Alexander Vasukovich w Domu Kultury Śródmieście (zdjęcia)

Jerzy Doroszkiewicz
Jerzy Doroszkiewicz
Alexander Vasukovich w Domu Kultury "Śródmieście" Jerzy Doroszkiewicz
Alexander Vasukovich, fotografując uśmiechnięte twarze, nie przypuszczał ilu z tych ludzi zginie. Podczas wystawy w Moskwie, w obecności kamer rosyjskiej telewizji, przeżył atak na swoje zdjęcia.

Na zrzucie ekranu z facebooka, z którego z ufnością patrzy Ievgen widać mnóstwo komentarzy. Od „Boże, chroń naszych chłopców”, po „Przystojniacy. Nasi bohaterowie”. Jest listopad 2014 roku. Jakieś pół roku wcześniej takie zdjęcia robił Alexander Vasukovich w okolicach miasteczek Popasnaja, Lesiczańsk i Artiomowsk, w ługańskiej obłasti, we wschodniej Ukrainie.

- Kiedy pojechałem tam jako fotoreporter, żołnierze widząc, że mam aparat prosili żebym zrobił im takie zwykłe, pamiątkowe zdjęcia - wspomniał podczas wernisażu w Domu Kultury „Śródmieście” Vasukovich. Nie odmawiał, a po powrocie do Mińska, wysłał elektroniczne wersje e-mailem pod podane przez żołnierzy adresy. Początkowo nie publikowali oni tych zdjęć w portalach społecznościowych. - Czasem nawet żony czy najbliżsi nie wiedzieli, że oni zaciągnęli się do wojska i ruszyli na wojnę z Rosją - wspomina fotograf. Ale po pół roku wszyscy zaczęli chwalić się na facebooku.

- Ludzie cieszyli się, że ich znajomi walczą - opowiada fotograf. W komentarzach przy fotografiach pisali, że żołnierze świetnie wyglądają, są tacy dzielni. Namawiali ich do kontynuowania walki. - Ci, którzy to pisali, czasem w ogóle nie wiedzieli, że część z tych osób już nie żyje - gorzko zauważa Vasukovich. Czasem z jednej fotografii ginęło po kilka osób. - Wydało mi się, że takie chwalenie, zagrzewanie do boju to ogromna lekkomyślność - dodaje fotograf. Niedocenianie wartości ludzkiego życia poruszyło go tak mocno, że postanowił przygotować wystawę, która uzmysłowi internetowym entuzjastom, że wojna to nie zabawa.

Dotarło to do niego, kiedy z adresów na które wysłał zdjęcia zaczęły przychodzić maile wysyłane przez bliskich żołnierzy.

- Kiedy osoba ze zdjęcia znikała, żony wysyłały maile pod wszystkie możliwe adresy, by dowiedzieć się czegoś o ich losie - także do mnie - opowiada fotograf. Zaczęło przychodzić ich tak dużo, że zadał sobie fundamentalne pytanie: Czy tych istnień w ogóle wystarczy? - Jeśli ci ochotnicy byli gotowi do zmian, walczyli o nie, gotowi byli oddać za nie życie i ich zabiją, to któż wtedy będzie kontynuował te przemiany na Ukrainie? -pyta Vasukovich.

Wystawa składa się ze screenów z komentarzami, zestawionych z tymi samymi zdjęciami, gdzie czerwona litera „x” wskazuje, kto zginął i z dołączonymi zrzutami z ekranu map, z zaznaczonymi miejscami śmierci osób uwiecznionych na fotografiach. - Kiedy dowiedziałem się, że zginęli, wypytywałem ludzi, którzy walczyli razem z nimi o miejsca ich śmierci, chciałem uwiecznić je na mapach jak najdokładniej.

Na czynnej do 19 października wystawie można też zobaczyć te same zdjęcia zalane czerwoną farbą i obejrzeć wideo z ataku, jaki miał miejsce w Moskwie. Dziwnym trafem atak zaczął się w chwili, kiedy na wernisażu pojawiła się ekipa rosyjskiej telewizji.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie