Biała siła, czarna pamięć, czyli (od)ważny komentarz w Teatrze Dramatycznym w Białymstoku (wideo)

Redakcja

Wideo

Zobacz galerię (8 zdjęć)
„Biała siła, czarna pamięć” to najbardziej oczekiwana premiera sezonu. Przynajmniej w Białymstoku. Dawno nie było sztuki, która wywoływałaby aż takie emocje. Spektakl ten nie daje upragnionego katharsis.

W najnowszą produkcję Teatru Dramatycznego w Białymstoku niemal od samego początku wpisana była prowokacja. „Białystok. Biała siła, czarna pamięć” Marcina Kąckiego - na podstawie której powstał scenariusz sztuki – to książka, która jak żadna dotąd podzieliła białostoczan. Dla jednych to publikacja szkalująca wizerunek miasta i mieszkańców, dla innych prawda o Białymstoku objawiona przez niezależnego obserwatora z zewnątrz.

Marcin Kącki - Białystok. Biała siła, czarna pamięć

Przeniesienie zbioru reportaży na teatralną scenę, nawet u największych orędowników twórczości Kąckiego, budziło wątpliwości. To książka o Białymstoku, jego mieszkańcach i historii, a twórcy zapowiadali, że ma być to uniwersalna opowieść o polskiej rzeczywistości. Udało się. Reżyser Piotr Ratajczak współpracujący ze scenarzystą Piotrem Rowickim wspólnie wykreowali przedstawienie chwilami groteskowy, chwilami porażający, nieprawdopodobnie aktualny. Ten „spektakl”, który przed premierą rozgrywał się czy to w okolicach teatru, wcześniej na sesji rady miasta czy w poselskich ławach, swój epilog miał właśnie na teatralnej scenie.

Spektakl "Biała siła, czarna pamięć". Wiele hałasu o nic, czyli protest przed teatrem

W „Białej sile, czarnej pamięci” nie pada ani jedno nazwisko, ale lokalni widzowie bez najmniejszego trudu rozpoznają w tych fasadowych postaciach pierwowzory z Białegostoku. Publiczność z innych części Polski może odczytać przez inny pryzmat, ale ich sens pozostanie niezmienny. Faktycznie ten spektakl ma wymiar uniwersalny. Bo i bohaterowie i ich historie mogą wydarzyć się w każdym innym polskim mieście.

Białystok. Młodzież Wszechpolska zapowiada protest przed Teatrem Dramatycznym (zdjęcia, wideo)

Sztuka rozpoczyna się od kuriozalnej sceny protestu. To swoisty teatralny pastisz z wszelkiego rodzaju pikiet, na których brak ostatnio nie możemy narzekać. Prawicowy poseł głoszący swoje mądrości, katolicki ksiądz błogosławiący wszystkich walczących w obronie wiary, nieco zesztywniała kobieta w charakterystycznym nakryciu głowy – wszyscy głośno i dość agresywnie protestują „przeciw”. Ani widzowie, ani zdaje się demonstranci nie do końca wiedzą o co cały en hałas. Ale czy to aż takie istotne? Liczy się przecież wspólna sprawa i niezbyt logiczne, ale za to dobitne okrzyki.

Spektakl "Biała siła, czarna pamięć". Wiele hałasu o nic, cz...

Dalsza część sztuki to sekwencja kolejnych scen, które przewijają się jak w kalejdoskopie. Oglądamy opowieści i ich bohaterów, które możemy kojarzyć z lektury reportażu Kąckiego czy z medialnych doniesień. Na scenie jednak te postaci są zarysowane nieco inaczej – mają zmienione biografie, wymieszane wątki. Aktorzy zmieniają swoich bohaterów w błyskawicznym tempie, co chwila wcielą się w inne, czasem kompletnie skrajne osobowości. Grający gościnnie Michał Tokaj raz jest narodowcem, który musi zagrać epizod w musicalu „Skrzypek na dachu”, a za chwilę gejem, który z wzajemnością zakochuje się w ociekającym testosteronem skinheadzie. Paweł Pabisiak wciela się we włodarza, dobrego gospodarza, budowniczego nowych dróg, obwodnic i ścieżek rowerowych "i to nic, że niektóre prowadzą donikąd, ważne że są". Za chwilę będzie nieco fanatycznym odkrywcą lokalnej historii, walczącym o pamięć umarłych. Wda się w dyskusję z kobietą przechadzającą z wózkiem po parku, który powstał na cmentarzu żydowskim. Straci nieco rezon gdy matka przytomnie i racjonalnie zapyta w końcu gdzie ma spacerować skoro całe centrum miasta okazuje się jednym wielkim cmentarzem.

Oglądamy też nieco przewrotną historię prokuratora (Bernard Bania), który głosi, że swastyka jest hinduskim symbolem szczęścia, koncert muzyka-patrioty (Piotr Szekowski), który intonuje pieśń „My, Pierwsza Brygada” w przaśnej disco-polowej aranżacji czy wyznania szefa kibiców (Rafał Olszewski), których wszyscy w kraju „znają i szanują, szanują, bo się boją – inaczej się nie da”. To bardzo komiczne, brawurowo odegrane sceny. Świetnie się prezentują także te zbiorowe (za ruch sceniczny odpowiada Arkadiusz Buszko).

Prokurator od swastyk został uniewinniony, nie będzie odwołania

Natomiast jednym z najbardziej poruszających momentów jest scena dwóch kobiet niemal w całości oparta na kontrastach. Oto nauczycielka walcząca z faszystowskimi symbolami wymalowanymi na murach (Aleksandra Maj) oraz profesor patomorfologii, która odkryła cud eucharystyczny (Justyna Godlewska-Kruczkowska). Pierwsza mówi o tym skąd u niej potrzeba walki z rasizmem, druga opowiada o genezie swojej wiary. Pierwsza odbiera telefony z pogróżkami, druga - podziękowania i gratulacje od wiernych. Te dwie skrajnie różne postaci mają jednak coś więcej wspólnego. I nie jest to rocznik, mieszkanie na tej samej ulicy i zaangażowanie w sprawy społeczne. Każda chciałaby mieszkać w przyjemnym mieście. Pierwsza w tym wolnym od rasistowskiej ideologii, druga – w mieście miłosierdzia.

Spektakl „Biała siła, czarna pamięć” na podstawie książki Marcina Kąckiego (zdjęcia, wideo)

Z poszczególnych etiud zagranych w oszczędnej czarno-białej scenografii ze świetlną swastyką (dzieło Matyldy Kotlińskiej) wyłania się surrealistyczny, ale jakoś dziwnie znajomy obraz miasta i jego mieszkańców. „Biała siła, czarna pamięć” to opowieść o naszej kulisach władzy, o naszej znieczulicy na przemoc, niechęci do historii, z którą wciąż się nie uporaliśmy czy wreszcie obnażonym micie „wielokulturowej, otwartej, zielonej i przyjaznej metropolii” i odsuwaniu problemu daleko od siebie.

To spektakl, który - mimo swojego niewątpliwie komicznego charakteru – jest ważnym i odważnym komentarzem do otaczającej nas rzeczywistości, spektaklem, który stawia więcej niełatwych pytań niż daje gotowych odpowiedzi. Okaże się, że wybuchy szczerego śmiechu są takim, o którym pisał Gogol. Tu nie ma co liczyć na zbawienne katharsis, mimo to tę sztukę po prostu trzeba obejrzeć.

Spektakl „Biała siła, czarna pamięć” na podstawie książki Ma...

Komentarze 26

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Warto sięgnąć po Dotknięcie Anioła pokazuje zupełnie inną wizję losów społeczności żydowskiej i utraconą szansę ocalenia przez Stany zjednoczone i Anglię. Jakoś tych narodów nikt nie obciąża, a powinno się.

G
Gość

We wszystkim potrzebny jest umiar. Rozbieżności widać na pierwszy rzut oka. Nawet we wspomnieniach tych co przeżyli wyczytać można, iż społeczności żydowskiej w ich ocenie było w Białymstoku ponad 50 tysięcy. W jednym momencie mogło być ich więcej jak masowo opuszczali miasto mieszkańcy gdy stało się czescią białoruskiej srr.

G
G
W dniu 23.04.2016 o 14:12, Gość napisał:

Dodam tylko, iż takim danym nie ufam bo uważam iż wpsuja się doskonale w nurt "przedsiębiorstwa holocaust".

No pewnie... :)

Wiadomo przecież, że Żydzi napisali Sefer Bialystok wyłacznie po to by wyprowadzić w pole wszystkich Polaków a ich fotografie i teksty to nie są żadne źródła tylko prowokacje antykatolickie...

Podobnie archiwa NKWD, SS, GG i całe Bundesarchive i Gostarchiw nie zawieraja dokumentów źródłowych ale sprytnie spreparowany fałsz, który należy przemycić do polskich móżdźków...niech sobie pomyślą.

 

Polacy powinni uznawać za źródła naukowe tylko te dokumenty, które są opieczętowane pieczęcią oeneru zatwierdzoną przez polski instytut policji historycznej. Ten proceder jest dzisiaj bardziej realny niż kiedykolwiek...

G
Gość
W dniu 23.04.2016 o 13:29, Gość napisał:

I to źródło ma być bardziej wiarygodne niż Polskie spisy?

Dodam tylko, iż takim danym nie ufam bo uważam iż wpsuja się doskonale w nurt "przedsiębiorstwa holocaust".
G
Gość

I to źródło ma być bardziej wiarygodne niż Polskie spisy?

G
G
W dniu 23.04.2016 o 06:20, Gość napisał:

Należy zauważyć iż nawet getto białostockie nie miało tylu mieszkańców,a przebywało w nim ponad 40 tyś.osób z Białegostoku i okolic. Trudno więc przyjąć dane, iż w 39 było 80 procent Żydów w mieście.

 

Zanim powstało Getto żydowskie w Białymstoku wielu Żydów wyjechało z Białegostoku w latach 1929-1941...Bogatsi mieli wiedzę co się dzieje w okupowanej Polsce toteż wyjeżdżali bardzo intensywnie.

 

Co do historii żydowskiego Białegostoku polecam, moim zdaniem, najlepsze (chociaż nie zawsze wiarygodne) źródło:

The Bialystoker Memorial Book - Der Bialystoker Yizkor Buch, the Bialystoker Center, New York 1982

 I notkę odnośnie ilości Żydów w Białymstoku

Shortly before 1914, 80% of Bialystok’s inhabitants were Jews. Virtually its entire economic and social infrastructure was in Jewish hands. By 1939, just before the Nazi invasion of Poland, 100,000 people lived in Bialystok, 60,000 of them Jews.

G
Gość

Należy zauważyć iż nawet getto białostockie nie miało tylu mieszkańców,a przebywało w nim ponad 40 tyś.osób z Białegostoku i okolic. Trudno więc przyjąć dane, iż w 39 było 80 procent Żydów w mieście.

G
G
W dniu 22.04.2016 o 20:03, Gość napisał:

Zaś przed wojną w roku 1939 na 107 tysięcy mieszkańców Białegostoku aż ok 80 tysięcy stanowili Żydzi (o czym jest napisane nawet w Wiki). W Wiki podają 42 procent. Inne statystyki pokazują mniej.

Przedmiotowe badania autorów NIEOPARTE wyłącznie na polskich spisach powszechnych raczej oscylują wokół 80 tysięcy Żydów zamieszkujących Białystok w roku 1939. Natomiast oficjalne polskie statystyki państwowe wykazują od zakończenia IWW tendencję malejącą i wg nich w roku 1939 tylko 45 procent mieszkańców Białegostoku było Żydami. Jednak nie jest to szacunek prawidłowy, gdyż np. wyznawca religii mojżeszowej, który zadeklarował narodowość polską, oficjalnie wg administracji państwowej Żydem nie był a przecież wiadomo było , że był starozakonnym. Po prostu dzięki polityce narodowościowej IIRP Polakiem być się opłacało (podatki, dostęp do studiowania, zawodowej służby wojskowej etc) więc Żydzi deklarowali swoją polskość pozostając dalej Żydami. Podobnie zresztą reagowali Białorusini spod Bielska, którzy zasiedlali Białystok w międzywojniu...

G
Gość

Zaś przed wojną w roku 1939 na 107 tysięcy mieszkańców Białegostoku aż ok 80 tysięcy stanowili Żydzi (o czym jest napisane nawet w Wiki). W Wiki podają 42 procent. Inne statystyki pokazują mniej.

G
G
W dniu 22.04.2016 o 14:54, Gość napisał:

Dlaczego miasto Białystok dzisiaj jest pustynią kulturowo-obyczajową?    

...Gdyż Białystok ma NAGLE zerwaną ciągłość kulturową z powodu zagłady Żydów. O tym , że w Białymstoku w roku 1939 było prawie 100 bóżnic żydowskich mało kto wie a ten kto wie zupełnie nie wie co to wówczas dla miasta znaczyło. Kultura obecna Białegostoku to subkultura blokowisk, gdzie egzystuje już 3-4 pokolenie blokersów z wykształconymi już trwale cechami osobowościowymi wpisującymi się WYŁACZNIE w typ agresji przeciwko wszystkim i wszystkim lub - w znacznie mniejszej ilości - w typ kultywowania tzw. wielokulturowości folderowej. I jedno i drugie jest piaskiem na owej pustyni, który niczym się nie odróżnia od innego (w innym miescie).

G
G
W dniu 22.04.2016 o 14:50, Gość napisał:

Następny smaczek: "przejmując żydowskie domy, place, fabryki i fabryczki, sklepy - w ruinie wojennej lub w całkiem niezłym stanie"Zacytuję więc książkę Kąckiego:"Nie pamięta szczegółów, bo gruz był wszędzie, Białystok po wojnie, zwłaszcza w centrum, wyglądał jak las gołych kominów" Nikt nie neguje dawnych mieszkańców tylko obecnym nie można przyprawiać gęby.   

Zniszczenia BIałegostoku w roku 1944 były rzeczywiście wielkie o czym jest napisane w JEDYNEJ książce na ten temat napisanej w ZSRS. Jewgienij Jelisiejew "Na kierunku białostockim" (są polskie wydania). Ale:

ów "las kominów" też był do wzięcia przez okoliczne podbiałostockie chłopstwo, gdyż chodziło o działkę ziemi...Zresztą odbudowa miasta wkrótce szybko ruszyła przy wydatnej sowieckiej pomocy jako symbol nowego porządku.

Właśnie obecni mieszkańcy sami sobie tę "gębę" przyprawili, gdyż co najmniej w 80 procentach są PRZYPADKOWYMI przybyszami do miasta, którego historii nie tworzyli, ba - nawet nie mają o niej średniego pojęcia.

G
G
W dniu 22.04.2016 o 14:41, Gość napisał:

"dzisiejszy Białystok pozbawiony został w czasie czterech lat okupacji niemieckiej OSIEMDZIESIĘCIU procent swoich obywateli"To się nazywa nadinterpretacja i wyciąganie wniosków na podstawie tego typu książek.Na przełomie 1918 i 1919 roku grupa żydowskich mieszkańców Białegostoku wystąpiła z żądaniem utworzenia wolnego miasta.Na mocy decyzji z 10 maja 1919 roku obszar miasta powiększono poprzez przyłączenie okolicznych wiosek i letnisk, zamieszkałych w przeważającej większości przez Polaków.Powstał w ten sposób tzw. wielki Białystok, w którym Polakom udało się wygrać wybory do pierwszej rady miejskiej przy bojkocie wyborów przez środowiska żydowskiej. W czasie wybuchu II wojny światowej stanowili oni około 38% mieszkańców.    

Typ książek posiadam rozmaity...

Wg Spisu Wszechrosyjskiego z roku 1897 (uważanego za wiarygodny) w mieście Białystok 65 procent stanowili Żydzi...

Wspomniany zabieg poszerzenia powierzchni miasta Białystok polegał na włączeniu wsi WYŁACZNIE katolickich co miało na celu uzyskanie polskiej większości nie tylko w samorządzie białostockim ale również w pierwszych wyborach do Sejmu...Inaczej miasto Białystok miałoby żydowskiego burmistrza czy prezydenta oraz posłów WYŁĄCZNIE żydowskich...Zaś przed wojną w roku 1939 na 107 tysięcy mieszkańców Białegostoku aż ok 80 tysięcy stanowili Żydzi (o czym jest napisane nawet w Wiki). Natomiast rząd RP w ramach prowadzenia polityki inkorporacyjnej (narodowości) stosował specyficzne nazewnictwo np. "Polacy wyznania mojżeszowego" co rzeczywiście skutkowało zmniejszeniem ilości Żydów ortodoksyjnych w Białymstoku ale zgodne z prawda nie było.

G
Gość

Dlaczego miasto Białystok dzisiaj jest pustynią kulturowo-obyczajową? No nie wiem może mocodawcy instytucji kulturalnych odpowiedzą, trochę już tu rządzą. Jest i opera i stadion i teatr i grafik wypełniony po brzegi, tyle że.........

 
G
Gość

Następny smaczek: "przejmując żydowskie domy, place, fabryki i fabryczki, sklepy - w ruinie wojennej lub w całkiem niezłym stanie"

Zacytuję więc książkę Kąckiego:

"Nie pamięta szczegółów, bo gruz był wszędzie, Białystok po wojnie, zwłaszcza w centrum, wyglądał jak las gołych kominów"

 

Nikt nie neguje dawnych mieszkańców tylko obecnym nie można przyprawiać gęby.

 
G
Gość

"dzisiejszy Białystok pozbawiony został w czasie czterech lat okupacji niemieckiej OSIEMDZIESIĘCIU procent swoich obywateli"

To się nazywa nadinterpretacja i wyciąganie wniosków na podstawie tego typu książek.

Na przełomie 1918 i 1919 roku grupa żydowskich mieszkańców Białegostoku wystąpiła z żądaniem utworzenia wolnego miasta.

Na mocy decyzji z 10 maja 1919 roku obszar miasta powiększono poprzez przyłączenie okolicznych wiosek i letnisk, zamieszkałych w przeważającej większości przez Polaków.

Powstał w ten sposób tzw. wielki Białystok, w którym Polakom udało się wygrać wybory do pierwszej rady miejskiej przy bojkocie wyborów przez środowiska żydowskiej. W czasie wybuchu II wojny światowej stanowili oni około 38% mieszkańców.
 
 
Dodaj ogłoszenie