Alfabet podlaskiej Platformy

(nys)
G jak gadżet. Bez wątpienia smartfon minister Barbary Kudryckiej, z którego obwieściła delegatom wyniki sondażu ogólnokrajowego dla Wiadomości. Ku pokrzepieniu serc. Jak u poety: "Miejcie nadzieję, nie tak lichą, marną”
G jak gadżet. Bez wątpienia smartfon minister Barbary Kudryckiej, z którego obwieściła delegatom wyniki sondażu ogólnokrajowego dla Wiadomości. Ku pokrzepieniu serc. Jak u poety: "Miejcie nadzieję, nie tak lichą, marną” Wojciech Wojtkielewicz
P jak parkowanie. Ciekawe sceny rozgrywały się na placu przed budynkiem auli. Niektórzy delegaci parkowali tak, że inni mieli niesamowite problemy, by dosłownie wyswobodzić się z fotela kierowcy.

A jak Arłukowicz Tadeusz. Nieobecność senatora w pierwszym rzędzie partyjnych notabli aż nadto rzucała się w oczy na regionalnej konwencji partii.

B jak Białystok. Dominacja środowiska białostockiego wynikała nie tylko z jego liczebności, ale sposobu, w jakim przejęło kontrolę nad zjazdem i go poprowadziło. Deja vu konwencji miejskiej.

C jak cisza. Dwie minuty milczenia przed rozpoczęciem głosowania. Taka czarna dziura w obradach, którą próbował zasypać wystąpieniem wojewoda.

D jak Damian bez ziemi. W końcu to powiedzenie straciło na znaczeniu, bo Damian Raczkowski nie ubiegał się o reelekcję.

E jak europarlament. Miejsce, do którego zapewne pragnie wrócić prof. Barbara Kudrycka. Co prawda minister tego nie zadeklarowała, ale nowy przewodniczący jednoznacznie zobrazował, co oznacza brak europosła dla regionu. W przyszłym roku ma być łatwiej, bo Białystok odzyskuje od Olsztyna jedynkę na europartyjnej liście. Tylko, czy to wystarczy, by przekonać wyborców?

F jak folder. A w zasadzie jego ostatnia strona. Na górnym zdjęciu Robert Tyszkiewicz z Donaldem Tuskiem, na dolnym Robert Tyszkiewicz z Grzegorzem Schetyną. Antycypacja i asekuracja niemalże doskonała, zwłaszcza w kontekście tego, co wydarzyło się na Dolnym Śląsku.

G jak gadżet. Bez wątpienia smartfon minister Barbary Kudryckiej, z którego obwieściła delegatom wyniki sondażu ogólnokrajowego dla Wiadomości. Ku pokrzepieniu serc. Jak u poety: "Miejcie nadzieję, nie tak lichą, marną"
H jak hymn. Do następnego zjazdu jest wystarczająco dużo czasu, by delegaci podszkolili się ze śpiewania Mazurka Dąbrowskiego. Bo teraz nie za dobrze im poszło. Może jakieś lekcje w operze?. Przy braku postępów przynajmnjej ailbi byłoby doskonałe.

I jak innowacja po podlasku - przyznanie, że przez trzy lata podlaskiej Platformy towarzyszyły konflikty i problemy wewnętrzne. I zero dyskusji nad nimi na zjeździe.

J jak jedynka na liście partyjnej. Po ewentualnym wyborze prof. Kudryckiej do europarlamentu, tylko ten kto zajmie jej miejsce na liście wyborczej do Sejmu może być pewny w 2015 roku mandatu poselskiego. Decydować o tym będzie regionalny lider partii.

K jak król środkowego pola. To porównanie użyte przez Jarosława Dworzańskiego na określenie stylu przywództwa Roberta Tyszkiewicza to kolejny rarytas w skarbnicy powiedzonek marszałka.

L jak liczenie głosów - tym razem, w odróżnieniu od konwencji sprzed trzech lat, Jagiellonia nie grała meczu wyjazdowego. Liczenie poszło jak z nut, bez żadnych niespodzianek.

Ł jak Łomża, czyli oczekiwanie na schedę po minister Kudryckiej po wygranych wyborach do europarlamentu. Zwolnione przez nią miejsce na Wiejskiej przypadnie przedstawicielowi partii z grodu nad Narwią. Nadzieje na takie dowartościowanie jasno zobrazował podczas zjazdu Jacek Piorunek.

M jak Macierewicz Antoni. Nawet podczas podlaskiego zjazdu Platformy nie brakło odniesień do dokonań szefa smoleńskiego zespołu parlamentarnego. A wydawałoby się, że partia ma o wiele ważniejsze problemy w regionie (patrz litera A).

N jak niedziela. Zbyt ładna i ciepła na kilkugodzinne siedzenie w zamkniętym pomieszczeniu. Być może ta atmosfera przełożyła się na to, że dyskusja na zjeździe nie tyle się nie kleiła, co jej w zasadzie nie było. Zwłaszcza delegaci z terenu, mimo zaproszenia do dyskusji ze strony środowiska białostockiego, nie za bardzo się do niej garnęli. Niektórzy sprawiali wrażenia, że myślami są zupełnie, gdzie indziej.

O jak obietnice. Padło ich wiele: transparentne procedury wewnętrzne, kolegialne podejmowanie decyzji, demokratyczną debatę i uszanowanie podmiotowości lokalnych struktur oraz to, co było złe, zostanie zaprawione. Syntezując: niemalże gruba kreska. Czy także dla pierwszej litery w partyjnym alfabecie i jej pochodnych?

P jak parkowanie. Ciekawe sceny rozgrywały się na placu przed budynkiem auli. Niektórzy delegaci parkowali tak, że inni mieli niesamowite problemy, by dosłownie wyswobodzić się z fotela kierowcy.

R jak rozmowy kuluarowe. Co prawda osłodzone frykasami ze zjazdowego bufetu, ale nierzadko z domieszką goryczki.

S jak Suwałki, czyli wystąpienie Bożeny Kamińskiej. Trochę z poselskiego obowiązku, trochę z poczucia regionalizmu, trochę jako zagajenie do dyskusji, której i tak nie było. Taki nieśmiały apel, by Białystok nie zapominał o braciach mniejszych, bo w ostatnich wyborach liczebnie stracił najbardziej.
Śjak ścieżka kariery, czyli reprezentacja na konwencji urzędników różnych szczebli, na które nie wspięliby się, gdyby nie byli jednostkami partyjnymi.

T jak Tyszkiewicz Robert. Od lat sprawuje nadzwyczajną rolę na podlaskiej scenie samorządowo-partyjnej. Teraz dodatkowo wyróżnia ją: objęcie najwyższego stanowiska w regionalnych strukturach partii, trwałość wpływu na innych, możność podejmowania strategicznych decyzji oraz posiadanie zaplecza partyjnego. Z tego punktu widzenia jego wizja przywództwa ujmowana jest już nie tylko w kategoriach osobowościowych, ale pewnego procesu, w którym lider pozyskuje swoich zwolenników, a następnie wpływa na ich zachowanie. Z kolei stronnicy wybierają, akceptują, a następnie legitymizują swojego przywódcę w celu odnalezieniu najlepszej ścieżki do zaproponowanej przez niego nagrody.

U jak umizgi - jak na każdej tego typu imprezie gry pozorowanej było niemało.

V jak Victoria, czyli radość, z jaką jedyny kandydat na fotel przewodniczącego zareagował po odzyskaniu po czterech latach formalnego przywództwa partyjnego w regionie.

W jak wybory - czyli co najmniej obrona w wyborach samorządowych w 2014 roku posiadanego przez Platformę status quo w regionie.

Z jak zagubieni - czyli ci, którzy przed partyjnym maratonem wyborczym mieli nadzieję na coś innego. Teraz nierzadko pytają: jak żyć?

Ż jak Żalek Jacek - choć ciałem i duchem chyba już poza PO, to jego nazwiska nie tyle unosiło się nad mównicą, co z niej padło. I widać, że bardzo ciąży partii jako przysłowiowy wyrzut sumienia. Do tego stopnia, że minister Kudrycka nie omieszkała wymienić go, jako największego (obok Gowina) szkodnika.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie