ATB. Marek Idzikowski. Elżbieta Chowaniec - Gardenia, czyli dulszczyzna wiecznie żywa (zdjęcia, wideo)

Jerzy Doroszkiewicz
Jerzy Doroszkiewicz

Wideo

Zobacz galerię (30 zdjęć)
Znakomity tekst Elżbiety Chowaniec wyreżyserował Marek Idzikowski. W cztery pokolenia pewnej krakowskiej rodziny w teatrze szkolnym Wydziału Sztuki Lalkarskiej ATB wcieliły się: Zofia Straczycka, Karolina Mazurek, Katarzyna Pilewska, Aleksandra Sapiaska.

Sprowadzona do trzech krzeseł scenografia, niemal statyczne światło, publiczność, którą mogą widzieć aktorki i niemal nagi tekst, jaki napisała Elżbieta Chowaniec. I starczy.

Bo Polska i polska publiczność słowem jest silna. Jedni kochają teatr wizualny, pełen symboli, inni chcieliby usłyszeć historię. "Gardenia" Chowaniec może być i o dziedzicznym alkoholizmie kobiet, i o powtarzalności nie najlepszych życiowych wyborów. Ale też o facetach. Oficerach, którzy za nic mają honor, prostakach, którzy nade wszystko preferują libacje, dziwkarzach i pijakach. Ale nie złodziejach. Bo "Gardenia" to także dowód kobiecej siły, zaradności, nie do końca polskiego zmysłu do handlu. Handlu także dziedziczonego z pokolenia na pokolenie, jako sposobu na lepsze życie w komunie, na dostęp do mitycznych dóbr z Pewexu.

Jest przedwojenna idylla i symbiotyczne życie Żydów i Polaków w mieszczańskim Krakowie, jest hitlerowska okupacja, konspiracja, więzienia i gwałty Niemców na Polkach. Są lata powojenne, kiedy jedni ukrywali się przed bezpieką, by nie zgnić w w więzieniu za walkę z okupantem, inni - korzystając z wojennej zawieruchy - ukrywali się przed własnymi rodzinami, dziećmi, rozpoczynali nowe życie, nie rozliczając się z poprzednim.

Jest powojenna bieda, ciężka praca ponad siły i jest stan wojenny z godziną policyjną. I jest ta upragniona wolność, kiedy prawnuczka głównej bohaterki wreszcie może wyrwać się z Krakowa, wyjechać na studia ( w domyśle do Warszawy), dostać pracę w korporacji, kupić a uczciwie zarobione pieniądze mieszkanie. I jej też potrzebna będzie terapia, bo podobnie jak prababka babce, a babka jej matce, jedna drugiej wkodowywały, że są gorsze. Mimo, że przed- i powojenne pokolenia chlały, to jedyna trzeźwa w tej familii jest zła, bo... nie chce wziąć ślubu z facetem, który dba o porządek i przynosi co niedzielę kwiaty. Pewnie gej - kwituje prababka. Zatem krakowska dulszczyzna górą. Ślub musi być, a kwiaty - oczywiście tylko gardenie.

Cztery pokolenia kobiet grają: Zofia Straczycka, Karolina Mazurek, Katarzyna Pilewska, Aleksandra Sapiaska. Straczycka rozpoczyna ten korowód upiorów i robi to znakomicie. Swoje tajemnice odsłania stopniowo, trupy powoli wypadają z szafy, z trupem esesmana włącznie. A ona musi grać... trzeźwą - dosłownie i w życiu. Nie można oczu oderwać.

Marek Idzikowski skupił się na słowie, inscenizuje właściwie tylko scenę podróży pociągiem z fantastycznie podkreślonym ołówkiem stukotem kół. Za to każda z pozostałych studentek ma swoje świetne momenty. A to zamienia się z dziecka w ofiarę, a to przeistacza z prawnuczki w kobietę, która wie czego chce i jakie ma prawa. Czy dulszczyzna zwycięży? Warto wypatrywać programu szkolnego teatru - a nuż jeszcze będzie można ten spektakl zobaczyć? Warto.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie