Bezrobotny za

    Bezrobotny za "Jointa"

    Urszula Dąbrowska udabrowska@poranny.pl

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Janusz Paliwoda i jego książka

    Janusz Paliwoda i jego książka ©Jan Malec

    Janusz Paliwoda, z profesji polonista, z zamiłowania pisarz, pożegnał się z pracą w gimnazjum w Wasilkowie. Powód? Napisał książkę "Joint". - Jest zbyt wulgarna. Nauczyciel nie powinien tak pisać - argumentuje swoją decyzję Barbara Borkowska, dyrektor gimnazjum.
    Janusz Paliwoda i jego książka

    Janusz Paliwoda i jego książka ©Jan Malec

    Janusz Paliwoda przepracował w wasilkowskim gimnazjum jeden dzień, wtorek. Miał być zatrudniony na zastępstwo, na kilka miesięcy. Jednak jeszcze we wtorek po południu kilku zbulwersowanych nauczycieli ze szkoły przyniosło dyrektorce wydrukowane z Internetu fragmenty powieści "Joint" pióra jej przyszłego pracownika.

    Rozmowa pełna emocji

    - Przeczytałam książkę w środę rano. I przyznam, że rozmawiałam z panem Paliwodą pod wypływem emocji, które we mnie ta powieść wywołała.
    Jest obsceniczna, strasznie wulgarna, nie znalazłam w niej ani jednego pozytywu. Powiedziałam, że nie zawrę z nim umowy właśnie z powodu tej książki. Jeżeli ktoś pisze w ten sposób, może być demoralizującym przykładem dla młodzieży. To nieetyczne, to jakby podwójna moralność - uważa dyrektor Borkowska. - Decyzję podjęłam szybko, mając na uwadze głównie dobro uczniów. Sądzę, że słuszną. Już po fakcie odezwali się rodzice. Też mieli obiekcje, by ich dzieci uczył ten nauczyciel.

    To fikcja literacka

    Janusz Paliwoda jest w szoku. Pracował już wcześniej, w 2001 roku w tej szkole przez osiem miesięcy (też na zastępstwo). Nie było do niego jako do nauczyciela żadnych zastrzeżeń.
    - Chyba tylko w tym kraju nauczyciel może wylecieć z pracy dlatego, że napisał książkę - ciągle jeszcze się dziwi. - Wydaje mi się, że to jakieś podstawowe niezrozumienie pojęć i istoty literatury. To nie ja się posługuję takim wulgarnym językiem, tylko moi bohaterowie. Czy ktoś słyszał, żebym zachowywał się w sposób ordynarny, odzywał się niekulturalnie? To jest fikcja literacka. Nie ma tu słowa o wasilkowskim gimnazjum.
    Ma żal, że nikt nie zapytał go wprost o tę książkę, dlaczego taka jest, po co powstała. - Rzeczywistość szkolna tam przedstawiona jest przerysowana. To szkolny horror, dobrze, że nieprawdziwy. Ale przecież ciągle mamy doniesienia o tym, co uczniowie wyrabiają w szkole, tamę przerwała sprawa toruńska. Napisałem tę książkę jako przestrogę i protest. Chciałem, żeby była bulwersująca i żeby wywołała dyskusję o szkole w Polsce, bo dzieje się w niej coraz gorzej. Najłatwiej jest zakneblować komuś usta i udawać, że wszystko jest OK.

    Popularna, wulgarna książka

    OPINIA


    Zofia Trancygier-Koczuk, podlaski kurator oświaty:
    Nauczyciela ocenia się przede wszystkim po tym, jaki ma stosunek do swoich obowiązków, jakim jest dydaktykiem i wychowawcą. Ale patrzy się też na to, co robi poza szkołą. Jeżeli pisze książki, podpisuje się pod nimi swoim nazwiskiem, to ponosi za nie odpowiedzialność. Skończyły się już czasy cenzury. W księgarniach można dostać różne książki. Bardziej patrzyłabym na to, jakim jest nauczycielem, jak oceniają go uczniowie i rodzice. To jest miara jego profesjonalizmu. Jeżeli w swojej powieści nikogo nie dotknął osobiście, to nie zrobił nic nagannego. Z książką można najwyżej polemizować, krytykować. Jednak dyrektor nie naruszyła prawa, to ona decyduje o polityce kadrowej w palcówce i dobiera sobie zespół, z którym chce pracować.



    Powieść, mimo że od krytyki zebrała cięgi, w gimnazjum jest bardzo popularna. W księgarni rozeszła się błyskawicznie. Paliwoda rozdawał w szkole autografy. Przeczytali ją chyba wszyscy uczniowie.
    - Jak poszła fama, że to o naszej szkole, to wszyscy chcieli ją czytać - mówią Ania i Ola z II klasy gimnazjum. - Naszym zdaniem jest zbyt wulgarna i w bardzo złym świetle pokazuje dziewczęta. W naszej szkole tak nie jest.
    Przyznają, że Paliwoda był dobrym nauczycielem: - Dużo poezji braliśmy, ciekawie opowiadał.
    - To jest wulgarna książka? - zdziwił się Tomek z I klasy. - To proszę sobie przeczytać w Internecie blogi gimnazjalistów.
    Janusz Paliwoda uważa, że to właśnie uczniowie podeszli do jego skandalizującej powieści najrozsądniej. Przychodzili, pytali, czy to o nich, dlaczego pełno w niej okropieństw. Odpowiadał, ale chciał jeszcze zorganizować na ten temat spotkanie, żeby wszystko wyjaśnić.
    - Teraz być może takie spotkanie byłoby jeszcze bardziej potrzebne. Należą się uczniom wyjaśnienia, skąd ta książka i dlaczego nie będę już z nimi pracował - dodaje.

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Poranny.pl poleca

    Wideo