Białystok. Tajemniczy wybuch w pasażu handlowym przy ul. Warszawskiej. Konstruktor i zleceniodawca usłyszeli wyrok (zdjęcia)

Izabela Krzewska
Izabela Krzewska
Udostępnij:
Na kary po 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata skazał w środę sąd dwóch mężczyzn, którzy mieli stać za podłożeniem ładunku wybuchowego w jednym z pomieszczeń pasażu handlowego przy ul. Warszawskiej. Wśród skazanych jest konstruktor "bomby" oraz wskazany przez niego zleceniodawca - ten, który przedstawiał się jako ofiara zamachu.

Ładunek skonstruowany był z wiązki petard hukowych, zapałek, plastikowych butelek z benzyną (nieco ponad 800 mililitrów), przewodów elektrycznych i zdalnie sterowanego włącznika elektrycznego. Prymitywna bomba nie zadziałała, bowiem petardy nie uszkodziły pojemników z substancją łatwopalną. Skończyło się na hałasie i dymie. Choć zdaniem biegłego - mogło dość do pożaru, a więc zdarzeniu zagrażającemu życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu wielkich rozmiarów. W ogłoszonym w środę wyroku Sąd Rejonowy w Białymstoku stwierdził, że oskarżeni nie mogą odpowiadać za sprowadzenie takiego zdarzenia, a jedynie za sprowadzenie jego niebezpieczeństwa. M.in. z uwagi na to, zastosowała wobec oskarżonych łagodniejszą kwalifikację prawną, a ze względu na brak uprzedniej karalności, wymierzyła karę z warunkowym zawieszeniem jej wykonania.

Zobacz także: Matura 2019. Alarmy bombowe w Białymstoku, Łomży, Suwałkach, Białowieży i Hajnówce. Szkoły były sprawdzane przez policję

Oskarżeni to Sylwester F. (komputerowiec i konserwator) oraz Roman L. - administrator pasażu, w którego gabinecie została podłożona prymitywna bomba. Według prokuratury, a teraz także sądu - na jego własne zlecenie.

- To aktywność pana F. doprowadziła bezpośrednio do zdarzenia. On sporządził ładunek, on go uaktywnił, on był "tą ręką", która bezpośrednio sprowadziła całe zdarzenie - mówiła w uzasadnieniu sędzia Ewa Dakowicz. - Rola pana L. była nieco inna. Chodziło o zasugerowanie sporządzenia takiego ładunku i jego podłożenie. Była to też rola kontrolna, finansująca, "czuwająca nad wszystkim". Były to role innego rodzaju, ale tak samo istotne.

Do zdarzenia doszło w poniedziałek 3 września 2018 r. w budynku przy ul. Warszawskiej. Było to około godziny 15. Wkrótce potem Roman L. zeznał policji, że kiedy odchodził od biurka usłyszał za swoimi plecami serię wybuchów, a pod meblem znalazł fragmenty jakiś materiałów. 65-latek nie został ranny, choć uskarżał się na problemy ze słuchem.

Czytaj też: Wygoda. Znaleziono niewybuch. Potrzebna była ewakuacja mieszkańców [ZDJĘCIA]

Wszczęto śledztwo. Teoria o zamachu runęła już następnego dnia. Do CBŚP zgłosił się 35-letni Sylwester F. Przyznał, że to on skonstruował urządzenie. Zrobił to na prośbę L. To dzięki niemu dzień przed eksplozją (w niedzielę) mógł wejść do budynku, bo alarm został rozbrojony i otrzymał klucze do gabinetu L.

Roman L. od początku nie przyznawał się do winy. Sąd uznał jednak wyjaśnienia drugiego oskarżonego za w znacznej mierze wiarygodne (uznał, że nie mówił prawdy tylko, gdy twierdził, że to L. zdetonował zdalnie ładunek, podczas gdy zrobił to osobiście). Zdaniem sędzi Ewy Dakowicz jest to dowód "z pomówienia", ale wersję Sylwestra F. potwierdzają też inne dowody. Chodzi o nagrania z monitoringu, na których widać przekazanie prze L. gotówki (F. twierdzi, że na zakup materiałów do budowy ładunku) oraz bilingi telefoniczne, które mają dowodzić, że mężczyźni kontaktowali się ze sobą tuż przed i zaraz po zdarzeniu.

Dlaczego Roman L. miałby pozorować atak na siebie? Według F., żeby pozbyć się kłopotów z właścicielami administrowanych budynków, którzy mieli do niego pretensje. Litość wywołana zamachem na życie L. miała odwrócić od niego uwagę. Sąd uważa, że jest to prawdopodobna wersja, bowiem nie wszyscy byli zadowoleni z jego pracy. Obrona Romana L. próbowała przekonać sąd, że to F. miał motyw, aby zaszkodzić administratorowi. W tamtym czasie był podejrzewany przez jedną ze wspólnot o wyłudzenia pieniędzy na remonty, których nie było.

- Każdy z nich miał powód, do tego, żeby sobie poradzić z trudnościami, które pojawiły się w życiu zawodowym obu panów - skwitowała sędzia Dakowicz.

Wyrok jest nieprawomocny. Obrońca Romana L. zapewnia, że zostanie w tej sprawie złożona apelacja.

Q&A z Robertem Kubicą

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie