Białostocka szkoła przetrwania. Idzie ciężki rok w oświacie

Julia Szypulska [email protected] tel. 85 748 74 25
Protest uczniów XVI LO przeciwko likwidacji ich szkoły.
Protest uczniów XVI LO przeciwko likwidacji ich szkoły. Andrzej Zgiet
To będzie rok szkolny pełen zmian i nowych wyzwań. Jedni widzą w nich szansę na lepsze, inni zagrożenia. - Zwalniając nauczycieli i zwiększając biurokrację nie poprawimy jakości kształcenia - uważa Ryszard Urbańczyk z NSZZ "Solidarność" w Białymstoku.

Blisko 50 tys. białostockich uczniów pójdzie w poniedziałek do szkół. Dla jednych będzie to kontynuacja nauki w dotychczasowym trybie, dla innych coś zupełnie nowego. Zmieni się program kształcenia przedmiotów ogólnych w szkołach ponadgimnazjalnych. Uczeń będzie wybierał, które przedmioty chce poznać w zakresie rozszerzonym, a wiedzę z pozostałych uzupełniać będzie w blokach tematycznych. Ci, którzy wybiorą kształcenie humanistyczne, wiedzę z przedmiotów ścisłych zdobędą na przedmiocie przyroda. Umysły ścisłe z kolei będą uczęszczać na historię i społeczeństwo. Nauczyciele zarówno jednej, jak i drugiej grupy przedmiotów biją na alarm.

- Uczniowie, którzy skończą szkołę ponadgimnazjalną będą mieli wiedzę z fizyki taką, jaką kiedyś pod koniec podstawówki - obawia się Ryszard Urbańczyk, z wykształcenia fizyk. - A tyle się mówi o promocji kierunków ścisłych! Przy tak okrojonej podstawie programowej raczej nie będą mieli szans, by się na nie dostać. Co gorsza, decyzję o tym, które przedmioty będą poznawać w stopniu rozszerzonym muszą podejmować na początku edukacji. W tak młodym wieku zdecydują już o swojej przyszłości.

Obaw nie kryją także historycy. W ich ocenie, młodzi będą znali historię, a zwłaszcza najnowsze dzieje Polski, w jeszcze mniejszym stopniu niż teraz.

- Znam te obawy, ale nie podzielam ich - mówi Jerzy Kiszkiel, podlaski kurator oświaty, historyk. - Skoro już teraz, przy obecnym programie jest źle, to nowy może być szansą na poprawę tej sytuacji. Historia najnowsza będzie nauczana przez cały rok w pierwszej klasie. Dotąd zajęcia odbywały się w ciągu drugiego półrocza ostatniej klasy, kiedy ucznia bardziej interesowały egzaminy końcowe.

Nowa podstawa programowa wzbudza też w nauczycielach przedmiotów ogólnokształcących innego rodzaju obawy. Mają oni świadomość, że kiedy w II klasie uczniowie wybiorą już przedmioty rozszerzone, dla wielu z nich może zabraknąć pracy. Dotyczy to historyków, geografów, fizyków czy informatyków.

W białostockiej oświacie nie ma ostatnio dobrej atmosfery, niezależnie od zmian, jakie wprowadza ministerstwo. Powodem jest niepewność jutra, a tę nauczyciele "zawdzięczają" decyzjom władz miasta sprzed kilku miesięcy. Najpierw w kwietniu radni zdecydowali o likwidacji i połączeniu kilku szkół ponadgimnazjalnych. I tak wygaszane jest XVI LO przy ul. Sokólskiej, Zespoły Szkół Zawodowych nr 4 i 6 przy ulicach Pogodnej i Transportowej oraz Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych nr 2 przy ul. Letniej. W jednym budynku przy ul. Antoniuk Fabryczny funkcjonować będą z kolei IX i X LO. Brak naboru w wymienionych szkołach oznacza mniej godzin lekcyjnych, a w konsekwencji cięcia nauczycielskich etatów. Te ostatnie dotyczą także innych szkół w Białymstoku.

- Tak, jak każdy samorząd zmagamy się ze skutkami niżu demograficznego. Mniej uczniów to mniej oddziałów, a to z kolei przekłada się na ilość etatów - wyjaśnia Wojciech Janowicz, dyrektor departamentu edukacji w białostockim ratuszu.

I tak od nowego roku szkolnego w Białymstoku będzie ponad 90 nauczycieli mniej. Dyrektorzy nie przedłużali umów czasowych, część nauczycieli skorzystała z uprawnień emerytalnych. Setkom innych ograniczono wymiar etatu i obcięto godziny ponadwymiarowe.

Cięcia dotknęły także innych pracowników szkół. Około 130 z nich straciło pracę. To także efekt decyzji sprzed wakacji. Władze miasta ustaliły nowe limity zatrudnienia w administracji i obsłudze, a liczbę etatów ustalano między innymi na podstawie powierzchni szkoły czy liczby uczniów. W tej sytuacji zapowiadane od września podwyżki dla obu wymienionych grup zawodowych mało kogo cieszą. Tym bardziej, że, zwłaszcza w przypadku pracowników obsługi, kwoty są symboliczne. Każdy z nich dostanie bowiem 60 zł brutto więcej.
- Samorządy narzekają, że oświata za dużo ich kosztuje, a wszystkiemu winne są nauczycielskie pensje. Pewnie niedługo nauczycieli będzie się obwiniać nawet o ataki huraganów - ironizuje Ryszard Urbańczyk. - Dokłada się im dodatkowe obowiązki, bardziej niż uczeniem muszą się zajmować wypełnianiem dokumentów. Na każdą czynność - kilkadziesiąt kartek papieru. Faktem jest, że gminy dostają od rządu mnóstwo nowych zadań, ale nie idą za tym pieniądze. Tak się nie da poprawiać jakości edukacji. U nas często podaje się za przykład kraje Europy Zachodniej i bierze od nich pojedyncze rozwiązania. Trochę stąd, trochę stąd, co nam pasuje. Nie patrzy się natomiast jak funkcjonują tam całe systemy edukacji.

Ostatnia bitwa o zmiany w białostockiej oświacie rozegra się już po rozpoczęciu roku szkolnego. Na początku września Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku rozstrzygnie, czy uchwały dotyczące likwidacji szkół zostały podjęte zgodnie z prawem. Sprawdzał to najpierw wojewoda podlaski. W jego ocenie doszło tu do naruszenia przepisów. Chodzi o to, że rodzice uczniów zostali powiadomieni o likwidacji placówek jeszcze zanim rada podjęła stosowną uchwałę. Wojewoda skierował więc do sądu skargę w tej sprawie.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie