Białystok. Kucharze z Nepalu znaleźli swoje miejsce u Moniki Łyczkowskiej.

Agata Sawczenko [email protected] tel. 85 748 96 59 Fot. W. Wojtkielewicz
Surendra i Moti dbają o jakość. Wolą za produkty zapłacić więcej niż zaryzykować niedoskonały smak. A przyprawy sprowadzają prosto z Indii. Ich listek laurowy, cynamon, kardamon czy curry pachną inaczej i intensywniej niż te kupowane u nas.
Surendra i Moti dbają o jakość. Wolą za produkty zapłacić więcej niż zaryzykować niedoskonały smak. A przyprawy sprowadzają prosto z Indii. Ich listek laurowy, cynamon, kardamon czy curry pachną inaczej i intensywniej niż te kupowane u nas.
Surendra Pradhananga i Moti Raj Aryal pochodzą z Nepalu. Obaj są z wykształcenia kucharzami. Do Polski przyjechali za pracą. Surendra najpierw pracował w Warszawie, ale – jak sam przyznaje – tempo życia w naszej stolicy zupełnie mu nie odpowiadało.

Bo w Nepalu żyje się zupełnie inaczej niż w Europie. Tam nie ma takiego pośpiechu, pędu. Tam żyje się dniem dzisiejszym. Surendra zostawił więc pracę w Warszawie i przyjechał w spokojniejsze miejsce – do Białegostoku. Tu znajomy Hindus przedstawił mu Aryala, który dopiero co przyjechał z Nepalu. Postanowili działać razem.

Zaczęli od ułożenia menu, składającego się z niemal stu pozycji: aromatycznych, indyjskich potraw.

Marzyli, by otworzyć własny lokal, ale na to niestety nie wystarczyło im pieniędzy. Zainwestowali więc tylko w specjalny tradycyjny piec tamdoori, opalany zarówno gazem, jak i drewnem, na którego brzegach wypiekają tradycyjne pszenne placki roti i rozpoczęli szukanie lokalu, który gotów byłby podjąć z nimi współpracę.

Zobacz: Białystok. Była Figura. Jest Kebab.

W pierwszym nie powiodło im się. Zwyczajnie nie mogli dogadać się z szefami. Los się do nich uśmiechnął, gdy znaleźli ogłoszenie z klubu Symbol. – Bardzo mi zależało, by serwować nie tylko napoje, ale i jedzenie. Niestety, nie układała mi się współpraca z polskimi kucharzami. A to sobie wcześniej wychodzili z pracy, a to przesolili zupę i nie widzieli żadnego problemu – opowiada Monika Łyczkowska, właścicielka Symbolu. – Dałam więc ogłoszenie, że podnajmę kuchnię. I to był strzał w dziesiątkę, bo odpowiedzieli na nie właśnie chłopcy z Nepalu.

Pani Monika chwali kucharzy przede wszystkim za sposób pracy. Robią wszystko, by klienci byli zadowoleni. Ich potrawy smakują dokładnie tak, jak w Nepalu. Nie tylko dlatego, że to dla nich kuchnia narodowa, codzienna. Surendra i Moti dbają o jakość. Wolą za produkty zapłacić więcej niż zaryzykować niedoskonały smak. A przyprawy sprowadzają prosto z Indii. Ich listek laurowy, cynamon, kardamon czy curry pachną inaczej i – co najważniejsze – bardziej intensywnie niż te kupione w małych paczuszkach w Polsce.

Białostoczanom serwują drób, jagnięcinę, ryby, owoce morza, ryż basmati i tradycyjne placki: roti, parantha, naan. Najważniejsze jest to, że klienci do nich wracają.

– Chciałbym tu zostać, tu ułożyć sobie życie – mówi Surendra.

Moti w Nepalu zostawił żonę i dwoje dzieci.

– Ale myślę o tym, by też ich sprowadzić do Białegostoku.

Komu się udało „Im się udało” to cykl, w którym prezentujemy ciekawych ludzi i ich sposób na życie.
Jeżeli prowadzisz firmę, stworzyłeś coś z niczego, odniosłeś sukces zawodowy – podziel się z nami i Czytelnikami swoją receptą na powodzenie i satysfakcję w interesach.
Kontakt: tel. 85 748 96 59,
e-mail:
[email protected]

W czerwcu zapłaciliśmy w sklepach mniej niż w maju

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie