Białystok. Wakestok otwiera wakepark na plaży w Dojlidach. Moc atrakcji i zbiórka na Nikosia z SMA (zdjęcia, wideo)

Adrian Kuźmiuk
Adrian Kuźmiuk
Białystok. Wakestok otwiera wakepark na plaży w Dojlidach
Białystok. Wakestok otwiera wakepark na plaży w Dojlidach Adrian Kuźmiuk
Wakepark na plaży w Dojlidach to najnowsza atrakcja dla fanów wodnego szaleństwa. Dochód z uroczystego otwarcia zostanie przekazany dla Nikosia, zmagającego się z rdzeniowym zanikiem mięśni! Organizatorzy obiecują wiele atrakcji.

Wakepark na Dojlidach - uroczyste otwarcie wyciągu i wypożyczalni

W najbliższą sobotę, 31 lipca o godzinie 12 na Plaży Miejskiej "Dojlidy" odbędzie się oficjalne otwarcie wyciągu do sportów wodnych. Do dyspozycji plażowiczów oddany zostanie dwusłupowy wyciąg niemieckiej firmy Sesitec wraz z wypożyczalnią sprzętu i infrastrukturą plażową.

W programie otwarcia, oprócz całodziennego pływania zaplanowane zostały liczne atrakcje, m.in. pokazy tańca Latin Studio, trening z Adamem Bartosiakiem, turniej siatkówki KS BAS, pokazy makijażu z Luizą Rafałko, animacje dla dzieci z "Akuku", "Ogarnij Bazę" oraz "Bajkoland". O oprawę muzyczną wydarzenia zadba Dj Suszko.

Podczas oficjalnego otwarcia swoją obecność zapowiedzieli przedstawiciele Urzędu Miasta w Białymstoku oraz lokalne media.

- Cały dochód z pierwszego dnia działalności wakeparku przekazany zostanie na poczet Nikosia, zmagającego się z rdzeniowym zanikiem mięśni. Podczas otwarcia będzie można wziąć udział w licytacjach oraz wspomóc zbiórkę na rzecz chorego chłopca - mówi Olga Maliszewska, właścicielka Wakestok.

Wakeboarding uzależnia

Wakestok to w tym momencie prawdziwe zagłębie wakeboardingu. Pierwszy wakepark rozpoczął swoją działalność w 2017 roku nad Zalewem w Wasilkowie. W swojej ofercie posiada dwa wyciągi 2.0 wraz z wypożyczalnią sprzętu oraz zapleczem gastronomicznym. Wakepark na plaży Dojlidy będzie drugą lokalizacją. Właściciel, Dariusz Maliszewski przyznaje, że wakeboarding niesie za sobą jedno ryzyko - jest naprawdę uzależniający.

Z wyciągów do uprawiania sportów wodnych oraz przynależnej do wakeparku infrastruktury korzystać można do końca września. Na miejscu specjalnie wyszkoleni instruktorzy pomagają stawiać pierwsze kroki na desce. Jak zapewniają właściciele wakeparku, wakeboardingu może nauczyć się każdy, a jedynym niezbędnikiem do uprawiania tego sportu są chęci i brak strachu przed wodą.

Dodatkowe informacje na temat dojlidzkiej wypożyczalni m.in. cennik znajdziecie na stronie internetowej wakestok.pl.

Zobacz też:

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Niech miasto zajmie się stanem wody wpływającej do zalewu
w
www.Koncerty.Bialystok.pl
Leczenie w Polsce powinien finansować NFZ a nie (konkurujące ze sobą) zbiórki. A terapie eksperymentalne bywają nieskuteczne. Spalarnia śmieci działająca w Białymstoku od 2016 r. i smog zabiły już ponad 1200 osób, 300 rocznie, więcej niż epidemia COVID-19 na PO dlasiu. Tur Tusk olaski jest gorszy niż koronawirus?

https://www.facebook.com/krzysztof.szubzda.3/posts/3743804978985942 "Niespełna rok temu szwajcarski koncern Novartis podarował światu lek na rdzeniowy zanik mięśni. "Podarował" to słowo nieco na wyrost, bo jedna dawka Zolgensmy miała kosztować 20 milionów złotych. W sytuacji braku konkurencji Novartis mógł go właściwie wycenić na 100 milionów, a nawet więcej, rodzice przecież już nie raz udowodnili, że są w stanie zapłacić każdy haracz za życie ich dzieci. Zresztą prezesi koncernów farmaceutycznych pilnie śledzą losy zbiórek charytatywnych i jak widzą, że w biednej Polsce ludzie potrafią zebrać 6 milionów w jeden dzień, muszą jakoś dopasowywać swoją ofertę do wzrastającej ofiarności. Tak się robi w biznesie. Szefowie domów pogrzebowych zawsze dopasowują koszt najtańszego pochówku do wysokości zasiłku pogrzebowego, a koszt podstawowych produktów spożywczych jest skolerowany ze średnią krajową. Na szczęście w przypadku najdroższego leku świata, podniosło się larum, więc Novartis w ramach odpowiedzialności społecznej firmy musiał obniżyć cenę do symbolicznych 9 milionów złotych i z taką kwotą mierzą się tylko dziś rodzice czterech maluchów tylko w Białymstoku. A właściwie mierzą się wszyscy białostoczanie, bo musimy zrzucić się na prawie 40 milionów złotych. Do tego dochodzi jeszcze presja czasu, bo lek przestaje działać, gdy dziecko przekroczy 24. miesiąc życia. I choć organizatorzy zbiórek wciąż opowiadają romantyczne storytellingi o każdym groszu, który się liczy, to trzeba sobie szczerze powiedzieć, że nie o gorsze tu chodzi, ale o dziesiątki tysięcy złotych dziennie. Łatwo przecież policzyć, że w przypadku 19-miesięcznego malucha tempo zbiórki musi przekroczyć 50 tys na dzień, inaczej dziecko… tych zdań nigdy nie wypowiadamy do końca.

Jak taka zbiórka wygląda w praktyce? Różnie. Coraz częściej rodzice wynajmują profesjonalne firmy marketingowe, które za pół miliona potrafią wyczarować pięć milionów. Ale nie wszyscy mają pół miliona i próbują to robić własnymi siłami. A chałupnicze zbieractwo nie wygląda najlepiej. Od pierwszej Orkiestry Świątecznej Pomocy minęło już 30 lat więc wciskanie dyszki do puszki nikogo już nie jara. Teraz w pakiecie z ofiarnością musimy mieć czelendż, przelewamy złotówkę za każdy podskok na skakance, pomagamy biegnąc, robiąc pompki i mianując się do przysiadów. Nikogo za to nie winię, ile można wrzucać i wrzucać.
Dodaj ogłoszenie