Białystok dychawiczny

Adam Czesław Dobroński [email protected] tel. 601 352 414
Pocztówka z 1950 r., udostępniona przez Janusza Władyczańskiego. Tak prezentowało się centrum Białegostoku w końcu lat 40. XX w. Jeszcze bez ratusza i kompletu nowych kamienic, za to z dorożką i wozem konnym, płotami, grupką żołnierzy. Czy ten chłopiec oparty o fontannę miał szczęśliwe życie? Na odwrocie pocztówki wysłanej z naszego miasta do Krakowa widnieje znaczek za 45 gr z hasłem Budujemy Nową Hutę i są życzenia imieninowe dla "kochanej bratówienki”.
Pocztówka z 1950 r., udostępniona przez Janusza Władyczańskiego. Tak prezentowało się centrum Białegostoku w końcu lat 40. XX w. Jeszcze bez ratusza i kompletu nowych kamienic, za to z dorożką i wozem konnym, płotami, grupką żołnierzy. Czy ten chłopiec oparty o fontannę miał szczęśliwe życie? Na odwrocie pocztówki wysłanej z naszego miasta do Krakowa widnieje znaczek za 45 gr z hasłem Budujemy Nową Hutę i są życzenia imieninowe dla "kochanej bratówienki”.
Powracam do Białostockiego Dziennika Ludowego, mutacji wydawanej w naszym mieście w latach 1948-1949. Gazeta nie zachwycała wyglądem i nie była bynajmniej z niecierpliwością oczekiwana przez liczne grono czytelników, ale dla historyka to obecnie ciekawe źródło, bardzo rzadko wykorzystywane.

Skoro o prasie mowa, to czy wiecie Państwa jakie przedwojenne gazetki cieszyły się w Białymstoku największym wzięciem. Wedle dowcipnisiów te sprzed kilku dni, po parę groszy, w sam raz do zawijania śledzi. A co radowało białostoczan w 1948 r.? Na ten przykład mieszkańców przedmieść i okolicznych wiosek - kino objazdowe, docierające tu aż z Olsztyna. W Barszczewie sala szkolna wypełniła się po brzegi, gdy grano film "Samotny żagiel".

Pamiętam te seanse z terkoczącym aparatem do wyświetlania taśm nawiniętych na duże szpule przechowywane w metalowych pudłach. Po prawdzie, to przeważała klasyka radziecka, czasem trafiło się jednak polskie arcydzieła z epoki sanacji. Luksus w tej konfiguracji stanowiło kino wagonowe PKP, ustawione na bocznicy, z biletem ulgowym i straszną duchotą w środku. To już jednak późniejsze lata
Wracajmy zatem do Białegostoku i kultury wyższej. Oto do stolicy województwa dojechał 17 marca 1948 r. minister kultury i sztuki Stefan Dybowski. Rozeszła się wiadomość, że przywiózł 3 miliony zł na dokończenie remontu Teatru Miejskiego, już nie w Domu Ludowym im. Marszałka Józefa Piłsudskiego, ale jeszcze nie Teatru Dramatycznego im. Aleksandra Węgierki. Dzięki temu zastrzykowi pieniędzy we wrześniu nastąpiło otwarcie Teatru Miejskiego na Plantach, uznanego za jeden z najpiękniejszych w kraju. Na premierę wystawiono "Świętoszka" Moliera, publiczność dopisała. A kilka miesięcy wcześniej narzekano, że w teatrze - korzystano wówczas z sali kina Ton - frekwencja była nieszczególna, więc postanowiono wprowadzić specjalne (tańsze) spektakle dla robotników i członków związków zawodowych. Zdarzało się, że Białostocki Dziennik Ludowy zamieszczał recenzje teatralne. Jeśli aktorzy grali tak, jak pisał niemrawo kolega recenzent z Bożej łaski, to współczuję miejscowym teatromanom.

Oświata

Utrwalany ustrój głosił prymat edukacji nad konsumpcją, nie dbając o jakość ani pierwszej, ani drugiej. BDL napisał o skandalu, bo 300 dzieci oddychało wilgocią w salach Szkoły Powszechnej nr 18, a obok stał bezużytecznie wolny budynek przy ul. św. Rocha 18. W trudnych warunkach toczyła się nauka również w szkołach średnich, a i tak ówcześni maturzyści z łezką w oku wspominają tamte majowe wieczory. Ponoć nigdy wcześniej i później nie pachniały tak cudnie kasztany. A propos kwiatów, to sensacyjnie brzmiała wiadomość o sprowadzeniu do Białegostoku aż z Holandii cebulek kwiatów. To był znak, że żelazna kurtyna jeszcze całkiem nie zapadła. Niestety, z zachodu przedostawała się do krajów demokracji ludowej (demoludów) stonka ziemniaczana. Propaganda głosiła, że to imperialiści amerykańscy zrzucali na spadochronach te żarłoczne chrząszcze w paski. Godziły one i w oświatę białostocką, bo w czerwcu ekipy uczniów ruszyły do walki ze szkodnikami. W całym województwie sformowano 6 tysięcy drużyn z 78 tysiącami zbieraczy wyposażonych w butelki, do których należało wpychać żywcem tę imperialistyczną zarazę. Do Białegostoku przyjechał wielki - wszyscy z imperium wschodniego byli wówczas wedle propagandy wielkimi i największymi - uczony radziecki A. G. Malcow. Ocenił on trwającą kampanię, podobały mu się zwłaszcza plakaty zachęcające do walki. Na wyjezdnym Malcow zalecił jeszcze dwie lustracje pól ziemniaczanych w 1948 r. Takiego właśnie terminu użył - lustracje!

Milej było na III zjeździe młodzieży ludowej ze Związku "Wici", który odbył się w naszym mieście w lutym 1948 r. W tytule sprawozdania prasowego wybito wołanie przyszłości narodu o wyższą szkołę rolniczą w Białymstoku. Natomiast przemawiający do wiciarzy wicewojewoda Jakub Antoniuk nawoływał do walki z pijaństwem. I jeszcze jedna ciekawostka z tej branży, małżeństwo Markiewiczów uczyło bezinteresownie analfabetów w elektrowni miejskiej, codziennie, na dwóch kursach.

Sport

Młodzież białostocka rwała się do pracy przy grodzeniu Stadionu Miejskiego, ale Zarząd Miejski nie zdążył jeszcze sporządzić planów i przygotować narzędzi. Wielka szkoda, bo póki co sport nie był nadto skażony ideologią. W Białymstoku kopano, skakano, rzucano i biegano z zapałem, ale z wynikami dość miernymi. W tej sytuacji w maju ściągnięto do stolicy województwa znanego trenera Wisły i PZPN Wacka Kuchara. To była postać legendarna, olimpijczyk z 1924 r., nie tylko piłkarz, ale także lekkoatleta, łyżwiarz, hokeista, tenisista i łucznik związany przed wojną z ukochanym Lwowem. Kuchar po tygodniowym pobycie nad Białką powiedział: "Piłkarstwo białostockie pozostaje na poziomie C-klasowych klubów. Ambicji i zapału widzi się wprawdzie dużo, ale kluby jakoś dziwnie nie rozumieją potrzeby stałego, racjonalnego treningu i specjalnej zaprawy. Brak oprócz tego prawie zupełnie najprostszych zasad techniki, nie mówiąc już o taktyce i systemie gry". Okazało się, że na treningi prowadzone gościnnie przez Kuchara przez tydzień nie pokazały się w ogóle miejscowe asy. Najprzykładniej zachowała się wojskowa drużyna piłkarska "Łączność". Dziennikarz BDL był zdania, że kiepski poziom futbolu białostockiego jest skutkiem przede wszystkim braku profesjonalnych trenerów.

Znacznie wyżej - bo i jakże mogłoby być inaczej - oceniano miejscowych lotników i szybowników. 4 września, w ramach Święta Lotnictwa dano w teatrze przedstawienie, a nazajutrz na Krywlanach o godz. 11 rozpoczęły się emocjonujące pokazy szybowcowe i samolotowe. Po nich przewidziano darmowe loty pasażerskie dla przodowników pracy, a na zakończenie wszyscy mogli potańczyć na lotnisku przy muzyce. Dochód z imprezy przeznaczono na budowę Domu Lotnika w Warszawie. Zgodnie z duchem epoki wywieszono i hasło: "Budujemy nowe lotnictwo Polski Ludowej, które swe siły odda na służbę pokojowi". Dziennikarz z dumą zaznaczył, że Aeroklub Białostocki zdołał odbudować hangary, nabyć 2 samoloty i 5 szybowców. Przeszkolono 15 lotników motorowych i 34 szybowcowych.

Ciekawostki

Z konieczności już tylko krótko podam inne nowinki białostockie. Przeprowadzono "Tydzień walki z niemczyzną" i odbyło się zebranie organizacyjne "Ligi do walki z rasizmem". Oczywiście rozwijało się - zwłaszcza na papierze - Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. A piekarze białostoccy po wysłuchaniu referatów zobowiązali się do "zrozumienia swego podstawowego obowiązku społeczno-zawodowego dostarczania ludności pracującej taniego chleba". Wysokiej jakości!

1 kwietnia - to nie prima a aprilis - nastąpiło otwarcie szpitala św. Rocha z udziałem wiceministra zdrowia, byłego wojewody białostockiego, dr. Jerzego Sztachelskiego. Odbudowa trwała 10 miesięcy, koszt wyniósł 15 mln zł. Uzyskano 160 miejsc, dwie dobrze urządzone sale operacyjne, ambulans chirurgiczny. Z kolei 19 lipca ruszyła produkcja w fabryce sklejek w Dojlidach, co uświetnił swą obecnością minister Bolesław Podedworny.
Przystąpiono też do budowy gmachu dyrekcji Lasów Polskich, co jakiś czas, a zwłaszcza przed 1 maja i 22 lipca pisano o uroczystościach przecinaniu wstęgi i wykonanych przy tej okazji normach. Świat pracy w Białymstoku domagał się usprawnienia komunikacji miejskiej, na co padła odpowiedź: czekać cierpliwie. Tak zbliżył się grudzień 1948 roku z Kongresem Jedności, czyli dołączeniem do PPR resztek PPS, co dało w efekcie PZPR. Dnia 15 tegoż miesiąca dzielne i zaangażowane członkinie Ligi Kobiet uruchomiły Izbę Dworcową, włączając się tym samym do czynu przedkongresowego. Kongres zakończył się 23 grudnia i lud mógł rozpocząć przygotowania do Bożego Narodzenia.

Czytaj e-wydanie »

Nieruchomości z Twojego regionu

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
STARY

Panie Czesławie tak przy temacie żelaznej kurtyny. i okolic roku 1950.

Moja mama była na robotach przymusowych w Prusach/oczywiście w czasie wojny, a wróciła  z nich we wrześniu 1945 roku-przez obóz w Działdowie/. W majątku wraz z polkami było 4 jeńcow z Francji i jeden z nich przyjechał tu i odnalazł moją /przyszłą / mamę i chciał się z nią ożenić/ale rodzina mamy itp i wyjechał. Było to około 1949 roku, a przyjechał na papierach czerwonego krzyża /ponoć/ w ramach poszukiwania rodziny ?/

Jak wiem z opowiadań rodzinnych można wtedy jeszcze było jeżdzić z zachodu TU ALE  po tej wizycie mamę zwolniono z pracy / WRN  wydział pracy i pomocy społecznej kierownik Karbowski/

Dodaj ogłoszenie