Augustis, fotograf Białegostoku. Żył tutaj tylko osiem lat

Alicja Zielińska [email protected]
Krysia (moja siostra), Gienia Augustis i ja w czapkach żołnierskich  w 1944 r.
Krysia (moja siostra), Gienia Augustis i ja w czapkach żołnierskich w 1944 r.
Przyjechał do Białegostoku w 1932 roku z Nowosybirska. Jego rodzice byli potomkami zesłańców z 1863 roku. W 1940 roku historia zatacza koło, NKWD zsyła go znowu na Syberię. Tragiczne dzieje fotografa Bolesława Augustisa, w 75 rocznicę deportacji Polaków, przypomina Danuta Dawdo.

Przyjaźniłam się Gienią Augustis, ale nie wiedziałam, że jej rodzeństwo zostało wywiezione na Syberię, a ojca aresztowało NKWD. Co więcej, że Bolesław Augustis pracował w zakładzie fotograficznym mego ojca. Spotkałyśmy się dopiero pół wieku później, jako starsze panie. I to dzięki zupełnie szczęśliwemu zbiegowi okoliczności - opowiada pani Danuta.

W 2004 roku zdarzyło się coś niezwykłego zupełnie. W opuszczonej szopie przy ul. Bema dwaj chłopcy znaleźli kilkaset negatywów. Zanieśli je do Gazety Wyborczej. Kiedy zajął się nimi fachowo fotoreporter Grzegorz Dąbrowski, okazało się, że są bezcenne. Z klisz wyłonił się przedwojenny Białystok. Setki wspaniałych portretów i zdjęć sytuacyjnych mieszkańców oraz ważne wydarzenia w dziejach miasta. A wszystkie te fotografie pochodzą z lat 1935 - 1939, Wykonał je Bolesław Augustis. Kiedy zdjęcia zaczęły się ukazywać w gazecie, do redakcji zgłosiła się siostra Bolesława Augustisa, Eugenia Senderacka. Dalej wydarzenia potoczyła się w iście filmowym tempie. W starszej pani na fotografii Danuta Dawdo rozpoznała swoją przyjaciółkę z młodości. Dawne koleżanki miały sobie wiele do opowiedzenia, nie widziały się wszak 60 lat, i nawet nie spodziewały się, jak wiele je łączyło.

- Poznałam Gienię, gdy mieszkała sama z mamą przy ul. Bema - opowiada pani Danuta. - My mieliśmy dom przy Wołodyjowskiego. Była okupacja niemiecka. Często się odwiedzałyśmy, byłam przekonana, że jest jedynaczką. Dopiero jak zostały odnalezione te filmy po 60 latach i spotkałyśmy się, to Gienia wszystko opowiedziała.

Rodzina Augustisów przyjechała do Białegostoku 6 maja 1932 roku z Nowowsybirska. Mieli czworo dzieci, dwóch synów i dwie córki. Byli potomkami polskich zesłańców walczących w powstaniu styczniowym w 1863 roku. Bolesław fotografią zainteresował się jeszcze na zesłaniu, przywiózł robione tam zdjęcia i postanowił pracować w tym fachu dalej. Trafił do zakładu fotograficznego Józefa Neuhüttlera, ojca pani Danuty, przy Rynku Kościuszki. Był pomocnikiem, ale już w 1935 roku usamodzielnił się i otworzył własny nieduży zakład "Polonia Film", najpierw przy ul. Kilińskiego 12, a potem przy Kilińskiego 14. Przychodzili do niego ludzie i robił zdjęcia na zamówienie. Z czasem zaczął wychodzić z aparatem na zewnątrz. Tak powstaje ogromna kolekcja zdjęć.

Kiedy wybucha wojna i do Białegostoku wkraczają Sowieci, nad rodziną Augustisów pojawia się znowu piętno tragedii, której doświadczyli zdawałoby się tak niedawno. Ojciec Bolesława aresztowany jako pierwszy, zostaje osadzony w więzieniu w Mińsku. W kilka miesięcy później NKWD przychodzi po niego i rodzeństwo, zostają wywiezieni na Sybir. Przed deportacją udaje się uchronić tylko Gieni i matce.
Przez wiele lat o Bolesławie Augustisie nic nie było wiadomo. Temat deportacji w PRL-u nie istniał. Sybiracy i ich rodziny bali się o tym mówić.

- Moja znajomość z Gienią urwała się - mówi pani Danuta. - Wyszłyśmy za mąż, zmieniłyśmy nazwiska. Po 60 latach jak się spotkałyśmy, to padłyśmy sobie w ramiona, popłakałyśmy się z radości. A potem razem płakałyśmy nad okrucieństwami wojny. Ja opowiadałam o tym jak mój tatuś był aresztowany przez Sowietów i osadzony w pojedynczej celi, cudem uniknął śmierci. Gienia mówiła o tragicznym losie swojej rodziny. Po ojcu ślad zaginął. Bolesław wywieziony na Syberię zaciągnął się do armii Andersa, przebył z nią cały szlak bojowy. Wylądował w Anglii. Bał się wracać do kraju. Wyemigrował do Nowej Zelandii, gdzie osiadł na stałe i założył rodzinę. Zmarł w maju 1995 roku. Nigdy nie przyjechał do Polski. Rodzeństwo też, Gienia opowiadała, że tylko siostrzeniec odwiedził ją. Wszyscy z Andersem znaleźli się na Zachodzie. I pomyśleć, że Bolesław Augustis, który tak pięknie dokumentował nasze miasto, żył w Białymstoku, w Polsce tylko osiem lat - mówi ze smutkiem pani Danuta. Dobrze, że odnalazły się przynajmniej jego zdjęcia, bo dzięki temu przywrócona została o nim pamięć. A mnie po mojej Gieni, która niestety już nie żyje, zostały zdjęcia z naszych wspólnych przeżyć i zabaw.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Ż
Żyłkoś

I teraz tak ...poznałem kilka lat temu panią Halinę lat ponad 80....rodowita białostoczanka....miała u siebie w domu albumy zdjęć,to co tam zobaczyłem to poezja smaku przedwojenny Białystok,a pani Halina sama przedwojenna...także są jeszcze takie fotki ,że oko bieleje....i poezja smaku....

Dodaj ogłoszenie