Andrzej Meyer, wiceprezydent Białegostoku: Nie możemy chodzić i prosić inwestorów

Aneta Boruch
odbiera nominację z rąk Tadeusza Truskolaskiego
odbiera nominację z rąk Tadeusza Truskolaskiego Wojciech Wojtkielewicz
Udostępnij:
Szukamy inwestorów, żeby zagospodarować tereny inwestycyjne? - Nie tyle szukamy, bo to tak wygląda, jakbyśmy tylko chodzili i prosili, żeby ktoś coś kupił. Nie możemy być akwizytorem - mówi Andrzej Meyer, wiceprezydent Białegostoku.

- Jak Panu minął pierwszy tydzień pracy w magistracie?
Andrzej Meyer:
- Normalnie, bez żadnych większych emocji ani problemów. Poznaję ludzi, zagadnienia, którymi będę się zajmował. Rozpoczynam normalną pracę.

- Doświadczenia z poprzedniej pracy w samorządzie są w niej przydatne?
- Wcześniej (w kadencji 1990-1994 - przyp. red.) byłem przewodniczącym komisji finansowo-gospodarczej i rozwoju miasta, która zajmowała się oprócz budżetu również sprawami obrotu nieruchomościami, a także zagospodarowaniem przestrzennym, czyli nawet szerszym spektrum spraw niż teraz się zajmuję. Rzeczywistość bardzo się zmieniła, ale te doświadczenia są przydatne. Przede wszystkim pomagają mi w sposób dość płynny zorientować się w sprawach, jakimi w tej chwili zajmuje się samorząd w dziedzinie gospodarki nieruchomościami.

- Obejmując ten urząd zapewne zrobił Pan podsumowanie dotychczasowej polityki miasta w tym zakresie? Jak Pan ocenia poczynania poprzednika?
- Działania te oceniam pozytywnie i zamierzam je kontynuować, oczywiście dodając do tego własne przemyślenia, nowości, trochę innego spojrzenia na urząd - ponieważ do tej pory nigdy nie byłem urzędnikiem i wiele spraw postrzegam od strony mieszkańca, osoby, która musiała kontaktować się z urzędnikami.

- Co pozytywnego Pana zdaniem zrobił w mieście prezydent Wierzbicki, a gdzie się potknął?
- Na razie jest jeszcze za wcześnie aby to podsumować. Generalnie i ja, i pan prezydent Truskolaski oceniamy jego pracę pozytywnie.

- Jeżeli będzie Pan patrzył na poczynania magistratu od strony mieszkańca, to w ostatniej kadencji widzę co najmniej dwie sprawy, które mocno dotknęły białostoczan: megapodwyżka czynszów komunalnych i pomysł budowy osiedla socjalnego, który wzbudził duże protesty. Co Pan o tym sądzi?
- Według mnie te sprawy nie dotykały mieszkańców w bezpośrednich relacjach urząd-obywatel, były to raczej decyzje z pogranicza cywilno-prawnego. Oczywiście każdy uważa, że powinien dostać mieszkanie jak najtaniej - najlepiej nic za nie nie płacić albo płacić bardzo mało. Niestety, miasto nie ma tylu mieszkań, żeby wszystkim można je było zapewnić. Gmina ma obowiązek zaspokajania potrzeb najuboższych mieszkańców, dlatego muszą być określone kryteria. Uważam, że społeczna sprawiedliwość wymaga, by ludzie, którzy sobie radzą lepiej, nie otrzymywali wszystkiego po bardzo niskiej cenie, musi być ona zbliżona do rynkowej. I podejrzewam, że stąd pierwotnie wynikła podwyżka czynszów.

Natomiast jeśli chodzi o lokale socjalne, to miasto od lat boryka się z problemem osób niepłacących, często borykających się z życiowymi trudnościami. Osoby te powinny jednak gdzieś mieszkać i należy im pomóc. A pomóc możemy tylko zapewniając im mieszkania socjalne, a nie normalne, pełnowartościowe. Osiedle kontenerowe było próbą rozwiązania problemu braku takich lokali przy rosnącej liczbie dłużników.

- Ominęła Pana najbardziej spektakularna transakcja poprzedniej kadencji, czyli sprzedaż placu Inwalidów.
- Myślę że spektakularność tej transakcji polegała przede wszystkim na tym, że rodziła się ona z trudem i było do niej tyle różnych podejść. Ostatnie zakończyło się sukcesem z dużo wyższą niż zakładaliśmy kwotą. Prawdopodobnie nie byłoby to tak głośne wydarzenie, gdyby udało się go sprzedać za pierwszym razem.

- Jej spektakularność polegała na tym, że chodziło o działkę w ścisłym centrum miasta, najbardziej atrakcyjną pod względem inwestycyjnym.
- To prawda, choć jest też druga działka przy ulicy Jurowieckiej i parę innych, spełniających podobne kryteria. Chodzi o rejon ulicy Młynowej, Kijowskiej - są tu niezabudowane tereny, wymagające zainwestowania, by miasto wyglądało nowocześnie.

- Zatem w jakim kierunku powinno iść miasto, jeśli chodzi o tereny inwestycyjne?
- Miasto powinno być wyłącznie właścicielem nieruchomości, które służą zaspokajaniu celów społecznych. Nie powinno funkcjonować jak komercyjny podmiot na rynku handlu nieruchomościami - kupować, sprzedawać, zarabiać. Powinno sprzedawać inwestorom te nieruchomości, które nie są potrzebne na cele społeczne typu: szkoły, przedszkola, czy drogi.

- Zatem szukamy inwestorów, żeby zagospodarować tereny inwestycyjne?
- Nie tyle szukamy, bo to tak wygląda, jakbyśmy tylko chodzili i prosili, żeby ktoś coś kupił. Nie możemy być akwizytorem. Raczej przygotowujemy tereny pod inwestycje i prezentujemy naszą ofertę na różnego rodzaju targach.

- Myślę jednak, że jak nie będziemy szukać, to oni niekoniecznie do nas przyjdą.
- A jak będziemy szukali, to co wtedy z tego wyniknie?

- To ich znajdziemy.
- Ale oni wtedy będą stawiali żądania, będą chcieli kupować tanio i będą stawiali też żądania pozacenowe.

- To postawimy swoje i będziemy negocjować.
- I tak często się dzieje.

- A jak Pana zdaniem powinna wyglądać polityka mieszkaniowa miasta?
- Myślę, że w tej chwili, co wynika z analizy potrzeb, powinna iść raczej w kierunku mieszkań socjalnych o niższym standardzie, takich, które zapewniałyby możliwość realizowania wyroków eksmisyjnych i zapewniały dach nad głową osobom w trudnym położeniu.

- Aby objąć urząd wiceprezydenta musiał Pan zakończyć własną działalność gospodarczą. Nie było żalu?
- Żal oczywiście jest. Zawsze jak coś się kończy, to człowiek żałuje. Zwłaszcza, że w różnych formach działalność gospodarczą prowadziłem od 1979 roku.

- Zapowiadał Pan też, że małżonka zrezygnuje z kierowania II LO dla zachowania standardów etycznych.
- Od dnia dzisiejszego - 1 marca - małżonka nie jest już p.o. dyrektora Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 2.

- To spore poświęcenie z Państwa strony dla tego urzędu.
- Poświęcenie to Pani prawdopodobnie zobaczy, gdy opublikowane zostanie moje oświadczenie majątkowe. Na pewno nie przyszedłem tu by zarobić, raczej by móc zrobić coś dobrego dla miasta.

Czytaj e-wydanie »

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

t
their
Jeste butny bo nie jest gojem.
g
gość
bZDURY PLECIE PAN mEYER ALE MOŻE COŚ DOBREGO Z TEGO WYNIKNIE.nATYCHMIAST ZABRONIĆ tRUSKOLASKIEMU NIEUSTAJĄCEGO ZWIEDZANIA ŚWIATA ZA NASZE PIENIĄDZE.I TAK NIC Z TEGO NIE WYNIKŁO.tYLE ŻE MAŁY TADZIO ZOBACZYŁ KRAJE KTÓRE ZNAŁ TYLKO Z ATLASU
W
Waldek
Dlaczego Pan jest taki butny?
Przejdź na stronę główną Kurier Poranny
Dodaj ogłoszenie