Awantura o Bojary. Małgorzata Dajnowicz, podlaska konserwator zabytków, w ogniu krytyki (ZDJĘCIA)

Olga Goździewska-Marszałek
Olga Goździewska-Marszałek
"Nie możemy udawać, że wrócimy do dawnych Bojar" - mówi prof. Dajnowicz
"Nie możemy udawać, że wrócimy do dawnych Bojar" - mówi prof. Dajnowicz Piotr Łozowik
Wojewódzka konserwator prof. Małgorzata Dajnowicz uważa, że w zabytkowej części Bojar może stanąć budynek wielkości bloku. Zażarcie broniła swojej racji podczas środowej konferencji w siedzibie urzędu. Zebrani na spotkaniu specjaliści i mieszkańcy dzielnicy krytykują jej decyzję. "Pani popełnia poważny błąd" - twierdzą.

Sprawa budowy bloku na rogu ulic Modlińskiej i Poprzecznej w Białymstoku ciągnie się długie miesiące. Karol Halicki stara się o zgodę na postawienie budynku w zabytkowej części Bojar. Wielokrotnie poprawiał swój projekt i uparcie występował do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Białymstoku z prośbą o uzgodnienie lokalizacji. Cztery razy otrzymał odmowę, ale jego ostatni wniosek spotkał się z akceptacją.

"Nie możemy udawać, że wrócimy do dawnych Bojar"

- Stoimy przed pytaniem w jakim kierunku ma się rozwijać miasto. W mojej ocenie nowe inwestycje, niekoniecznie bloki, są nieuniknione. Jest pusta działka, na której może być inwestycja. Nie odtworzymy Bojar z dziewiętnastego wieku, chrońmy tylko to co pozostało. Nie możemy też udawać, że wrócimy do dawnych Bojar - mówiła wojewódzka konserwator zabytków prof. Małgorzata Dajnowicz podczas konferencji, którą zwołała 11 sierpnia w siedzibie urzędu. Tłumaczyła zebranym dlaczego postanowiła, że budynek (w rzeczywistości blok zaproponowany przez Halickiego) mógłby stanąć na Bojarach.

- Rola konserwatora zabytków ogranicza się do uzgodnienia lokalizacji. To była bardzo trudna decyzja. Dylematem od samego początku było to czy możemy się odwoływać do planu zagospodarowania przestrzennego czy nie. Okazało się, że możemy, ale tylko w dwóch punktach, dotyczących wielkości bryły i jej wysokości. Biorąc to pod uwagę, inwestycja może powstać. Nie zabieram stanowiska w sprawie funkcji czy ostatecznego wyglądu budynku. To melodia przyszłości. Uzgodnienie lokalizacji będzie jeszcze procedowane w radzie miejskiej. I to rada miejska podejmie decyzję, w postaci uchwały czy ten obiekt na działce na Bojarach może powstać - podkreśla prof. Małgorzata Dajnowicz.

Nie bez znaczenia jest fakt, że inwestor starając się o uzgodnienie lokalizacji, wykorzystał zapisy przyjętej w 2018 roku specustawy mieszkaniowej, która pozwala na ominięcie nawet najbardziej rygorystycznych zapisów planistycznych. Prof. Dajnowicz musiała wziąć to pod uwagę.

Miejscy urzędnicy, część mieszkańców Bojar i przedstawiciele Towarzystwa Opieki nad Zabytkami krytykują decyzję konserwator. Przeciwny jej postanowieniu jest też wiceprezydent Białegostoku.

- Jeśli dziś zaczniemy obudowywać zabytkowe obiekty blokami, to szybko stracimy Bojary. Taka inwestycja zrealizowana w oparciu o specustawę, przy akceptacji wojewódzkiej konserwator zabytków, zapoczątkowałaby z pewnością kolejne podobne działania - obawia się Adam Musiuk, wiceprezydent Białegostoku - Co ważne, plan zagospodarowania wyraźnie wskazuje jakie obiekty mogą powstać w tym miejscu. Nigdzie nie ma mowy o czterokondygnacyjnym budynku - podkreśla.

Szefowa miejskiego departamentu urbanistyki Agnieszka Rzosińska zaznacza, że działkę obejmuje miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego i nie można pomijać jego zapisów.

- Wbrew zapewnieniom konserwator, planowana inwestycja jest niezgodna z rygorystycznymi zapisami planu, bo tylko jeden z wzorników dopuszcza na Bojarach budowę 13-metrowych budynków, ale nie dotyczy on spornej działki. Tam maksymalna wysokość zabudowy nie przekracza 8,4 metra - zaznaczyła Rzosińska, szefowa białostockiego departamentu urbanistyki.

Obrońcy Bojar kręcili głowami z niedowierzaniem

Prof. Dajnowicz przy wsparciu swojego radcy prawnego uparcie przekonywała zebranych, że w swoim postanowieniu odniosła się jedynie do ogólnych parametrów planowanego budynku, które w jej opinii nie łamią zapisów planu zagospodarowania. Jednocześnie "obrońcy Bojar" nie potrafili przekonać konserwator do swoich racji. Denerwowali się i wielokrotnie przerywali jej, kiedy argumentowała postanowienie. Niektórzy nawet prychali pogardliwie i kręcili głową z niedowierzaniem.

- Zaskoczyła mnie ostatnia decyzja pani konserwator. Popełnia poważny błąd. Są różne plotki dlaczego nastąpiła nagła zmiana w postrzeganiu sprawy przez panią konserwator. Cóż, możemy się tylko domyślać co się stało. I mamy nadzieję, że uda nam się ją przekonać do zmiany stanowiska. Decyzja, którą wydała konserwator jest nieuczciwa, niezgodna z prawem. Jest przejawem braku szacunku do ludzi, którzy stworzyli nasze Bojary. Ja sam jestem mieszkańcem Bojar, urodziłem się tam. Mieszkańcy na czele z radnym Klimaszewskim zadają sobie pytanie: Dlaczego tak się dzieje? - pytał zdenerwowany Zbigniew Łopianecki, mieszkaniec Bojar i były radny Białegostoku.

Przyszedł przed siedzibę wojewódzkiego konserwatora wraz z innymi mieszkańcami. Ale tylko on mógł wejść na konferencję. Pozostałe osoby nie zostały wpuszczone do budynku mimo że chciały wziąć udział w dyskusji o przyszłości Bojar.

Przypomnijmy, że pierwotnie inwestor Karol Halicki zakładał powstanie pięciu kondygnacji nadziemnych oraz maksymalną zabudowę terenu (47,51 procent) na Bojarach. Projekt zaakceptowany przez konserwator przewiduje jednak budowę niższego budynku, a dokładnie czterech kondygnacji naziemnych. Ma też zająć mniej miejsca, bo 39,83 proc. obszaru działki.

Z pozytywnej opinii profesor Dajnowicz dot. lokalizacji Halicki bardzo się ucieszył. Liczy na to, że po wakacjach dostanie zgodę na budowę. Jesienią koncepcja inwestycji ma trafić na obrady Miejskiej Komisji Urbanistyczno-Architektonicznej. To radni ostatecznie zdecydują o tym czy na Bojarach stanie blok.

Wideo

Materiał oryginalny: Awantura o Bojary. Małgorzata Dajnowicz, podlaska konserwator zabytków, w ogniu krytyki (ZDJĘCIA) - Gazeta Współczesna

Komentarze 11

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
Winc.
Kilku mieszkańców Bojar chcąc mieć wiejski widok za oknami swoich betonowych willi terroryzuje pozostałych właścicieli . Brawo Pani Profesor.
n
normalna
pycha kroczy przed upadkiem
s
stein
jaki czlowiek taki konserwator. Najwyzszy czas na zmiany .
G
Gość
Ta kobieta wyglądała jakby była czymś naćpana podać tego wywiadu. No chyba że jest naturalnie tak zaburzona.
G
Gość
Zwolnić konserwatora
H
Henryk
Jeżeli pani profesor uważa, że

"...Rola konserwatora zabytków ogranicza się do uzgodnienia lokalizacji...."

to myślę, że lepiej dla naszego regionu byłoby gdyby zajęła się czymś innym
G
Gość
12 sierpnia, 06:20, Stefan Kłos:

Nie żebym coś sugerował ale różnica 8 a 13 metrów to prawdopodobnie 2 piętra po 5000 zł za m2. Czyli pewnie z 1000 000 zł różnicy to co koniaczek?

Możesz podać swoich nauczycieli do sądu. Za to, że nie nauczyli liczyć ani czytać ze zrozumieniem.

" inwestor Karol Halicki zakładał powstanie pięciu kondygnacji nadziemnych oraz maksymalną zabudowę terenu (47,51 procent) na Bojarach. Projekt zaakceptowany przez konserwator przewiduje jednak budowę niższego budynku, a dokładnie czterech kondygnacji naziemnych. Ma też zająć mniej miejsca, bo 39,83 proc. obszaru działki. "

Pomysł na pozostawienie Bojar jako skansenu, powstał w latach 70-tych. Od tego czasu wszystko się zmieniło a ze "skansenu" pozostały tylko łakome kąski, które rożni decydenci-obrońcy, pewnie obiecali właściwym inwestorom i teraz robią wszystko by obietnic dotrzymać. Przecież ta cala zabudowa otaczająca sporną działkę to nie jest samowola budowlana, to wszystko powstało zgodnie z prawem.

Obrońcy-amatorzy chcą by było jak na rodzinnej wsi, dlatego chcą by za oknem nowego mieszkania mieć widok wsi.

S
Stefan Kłos
Nie żebym coś sugerował ale różnica 8 a 13 metrów to prawdopodobnie 2 piętra po 5000 zł za m2. Czyli pewnie z 1000 000 zł różnicy to co koniaczek?
G
Gość
Pani profesor konserwator tym razem po złej stronie stanęła i co najgorsze tego nie widzi.
G
Gość
Czy to nie można budować apartamentów np. w Sokółce?
T
Tomasz
Konserwator do wymiany !!!

Za błędne decyzje należy ponieść konsekwencje.
Dodaj ogłoszenie