Białystok. Egzekucja w centrum miasta. Skazany nieprawomocnie za usiłowanie zabójstwa, twierdzi, że się pomylił. Trwa proces apelacyjny

Izabela Krzewska
Izabela Krzewska
Białostoczanin siedział już w więzieniu za przestępstwa z użyciem przemocy. Dlatego za wydarzenia z ul. Suraskiej odpowiadał w warunkach recydywy. Czy spędzi za kratkami kolejne kilkanaście lat? Sąd apelacyjny ogłosi decyzję za dwa tygodnie
Białostoczanin siedział już w więzieniu za przestępstwa z użyciem przemocy. Dlatego za wydarzenia z ul. Suraskiej odpowiadał w warunkach recydywy. Czy spędzi za kratkami kolejne kilkanaście lat? Sąd apelacyjny ogłosi decyzję za dwa tygodnie Izabela Krzewska/ Polska Press
Napastnik w kominiarce wycelował broń w pierś mężczyzny stojącego na ulicy Suraskiej. Broń nie wystrzeliła, a napastnik uciekł. Został jednak zatrzymany. W pierwszej instancji Radosław Ł. usłyszał wyrok 15 lat więzienia. Wciąż twierdzi, że jest niewinny i nikogo nie chciał zabić, a jedynie nastraszyć. W dodatku okazało się, że nie tego, do którego celował.

- Nikt o zdrowych zmysłach nie próbowałby zabić człowieka w centrum miasta, na oczach świadków, kamer, bez drogi ucieczki - podkreślał w czwartek przed sądem oskarżony 27-latek. To tylko jeden z elementów linii obrony. Radosław Ł. twierdzi, że zamierzał jedynie nastraszyć znajomego. Nie próbował strzelać, bo wiedział, że broń nie działa. Chodzi o pistolet Walther PPK, kal. 6,35 mm z tłumikiem, którą - jak twierdzi - znalazł wcześniej w lesie. Innego zdania był biegły, na którego opinię powołał się sąd i prokuratura. Są ślady na spłonce. Ekspert uznał, że doszło do usterki amunicji. Broń się zacięła, ale była sprawna, a Ł. dwa razy nacisnął na spust. '

"Tylko nie wiadomo, kiedy" - uważa obrońca. Nie ma dowodów, że w chwili zdarzenia. Mogło to być wcześniej, sąd nie rozwiał tych wątpliwości, a więc powinien rozstrzygnąć je na korzyść oskarżonego.

Czytaj też: Samobójstwo na strzelnicy w Białymstoku. 18-latek strzelił sobie w głowę. Zostawił list pożegnalny

To właśnie obrona złożyła apelację od pierwszego wyroku. 16 września sprawa trafiła na wokandę Sądu Apelacyjnego w Białymstoku. Adwokat Ł. wnosi o uniewinnienie 27-latka od zarzutu usiłowania zabójstwa, zaś w przypadku zarzutu nielegalnego posiadania broni, o łagodniejszy wymiar kary (ta orzeczona w I instancji to 2 lata więzienia).

Do zdarzenia doszło 9 grudnia 2019 r., około godziny 22. Oskarżony pojechał taksówką do centrum miasta. Według jego informacji, znajomy, którego chciał nastraszyć, był w pubie przy ul. Suraskiej. Radosław Ł. Miał broń w plecaku i kominiarkę, którą wyciął z rękawa koszulki. Z aktu oskarżenia wynika, że pokrzywdzony Artur S. stał ze znajomym w pobliżu sklepu „Delikatesy”. Zamaskowany Ł. nie zatrzymując się wyjął pistolet. Mierząc w kierunku klatki piersiowej S. usiłował oddać strzał. Broń nie wystrzeliła. Niedoszła ofiara rzuciła się do ucieczki. Oskarżony ruszył za nim, ale po chwili skręcił i zaczął uciekać w innym kierunku. Na widok biegnącego zamaskowanego mężczyzny zareagowali nieumundurowani funkcjonariusze policji po służbie. Zatrzymali Radosława Ł..

Oskarżony i ofiara twierdzą, że się nie znają. To, co ich łączy to kryminalna przeszłość - obaj siedzieli w więzieniu. Choć prokuratura podejrzewała gangsterskie porachunki, oskarżony nie wyjawił motywu działania ani tożsamości osoby, którą faktycznie chciał postraszyć bronią. Aż do czwartkowej rozprawy odwoławczej. Radosław Ł. wyznał, że chodziło o niejakiego Krzysztofa J.

- Poręczyłem za niego w procederze kupna sterydów. Ten człowiek wziął sterydy i nie zapłacił. Musiałem oddać za niego te pieniądze. To ponad 10 tysięcy złotych. To dla mnie duże pieniądze, tym bardziej, że urodziło mi się dziecko. Chciałem odzyskać od niego moje pieniądze i go nastraszyć - wyjaśniał.

Zobacz także: Białystok. Wymusił pierwszeństwo. Potem postrzelił kierowcę. Wyrok: rok więzienia w zawieszeniu [ZDJĘCIA]

Skąd ta zmiana frontu? Oskarżony twierdził, że wcześniej bał się o swoje życie. Był też świadom, że "donosicielstwo" nie jest mile widziane przez współwięźniów, a w czasie śledztwa siedział już w tymczasowym areszcie (nadal tam przebywa).

Dowiedział się jednak, że Krzysztof J. zmarł, dlatego bez obaw może teraz wyznać prawdę. Już na początku rozprawy oskarżony złożył wniosek o dodatkowe przesłuchanie świadka, który miał potwierdzić, że faktycznie między tymi mężczyznami był konflikt.

Prokurator uznał, że to bardzo wygodne rozwiązanie: wskazać jako faktyczny cel osobę, której nie można już przesłuchać. Sąd jednak i tak oddalił wniosek o wezwanie świadka uznając, że w zasadzie i tak nie ma to znaczenia dla sprawy. Z uwagi na jej zawiłość odroczył wydanie wyroku do 30 września.

Były poseł PO przechodzi do Hołowni

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
pop
Faktycznie niezwykle zawiłła sprawa dla sądu.
Dodaj ogłoszenie