku jest sezonowym okresem chorób przenoszonych drogą oddechową. Nie ma to jednak nic wspólnego z tym, jakie są limity w żłobkach - mówi prof. Flisiak.

Zaleca oczywiście korzystanie z maseczek w zamkniętych pomieszczeniach, gdzie znajduje się duża liczba osób, zwłaszcza przez dłuższy czas i gdzie nie można zapewnić bezpiecznego dystansu.

- To takie dmuchanie na zimne. Natomiast gdy jesteśmy na zewnątrz, warto aby maseczki zakładały osoby które mają nawet lekkie objawy infekcji górnych dróg oddechowych lub po prostu w danym dniu gorzej się czują i podejrzewają że mogą być
potencjalnym źródłem zakażenia innych. Pomijając już nawet koronawirusa SARS-CoV-2, statystyki jasno pokazują, że poprzez nasze tegoroczne zakładanie maseczek, wiosną nie było tylu zachorowań na różnego rodzaju infekcje jak zwykle, a liczba zarejestrowanych zachorowań na grypę drastycznie spadła. Pokazuje to, że noszenie maseczek - ale też częste
mycie rąk - ma sens. Może ta epidemia zmieni pewne nasze zachowania. Czyli jeżeli jesteś zakatarzony czy kaszlesz, albo nawet miałeś rano stan podgorączkowy, to załóż maseczkę. Nie zakażaj innych - apeluje profesor.

PRZEDSZKOLE NA MEDAL 2019. LIDERZY PLEBISCYTU

Poseł PiS rzecznikiem praw obywatelskich?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie