IMPREZY
    BIAŁYSTOK

    Tak się bawi Białystok!

    Rozwiń
    IMPREZY
    Zwiń

    Tak się bawi Białystok!

    Białostoczanie wiedzą jak się bawić. Oto ostatnie gorące imprezy

    Basia Trzetrzelewska: W Opolu mnie wycięto

    Basia Trzetrzelewska: W Opolu mnie wycięto

    Jerzy Doroszkiewicz

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    zaśpiewa w Białymstoku na Rynku Kościuszki w sobotę, 25 czerwca o godz. 21

    zaśpiewa w Białymstoku na Rynku Kościuszki w sobotę, 25 czerwca o godz. 21 ©Mat. organizatora koncertu

    Mój głos i mój wygląd w świecie nie kojarzy się nikomu z niczym szczególnym - mówi Basia Trzetrzelewska. Już byłam i Brazylijką, i Skandynawką, dlatego postanowiłam zadbać o polskie akcenty w swoich piosenkach. I teraz wszyscy wiedzą, że jestem Polką. I tak ma być.
    zaśpiewa w Białymstoku na Rynku Kościuszki w sobotę, 25 czerwca o godz. 21

    zaśpiewa w Białymstoku na Rynku Kościuszki w sobotę, 25 czerwca o godz. 21 ©Mat. organizatora koncertu

    Kurier Poranny: Białystok już się szykuje na wielki koncert Basi Trzetrzelewskiej

    Basia Trzetrzelewska: Bardzo się cieszę, że przyjadę do Białegostoku. Nigdy u was nie byłam, a podobno ród Trzetrzelewskich pochodzi właśnie z okolic Białegostoku. Jestem podniecona jedynie tym koncertem na tej trasie - może się poczuję jak w domu? Nawet będę chciała zapytać ze sceny, czy są jacyś Trzetrzelewscy na widowni.
    Podobno jest w Podlaskiem kilka osób z tym nazwiskiem i to jest jedyna nasza rodzina, która mieszka w Polsce. Nigdzie więcej nie spotkałam nikogo o naszym nazwisku, a podobno w okolicach Białegostoku są ludzie ze mną spokrewnieni.


    - Wystąpiła Pani w finale X Factor z młodziutką Adą Szulc. Czy takie programy w ogóle mają sens?
    - Te programy są bardzo pożyteczne. Wielu z tych piosenkarzy, którzy mają zadatki na dużo więcej w przyszłości nie miałoby szansy być zauważonymi. To możliwość, żeby się pokazać i może im pomóc się rozwinąć. Nawet mi się to podoba, jest wprawdzie zawsze niezdrowe zainteresowanie tymi osobami, które może być uciążliwe. Niektórzy poddają się nawet po wygranym programie, nagrywają bardzo szybko jakąś płytę i znikają, mają dosyć. Ale ci, którzy są prawdziwymi talentami, a zwłaszcza sami piszą piosenki, i są poważnie nastawieni - przetrwają i jest już kilka takich osób, które utrzymały się i w Polsce i w Stanach i w Anglii. A poza tym to jest niesamowita rozrywka dla publiczności. We wszystkich krajach X Factor czy Pop Idol były niezwykle popularne. To zabawa dla wszystkich i nie powinniśmy jej zbyt poważnie traktować. Ale jest to jakaś możliwość wypłynięcia na szersze wody dla młodych ludzi..

    - Pani, żeby wypłynąć, musiała zdobyć paszport.
    - Ja nie wyjechałam za granicę, żeby zrobić karierę muzyczną. Myślałam, że po wyjeździe z kraju słuch o mnie kompletnie zaginie. Próbowałam w Polsce śpiewać, ale z niewielkim powodzeniem.

    - No jak to? Alibabki, z którymi Pani występowała, nagrywały z największymi gwiazdami, miały własne płyty.
    - Faktycznie - nawet w czasie, kiedy ja śpiewałam nagrałyśmy kilka płyt. Po odejściu z zespołu próbowałam wystąpić solowo w Opolu na koncercie debiutów, ale wycięto mnie (śmiech). To było bardzo śmieszne. Słuchałam później relacji w radiu i słyszałam siebie, a w telewizji mnie wycięto. Podobno była jakaś wada techniczna. To się widocznie źle zapowiadało (śmiech) i zrezygnowałam ze śpiewania w Polsce i wyjechałam do Anglii. Będąc Polką i wielką romantyczką zakochałam się w Angliku. On pracował w domu dziecka i ja chciałam pracować razem z nim. Ale okazało się, ze słabo znam angielski, nie mam doświadczenia.

    - Pani i słaby angielski? Nie wierzę.
    - To było w 1981 roku.

    - To jak Pani trafiła do Matt Bianco, zespołu, który ekscytował na początku lat 80. XX wieku całą Europę?
    - Po nieudanych próbach z pracą w domu dziecka, doszłam do wniosku, że moim źródłem utrzymania będzie jednak muzyka. Zaczęłam szukać ogłoszeń w prasie muzycznej. Czasami chciano, żeby nagrać im jakieś demo. I tak robiłam. Nagrywałam coś dosłownie za 10 funtów, niektóre utwory były okropne, ale - pracowałam. Jedno z ogłoszeń pochodziło od Danny'ego White'a. Kiedy go poznałam, nie zaprzyjaźniliśmy się ani nie znaleźliśmy wspólnego języka. Ale potem jeden zespół, drugi, i Danny wylądował w Matt Bianco. Potrzebowali dziewczyny do śpiewania i on mnie pamiętał. Trafiłam do zespołu jako chórzystka, a potem, po odejściu chłopaka, który był z Brazylii, zajęłam jego miejsce.

    - W przeboju "Half a Minute" śpiewa Pani po polsku "pół minuty, pół minuty". Jak Pani to wcisnęła?
    - (śmiech) Ja niczego nie wciskałam. Ta piosenka była napisana przez chłopaków z zespołu, a ja miałam śpiewać tylko chórki, ale nikt nie brzmiał dobrze w partii wokalnej i ja ją nagrałam właśnie z tą wstawką. I zupełnie wbrew oczekiwaniom ta piosenka stała się naszym największym przebojem w Europie, a szczególnie w Niemczech.

    - Niemcy chcieli słuchać piosenki po polsku?
    - Fakt, piosenka zaczyna się słowami "pół minuty", więc pewnie to była zapowiedź tego, co miało się stać w przyszłości. Ja w taki sposób lubię podkreślać moją polskość, małymi akcentami w piosenkach. Zawsze coś wtrącę, żeby ludzie wiedzieli skąd jestem. Mój głos i mój wygląd nie kojarzy się nikomu z niczym szczególnym. Już byłam i Brazylijką, i Skandynawką, dlatego postanowiłam zadbać o polskie akcenty i teraz wszyscy wiedzą, że jestem Polką i tak ma być.

    - Trzeba było wielkiej odwagi, żeby zrezygnować z Matt Bianco i zostać pierwszoplanową Basią?
    - Tak, bardzo! Kiedy z Dannym odeszliśmy z Matt Bianco, myśleliśmy nawet o jakiejś wspólnej nazwie. W końcu zrobiliśmy nagrania, a wytwórnia płytowa powiedziała, że imię Basia brzmi egzotycznie i postanowiła, że będzie je sprzedawać pod moim imieniem.

    - Spodziewała się Pani sukcesu w Stanach Zjednoczonych?
    - Absolutnie, to było kompletne zaskoczenie. Nasza muzyka wydała nam się bardzo europejska, pierwszym krajem, który nas zauważył była Francja, potem Niemcy, Włosi i oczywiście Anglicy. Myśleliśmy, że to już koniec, ale nagle okazało się, że Amerykanie odkryli "Time and Tide". Radiostacje zaczęły grać namiętnie naszą muzykę i zyskiwaliśmy coraz większą popularność. Naprawdę - nikt się tego nie spodziewał. Teraz jeździmy po całych Stanach i wszędzie znajdujemy swoich fanów. Tak samo stało się w Japonii, co było jeszcze większym szokiem.

    - "London, Warsaw, New York"…
    - I Tokio! Okazało się, że jazz i muzyka latynoska świetnie się tam przyjęły, i to jeszcze jeden nasz ulubiony rynek.

    - Tamte płyty to piękne harmonie, latynoskie rytmy i olbrzymia kultura muzyczna. Jak Pani sądzi, czy w 2011 roku debiutując taką muzyką można byłoby odnieść porównywalny sukces?
    - Teraz oczywiście muzyka bardzo się zmieniła, ale za każdym razem jestem zaskoczona, jeśli ktoś nagrywa muzykę w stylu retro. Jak Cee Lo Green, Adele - to muzyka wywodząca się ze starego soulu czy rhythm and bluesa. Wydaje mi się, że jest miejsce na wszystko. Ludzie bardzo szybko nudzą się jednym stylem grania. Ostatnio było dużo mechanicznej muzyki, a kiedy pojawi się ktoś, kto potrafi śpiewać tak jak Adele - wszyscy są zaskoczeni i zaczyna się nowa moda.

    - A jak już bywa Pani w Polsce, to zdarza się rodzinne śpiewanie?
    - Oj tak, tak. U nas wszyscy w domu są bardzo muzykalni, więc kiedy spotykamy się na jakichś przyjęciach czy w dużych grupach, wcześniej czy później dochodzi do śpiewania.

    - A co się śpiewa w Pani rodzinnym Jaworznie?
    - Wszystko - biesiadne piosenki, czasami przyzwoite, czasami nieprzyzwoite, znane, mniej znane, harcerskie. I to nas Polaków, wyróżnia, w Anglii, gdzie mieszkam na stałe, to prawie się nie zdarza.

    - Co jeszcze może się wydarzyć w życiu Basi Trzetrzelewskiej?
    - O rany, sama się zastanawiam. Nie mam jakichś wielkich ambicji do zrobienia czegoś nowego. Jestem szczęśliwa w tym, co robię. Pisaniem muzyki, występowaniem, byciem z ludźmi. Zajmuję się też moją rodziną, moim domem. To życie, które mam, zupełnie mi wystarcza. Mieliśmy kiedyś z Dannym takie plany, żeby zrobić musical i ten pomysł co chwilę wraca. Słowa piosenek, które piszę, mają pewną historię, opowiadają o ludzkim życiu.


    - I znów Basia, jak na płycie koncertowej, wróci na Broadway?

    -Cha cha, no właśnie. Zauważyłam, że jestem bardziej otwarta na wszystko, niż kiedyś. Wtedy interesowały mnie tylko moje płyty. Teraz, jeśli ktoś ma jakiś dziwny pomysł, akceptuję to, bo to są okazje na nowe doświadczenia i jestem chętna.

    - Wspomniała Pani teksty piosenek - czy jest jakaś szczególna, o której opowiedzieli Pani słuchacze?

    - Uważam, że jeżeli będę szczera w swoich tekstach i będę pisała tylko rzeczy, które są prawdziwe, dotyczą mnie, bądź ludzi których znam, będą miały bardzo mocny oddźwięk i wszyscy będą mogli się znaleźć w tych tekstach. Bardzo dawno temu napisałam piosenkę "From Now On" - to była jedna z pierwszych. Nie chciało mi się wierzyć, ile osób z mojego otoczenia pytało czy napisałam o nich. Każdy jakoś znalazł się w jej tekście i odniósł do niego swoje życie. Bardzo rzadko zdarza mi się wymyślać jakieś niestworzone sytuacje.

    - Czyli pisanie piosenek to taki "The Gift" - dar?

    - Tak. Czasami ciężko powiedzieć ludziom rzeczy, które czuję i najfajniejszy sposób pobycia się tych ciężkich uczuć to napisać list albo piosenkę. Oni i tak nigdy się nie zorientują, że to o nich chodzi. Często tak robię. Zwłaszcza na ostatniej płycie "Is That Girl Again" napisałam o kilku osobach i one w mojej głowie były do nich zaadresowane. Nie wiem, czy kiedykolwiek się domyślą, ale to są historie ludzi, których znam.


    - Czy dzisiaj podsunęłaby Pani młodym ludziom, którzy chcą śpiewać, pomysł by wyjechali z granicę, żeby nie skończyć na X Factorze?
    - Świat zupełnie się zmienił i Polska się zrobiła krajem, który jest obserwowany z zainteresowaniem, że to nie jest konieczne. Najważniejszy jest język angielski. To takie współczesne esperanto, jedynym warunkiem zrobienia kariery światowej jest nagranie kilku piosenek po angielsku, żeby to było wszędzie zrozumiałe. Kiedy po powrocie z X Factora włączyłam w Londynie telewizję, Alexandra Burke, która śpiewała w polskim finale, opowiadała o swoim występie w Polsce. Puszczono kawałek jej duetu z Michałem Szpakiem. Anglicy komentowali jego talent, mówili, że zdobył drugie miejsce. Świat zrobił się mały, wszystko jest na You Tube.

    - Dziękuję za rozmowę, czego możemy się spodziewać po występie w Białymstoku?

    - Jestem bardzo podniecona tym przyjazdem i cieszę się, że ktoś już chciał ze mną rozmawiać z tego miasta. Zapraszam wszystkich Czytelników i każdego, kto tylko zechce przyjść na nasz koncert. Tego dnia na pewno będę miała specjalne odczucia, no i może spotkam rodzinę…


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (2) forum.poranny.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Poranny.pl poleca

    Wideo