Antygona w Nowym Jorku - premiera

Julita Grzywa jgrzywa@poranny.pl tel. 085 748 96 63
W weekend "Antygona w Nowym Jorku" w reżyserii Zbigniewa Lesienia miała premierę w Teatrze Dramatycznym.
W weekend "Antygona w Nowym Jorku" w reżyserii Zbigniewa Lesienia miała premierę w Teatrze Dramatycznym.
Jeden z najważniejszych i najczęściej granych dramatów współczesnych dotarł do Białegostoku.

Mowa o "Antygonie w Nowym Jorku" Janusza Głowackiego. W weekend spektakl w reżyserii Zbigniewa Lesienia miał premierę w Teatrze Dramatycznym.

Reżyser i aktorzy podjęli nie lada wyzwanie. Z jednej strony mieli dużą konkurencję. A z drugiej - duże ułatwienie. Dlaczego? Bo po sztukę sięgało już wielu twórców. Zdobyła ona też liczne nagrody w kraju i za granicą. Wygrała również w ankiecie ogłoszonej przez miesięcznik "Teatr" w kategorii: "Najlepsza sztuka sezonu".

Powroty

Tak więc do dyspozycji był dokonały tekst i zrealizowane już różne pomysły interpretacyjne. Swoistym smaczkiem całego przedsięwzięcia jest fakt, że Zbigniew Lesień już reżyserował ten spektakl. Dwanaście lat wcześniej. Także Ewa Szykulska, która w Białymstoku odtwarza tytułową rolę, grała też już w tej sztuce.

- Decyzja o powrocie do roli Anity po latach była trudna. Ale tekst był tego wart - mówiła jeszcze przed premierą aktorka.

I ona, i reżyser podkreślali, że problemy nad którymi pochylił się Głowacki są bardzo aktualne. Coraz więcej Polaków zasila szeregi bezdomnych w przeróżnych miastach na świecie. Takich ludzi nie brakuje też zresztą w Białymstoku, czy w Warszawie.

Współcześnie uwikłani

"Antygona w Nowym Jorku" jest dramatem, który opowiada o najważniejszych ludzkich sprawach w sposób groteskowy. Nie brakowało więc podczas wieczornej premiery w Teatrze Dramatycznym wybuchów śmiechu. Aktorzy grali bowiem bardzo żywiołowo i przekonywająco. Jeśli ktoś chciał spojrzeć na przedstawienie z głębszej perspektywy i zamyślić się nad kondycją ludzką, też miał taką szansę.

Minimalistyczna scenografia przywodziła na myśl sceny z innego dramatu "Czekając na Godota" Samuela Becketta. To też historia o ludzkim zagubieniu, samotności i czekaniu na cud.

Bo "Antygona w Nowym Jorku" jest opowieścią o potrzebie walki o godne życie i takąż śmierć. Janusz Głowacki przeniósł klasyczne problemy moralno-etyczne z antycznego dramatu Sofoklesa do współczesnego świata. Ale nie są to salony, jak w tragedii antycznej. Miejscem akcji jest parkowa ławka, na której koczują bezdomni.
Mimo że są obdarci z prawie wszystkiego, pozostają im najgłębsze ludzkie potrzeby i tęsknoty. Chcą być kochani, potrzebują bliskości i przyjaźni.

Tytułowa bohaterka - Anita - podobnie jak tragiczna Antygona, pragnie godnie pochować zmarłego przyjaciela. Uważa, że usypanie grobu w parku, w którym wszyscy koczują, będzie czymś lepszym niż pochówek w publicznym, bezimiennym grobie.

Spektakl można będzie zobaczyć na scenie Teatru Dramatycznego jeszcze poniedziałek i wtorek oraz w listopadzie.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
TEŻ

Pani Julicie Grzywie przydałaby się porządna lekcja pisania. Pani nie umie budować prostych zdań! Denerwujące jest to ciągłe powtarzanie "też". Poza tym według mnie ten "tekst" nie przypomina ani rzetelnej recenzji, ani artykułu prasowego. To zbitka jakichś bezsensownych zdań, źle zbudowanych w dodatku - żenada. Wolałam już pana Szerszunowicza. Tym, którzy za nim tęsknią podpowiem gdzie go szukać - w teatrze. Tak proszę państwa - niezbadane są wyroki boskie...

z
zadowolona

Byłam już na tej sztuce i szczerze polecam wszystkim!!!!!! Świetna gra aktorska Ewy Szykulskiej jak i naszych białostockich aktorów. Sztuka o smutnej tematyce, ale też nie pozbawiona zabawnych tekstów i zachowań aktorskich Krzysztofa Ławniczaka . Rewelacja!!!!

J
Jadzia

A ja nie byłam i nie pójdę bo nie wiem czy dana aktoreczka występując przed Białostocką publicznością śledzikuje czy też nie. Jak będzie śledzikowała to przejdę się i obejrzę ten spektakl, niech tam. Dajcie znać jak zaśledzikuje na scenie ok?

a
albowiem
W dniu 27.10.2008 o 08:59, teatroman napisał:

A może coś o spektaklu? O aktorach? Gdzie jest Jerzy Szerszunowicz???!!! Niech on coś napisze, iść czy nie?



fakt, jeśli to ma być recenzja, to albo ktoś ma wypaczone poczucie humoru, albo dział kultury gazety siegnął dna...

czy warto iść? jeśli dla Szykulskiej, to nie. pani Szykulska jest słabiutka, niemal ginie na scenie przy duecie Sokolowski - Ławniczak. Ci panowie dwaj trzymają spektakl. Szykulska ma masę ekspresji, ale jest w tym jakiś zgrzyt. O dno oparł się pan Tyszkiewicz, mylący tekst - występuje epizodycznie, ale wypada beznadziejnie, gorzej nawet niż aktor odtwarzający nieboszczyka siedzącego na ławce.
t
teatroman

A może coś o spektaklu? O aktorach? Gdzie jest Jerzy Szerszunowicz???!!! Niech on coś napisze, iść czy nie?

Dodaj ogłoszenie