Anna Zychowicz wyjeżdża na misje by pomagać ludziom

Agata Sawczenko asawczenko@poranny.pl
Na misji w Afganistanie Anna Zychowicz dużo się nauczyła: i zawodowo, i prywatnie
Na misji w Afganistanie Anna Zychowicz dużo się nauczyła: i zawodowo, i prywatnie Archiwum prywatne
Jest coś takiego we mnie, co zmusza mnie do gnania w nieznane - mówi lekarka Anna Zychowicz. Właśnie wybiera się do Kamerunu. Będzie tam pracowała w szpitalu i bezinteresownie pomagała potrzebującym Afrykańczykom.

Przyzwyczaiłam się już, że moje marzenia się spełniają - uśmiecha się Anna Zychowicz. Jest białostoczanką, w Białymstoku skończyła studia medyczne i zaczęła rezydenturę w szpitalu w klinice chirurgii. - Nie mam w rodzinie żadnych wojskowych, ale zawsze chciałam pojechać na misję wojskową. Na czwartym roku rezydentury pomyślałam, że może już umiem i wiem na tyle dużo, że warto spróbować? - opowiada o jednym z marzeń. Napisała do dowództwa operacyjnego w Warszawie, czy w jakikolwiek sposób mogłaby się przydać w Afganistanie. Odpisali, że tak.

Pojechała. Przez pięć miesięcy przeszła szkołę życia. - Zmienił się mój sposób patrzenia na świat, przewartościowałam sobie bardzo dużo - podkreśla.

Nauczyła się wiele - również zawodowo. - Dużo samodzielności, dużo trudnych sytuacji, bardzo dużo odpowiedzialności - podsumowuje Anna. - Poza tym: fantastyczni, profesjonalni ludzie. Tutaj w Polsce uważa się, że do Afganistanu jedzie się dla pieniędzy. To krzywdzące. Bo to wcale nie do końca prawda.
Z Afganistanu nie wróciła już do Białegostoku. Pojechała do Krakowa, bo tam mieszkał jej mąż, którego poznała właśnie na misji. Przyznaje, że to było - po skończeniu studiów medycznych, zdobyciu zawodu, ciekawej pracy i zagranicznej misji - spełnienie kolejnego marzenia. - Mam najlepszego męża na świecie - uśmiecha się. I opowiada, że razem realizują swoje pasje podróżnicze. Zdobywają szczyty górskie, jeżdżą na wyprawy, poznają świat, no i przeżywają przygody.

- Byłam już kilka razy w Afryce: w Ugandzie, w Kenii, w Tanzanii. To były niskobudżetowe podróże na własną rękę, z plecakiem, nigdy przez biuro podróży - opowiada. Afryka ją fascynuje i zachwyca, mimo biedy, mimo wielkich problemów. - Tam ludzie mają taką totalną radość życia - tłumaczy. Kolejne jej marzenie było związane właśnie z tym kontynentem. - Chciałam pojechać do Afryki, by tam leczyć ludzi - precyzuje Anna.

To marzenie właśnie się spełnia. I to tak trochę przez przypadek.

- Studiowałam razem z Marcinem Bierciem, on został chirurgiem twarzowo-szczękowym. Pracuje w Niemczech. Teraz jesteśmy znajomymi na facebooku. I okazało się, że mamy taką samą pasję - wspinaczkę górską.
Anna z mężem w Internecie opisywali kolejne wyprawy. Marcin zainteresował się ich planami wyjazdu do Ameryki Południowej. A potem oni - jego planami związanymi ze szpitalem w Kamerunie. Wygrała Afryka - Amerykę odłożyli na później.

Bo Marcin Bierć już raz był na charytatywnej misji - przez trzy tygodnie w Kongo pomagał Afrykańczykom odzyskać zdrowie, pływając na statku-szpitalu Mercy Ships (pisaliśmy o tym w kwietniu). Tam poznał lekarza z Kamerunu, który opowiedział mu o szpitalu w jego kraju, gdzie również charytatywnie pomagają lekarze z całego świata. Umówili się, że Marcin tam przyjedzie jeszcze w tym roku.

Szpital Chrzciciela w Mbingo jest chrześcijańską misją w północnym Kamerunie, w Afryce Zachodniej. To szpital wiejski, jednak jeden z najlepszych w Kamerunie. Pacjenci przybywają nie tylko z całego kraju, ale również z okolicznych państw afrykańskich. Mbingo ma 290 łóżek, w tym 130 na chirurgii, sześć sal operacyjnych oraz ambulatorium chirurgiczne. Na co dzień pracuje tam czterech chirurgów i ortopeda. Jednak co roku charytatywnie pomaga im od dwudziestu do trzydziestu odwiedzających lekarzy z całego świata. Marcin i Anna będą jednymi z nich.

- Gdy tylko Marcin mi powiedział, że coś takiego się szykuje, to mi dwa razy nie trzeba było tego powtarzać. Momentalnie, w sekundę podejmuję takie decyzje. Więc już razem zaczęliśmy kombinować, jak to wszystko zorganizować - opowiada Anna. Jadą na dwa tygodnie - wylot już 29 listopada. Mają bilety, zrobili szczepienia, Marcin założył stronę www.indiegogo.com - projekt Cameroon 2014. To ogólnoświatowa strona działająca jak polska strona Polak Potrafi. Zbiera się tam pieniądze na konkretny cel. Tym razem chodzi o 1200 euro na pokrycie kosztów pobytu w Kamerunie.

- Bilety kupiliśmy sami, za wizy też zapłaciliśmy. 1200 euro wystarczy, by zapłacić za nasz pobyt w szpitalu, bo tam nie tylko charytatywnie się pracuje, ale też każdy za siebie sam płaci - tłumaczy Anna. - Marcin chce jeszcze kupić sprzęt do operacji z chirurgii twarzowo-szczękowej i zabrać ze sobą.
Na szczęście ludzie czują, że misja Anny i Marcina jest potrzebna. Na ich koncie uzbierało się już ponad 900 euro.

- Pomagać charytatywnie jadę pierwszy raz - przyznaje Anna. Dlaczego się na to zdecydowała? - Trudno to wytłumaczyć. No cóż… Normalny człowiek tak nie robi - śmieje się. - Ale we mnie jest coś takiego, co mnie zmusza do gnania gdzieś w nieznane. To jest logicznie niewytłumaczalne, dlaczego ja swoje własne pieniądze i oszczędności przeznaczam właśnie na to.

Anna z jednej strony się zastanawia, ale z drugiej - bardzo dobrze wie: to niezwykłe uczucie pomóc człowiekowi, który naprawdę tego potrzebuje. Może to jest właśnie to uczucie, które uzależnia.

- W Polsce nie doceniamy tego, że mamy praktycznie nieograniczony dostęp do lekarzy. Narzekamy na długie kolejki do specjalistów, a w Afryce jest jeden szpital w promieniu kilkuset kilometrów.
Anna przyznaje, że trochę się boi: nie Eboli, bo w Kamerunie Eboli nie ma, ale raczej zarażenia wirusem HIV czy HCV. Podczas operacji wszystko się przecież może zdarzyć. Samej Afryki się nie boi - była już tam przecież kilka razy i przywiozła same pozytywne wspomnienia.

- Ludzie są życzliwi, gdy tak samo ich się traktuje - nie ma wątpliwości.

Rodzina trzyma za nią kciuki - jak zawsze. Rodzice studiują mapy, by sprawdzić, gdzie dokładnie wyrusza ich córka. Czytają, co tylko się da o Kamerunie. Tak zresztą jest za każdym razem. Anna się śmieje, że gdy wybierała się do Afganistanu, jej mama wiedziała więcej o sytuacji w tym kraju niż ona.

- Mama mi kiedyś powiedziała, że postawiła sobie za punkt honoru wychować mnie na osobę, która nie będzie się bała swoich marzeń. I dziś dziwią ją ludzie, którzy pytają, dlaczego mnie puszcza w taką podróż.

- A mąż? Mąż jedzie ze mną - uśmiecha się Anna. - Napisaliśmy, że ma dwie zdrowe ręce i może pomóc w czymkolwiek tylko będzie trzeba. Obiecali więc, że jakaś praca się dla niego znajdzie. A że Marcin jeszcze wygadał, że mój mąż jest pilotem, szykują więc dla niego samolot do przewozu pacjentów.

Czytaj e-wydanie »

Najnowsze informacje dot. koronawirusa

Wideo

Materiał oryginalny:

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3