Białystok. Ratownicy miażdżąco o nowej ofercie pogotowia: "To policzek wymierzony doświadczonym pracownikom"

Izolda Hukałowicz
Izolda Hukałowicz
Pogotowie ratunkowe w Białymstoku (zdjęcie ilustracyjne).
Pogotowie ratunkowe w Białymstoku (zdjęcie ilustracyjne). Wojciech Wojtkielewicz
Po tym jak ponad 130 ratowników i pielęgniarek kontraktowych wypowiedziało umowy z Wojewódzką Stacją Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku, dyrekcja ogłosiła kolejny nabór. Czy nowe warunki przekonają ratowników do powrotu? Czy jednak ci nie zgodzą się na nie i od września pogotowie stanie w obliczu ogromnego deficytu personelu?

30 lipca ponad 130 ratowników medycznych oraz pielęgniarek zatrudnionych w ramach umów cywilnoprawnych w Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku wypowiedziało kontrakty. Chodzi o ratowników z Białegostoku, Moniek, Hajnówki i Sokółki, którzy podlegają pod Wojewódzką Stacją Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku. Jedynie 14 osób pracujących na kontraktach nie przyłączyło się do protestu.

- Chcielibyśmy, aby wszyscy byli solidarni, ale nie oczekujemy, aby osoby funkcyjne protestowały - mówi Paweł Zaworski, ratownik kontraktowy z białostockiego pogotowia. - Choć także wielu kierowników jednak walczy razem z nami z patologią, która rozpowszechniła się nie tylko w naszej stacji, ale też w całej Polsce.

Przeczytaj:

Ratownicy nie godzą się na obecne stawki godzinowe. Jak mówią, muszą pracować po 300-400 godzin w miesiącu, aby godnie zarabiać.

- Obecnie stawka godzinowa wynosi ok. 35 zł brutto. Po odliczeniu wszystkich kosztów, m.in. podatku, składki ZUS, ubezpieczenia, czy zakupu odzieży roboczej wychodzi 19 zł netto za godzinę. To jest śmieszna stawka - ocenia Paweł Zaworski.

Ratownicy kontraktowi prowadzili w tym tygodniu rozmowy z dyrekcją pogotowia, przedstawiając im swoje postulaty.

- Niestety, nie zostały one uwzględnione - mówi Zaworski. - Stawki zostały wprawdzie podwyższone, ale w sposób symboliczny. Postulowaliśmy też o zmianę warunków pracy tak, abyśmy mieli ustaloną konkretną liczbę godzin i by nikt nas nie miał prawa zmusić do jej przekraczania pod groźbą kar finansowych, ale nie znaleźliśmy zrozumienia w tej kwestii. Pan dyrektor miał swoje spojrzenie na ten temat i postanowił ogłosić konkurs. Zobaczymy, jakie zapisy znajdą się w ofertach konkursowych.

Nowa oferta pojawiła się na stronie internetowej WSPR w piątek (6 sierpnia) po południu. Czy nowe warunki przekonają ratowników? Bogdan Kalicki jest umiarkowanym optymistą:

- Myślę, że część ratowników przystanie na warunki konkursowe. Ale czy wszyscy? Wątpię. Widzę, że ratownicy skrzykują się na różnych forach i są zdeterminowani. Trzeba też pamiętać, że część ratowników ma zatrudnienie w innych miejscach i te osoby mogą w bardziej stanowczy sposób wyrażać swoje oczekiwania, bo mają zagwarantowany jakiś byt. Ale mam nadzieję, że część ratowników uda nam się ponownie pozyskać.

Tymczasem ratownicy, po zapoznaniu się z nową ofertą, mówią zgodnie, że jest ona skandaliczna i postrzegają ją jako eskalację konfliktu:

- To nie jest krok naprzód, to pięć kroków w tył - mówi Paweł Zaworski. - W umowie zawarte są kolejne bardzo niekorzystne zapisy. Choćby kara umowna, która została zwiększona o 100 procent. To kara za niedopełnienie jakichś warunków umowy, choćby niepostawienie pieczątki czy niezłożenie podpisu. Wcześniej wynosiła 50 zł, teraz jest to 100 zł. Traktujemy to jako rodzaj szykan.

Jeśli chodzi o stawkę godzinową, to dyrekcja zaoferowała ratownikom 13-procentowy jej wzrost, co po wielu latach braku waloryzacji stawki jest dla ratowników nie do przyjęcia.

- Odczytujemy to jako policzek w twarz - mówi ratownik kontraktowy z Białegostoku. - Ta oferta jest tak skonstruowana, że preferuje pracowników niedoświadczonych, którzy będą gotowi pracować z miskę ryżu. W przypadku wyboru oferty pierwszeństwo będzie miała nie ta firma, która przepracowała 5 tys. godzin w ratownictwie medycznym - czyli mająca doświadczenie - ale ta, która będzie w stanie pracować minimum 156 godzin. To jest ewidentnie krok wymierzony w doświadczonych ratowników, którzy postanowili zawalczyć o swoje. Podobną zagrywkę dyrektor zastosował już kilka lat temu, aby ugasić bunt. I w pewnym sensie mu się to udało. I teraz próbuje zrobić to samo.

Ratownicy mówią, że ich postulaty dotyczące zwiększenia stawki bazowej, regulacji czasu pracy oraz rozdzielenia umów dotyczących pracy w systemie państwowego ratownictwa medycznego i przewozów komercyjnych nie zostały uwzględnione. Tym samym zdecydowanie deklarują, że nie przyjmą warunków nowego naboru i nie wrócą do pracy.

- Dyrektor stara się robić dobrą minę do złej gry - ocenia Zaworski. - On nie znajdzie nowych ludzi do pracy. Nie znajdzie nawet 20-30 osób, nie mówiąc o 130. Wiemy, co się dzieje w środowisku. Nie ugniemy się. Jesteśmy solidarni jak nigdy. Nie złożymy ofert w tym konkursie, gdyż uwłaczałoby to nam. Myślę, że nie dogadamy się z dyrektorem, dopóki nie wejdzie w to jakaś wyższa instancja - wojewoda czy ministerstwo.

PSL chce restrykcji dla niezaszczepionych

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
7 sierpnia, 13:51, Gość:

Trzeba było się uczyć i iść na lekarza

A ty jakie masz wykształcenie?

G
Gość
W komunikacji miejskiej w Białymstoku stawka godzinowa poniżej 19 zł a kary do 100 zł, to za krawat, pominięcie przystanku strefowego itp.
G
Gość
Trzeba było się uczyć i iść na lekarza
G
Gość
Nie da się pracować 400 godzin miesięcznie, cześć trzeba przespać.
S
Stefan Kłos
19 zł netto to przy 168 h (liczymy jak dla etatu) to 3192 zł na konto. Jak na bialystok czy Hajnówke to bardzo dużo.
G
Gość
"Nie ugniemy się. "

On myśli, że tak łatwo o robotę w Biedronce albo Lidlu? Tam trzeba tyrać bez chwili wytchnienia a jeszcze do tego znać się na robocie.

Już widzę kolejki chętnych do zatrudnienia "ratownika".
G
Gość
Trzeba dać wladzom po 300 godzin pracy i wypłaty według ich przelicznika, może zrozumieją.
Dodaj ogłoszenie