A nam śni się Marszałek

Mirosław Miniszewski mminiszewski@poranny.pl tel. 085 748 95 43
Apel Polskiego Stronnictwa Ludowego o rehabilitację Wincentego Witosa zawiera w sobie nieświadomy i niewypowiedziany postulat, abyśmy wreszcie skutecznie pochowali czcigodnego Marszałka i przestali o nim śnić.

Kilka dni temu Stanisław Żelichowski - szef parlamentarnego klubu Polskiego Stronnictwa Ludowego - zwrócił się do Biura Analiz Sejmowych o zbadanie, czy przewrót majowy, dokonany przez Marszałka Józefa Piłsudskiego w 1926 roku, był legalny. Jednocześnie zaznaczył, że ludowcy będą czynić starania o należyte uczczenie ofiar zamachu stanu i wydana przez sejmowe biuro analiza ma im pomóc w przeforsowaniu stosownej uchwały sejmowej.

Polska żyje ciągle legendą wielkiego Marszałka, więc nic dziwnego, że tego typu inicjatywy budzą kontrowersje. Ten akt ma jednak swój wymiar symboliczny - znacznie głębszy niż potrzeba rehabilitacji Wincentego Witosa, o którą w tej sprawie oficjalnie chodzi. To jest jakby nieśmiały symptom potrzeby powrotu do normalności.

Mity II RP

Do mitu II RP nader często odwołuje się Prawo i Sprawiedliwość. Bracia Kaczyńscy podawali za przykład rozwój kulturalny i ekonomiczny, który w tamtych latach był udziałem Polaków. To w pewnym sensie prawda. Dopiero co powstałe po wieku zaborów państwo polskie przeżywało wtedy swój rozkwit. Ale jest też inny aspekt historii tamtych lat. Przed zamachem stanu polska scena polityczna była bowiem ogarnięta chaosem. Skłócone stronnictwa polityczne zawierały jedną koalicję po drugiej. Rządy były niestabilne. Nie można było ustalić w ramach zawartych sojuszy wspólnej polityki gospodarczej.

W 1925 roku rozpoczęła się wojna handlowa między II RP a niemiecką Republiką Weimarską. Zachodnie mocarstwa podpisały 16 października 1925 roku układ w Locarno, w ramach którego Niemcy miały zagwarantowaną nienaruszalność swoich zachodnich granic, ale kwestia granic na wschodzie, w tym tych z Polską, pozostawała otwarta. Kraj był wyniszczony niedawną wojną bolszewicką, powstaniem śląskim i wielkopolskim, rzezią polsko-ukraińską, bezrobociem i zwykłym bandytyzmem. Józef Piłsudski wziął więc sprawy w swoje ręce i rozwiązał problem, wprowadzając rządy autorytarne.

Hannah Arendt w swoich "Korzeniach totalitaryzmu" umiejscawia ówczesny rząd polski w jednym rzędzie z faszystowskimi i autorytarnymi formacjami, które powstawały i obejmowały władzę nie tylko w Niemczech i Włoszech, ale też w Rumunii, na Węgrzech itd.

Sny o Marszałku

My, Polacy, na takie oceny się nigdy nie zgodzimy. Mówimy o tym, że trudy formowania się państwowości w tamtym okresie wymuszały stosowanie wyjątkowych instrumentów politycznych. To wszystko prawda. Rzecz w tym, że nie sposób tego wszystkiego ocenić jednoznacznie.

Z etycznego bowiem punktu widzenia szerzyło się moralne zło, z politycznego zaś mogło się wtedy wydawać, że stosowane metody są zasadne. Problem także w tym, że my dzisiaj nie potrafimy krytycznie spojrzeć na samych siebie, na nasze polityczne tradycje i usilnie kreujemy narodową mitologię, która powoduje, że podobne tendencje jak te z przedwojennych lat tlą się w nas do dzisiaj. W nas wszystkich tkwi wszelako tendencja i ukryte pragnienie, aby wszystko rozwiązywać za pomocą doraźnych i wyjątkowych środków. Lubimy przewroty, zamęt i zadymy polityczne. Uwielbiamy masowe i szybkie akcje. Natomiast brzydzimy się zwykłością i systematycznością. Wydaje się też, że sama demokracja nam nie służy, bo podsyca tylko polityczne różnice. Wolność słowa natomiast sprzyja politycznemu awanturnictwu i pieniactwu. Nic dziwnego, że ci najbardziej wyraziści polscy politycy śnią w malignie o Marszałku zaprowadzającym powszechny porządek w ciągu kilku dni i za pomocą paru dekretów.

Śniła o nim legenda polskiej demokracji - Lech Wałęsa. Mówił on przecież ciągle o mocnym ustroju prezydenckim i dekretach, którymi chciał rozstawiać po kątach przeciwników i robić z Polski drugą Japonię. Śnili o nim premier Jan Olszewski z Antonim Macierewiczem. Do dzisiaj opowiadana jest legenda o tym, jak chcieli pewnej nocy powtórzyć gambit Piłsudskiego. Wałęsa twierdzi, że jest w posiadaniu dokumentów, które mają świadczyć o tym, że planowano go internować. Były prezydent uważa, że ekipa Macierewicza przygotowała co najmniej dwa ośrodki w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, które miały go przejąć po internowaniu. Miano też dokonać selekcji żołnierzy, którzy mieli tego zatrzymania dokonać. Jednak to sen Wałęsy okazał się bardziej wyrazisty, bo to on się w efekcie zamachnął na swoich przeciwników i rozwiązał niepokorny rząd, co pokonani sami określili mianem zamachu stanu.

Śnią o Piłsudskim także bracia Kaczyńscy. Oni są jednak realistami i wiedzą, że tak skrajne metody, jak zamachy stanu i internowania, są niemożliwe do przeprowadzenia w ramach europejskiego ładu prawnego bez dalekosiężnych konsekwencji. Niemniej kiedy PiS objęło w 2005 roku rządy, zaczęto realizować radykalne projekty rewolucji moralno-politycznej. Minister Ziobro, nazwany szeryfem IV RP, rozpoczął harce, które niedawno zakończyły się głośnym procesem. Za nadzwyczajne środki zaprowadzania porządku zapłacił nie tylko minister-szeryf. Całe PiS radykalnie utraciło siłę polityczną. Zapomnieli bowiem, że naród polski nie lubi zbyt długo trwających stanów wyjątkowych. Zryw to zryw - nie może trwać wiecznie, bo się wszystkim nudzi.

Czy oznacza to, że przeciwnicy PiS są wolni od złych snów o Marszałku? Bynajmniej. Tylko z pozoru jawią się jako spokojni i systematyczni. W istocie są sprytniejsi i funkcjonują na bardzo nowoczesnym i subtelnym poziomie zaprowadzania porządków. Platforma Obywatelska nikogo nie aresztuje, nikogo nie internuje, nikogo nie chce obalać i jej przywódcy - w przeciwieństwie do liderów PiS - umieją robić użytek z technologii i nie krzyczą do mikrofonu jak na przedwojennych wiecach, bo wiedzą, że dobrze ich słychać, kiedy mówią normalnie. Siła spokoju emanuje z nich jednak tylko pozornie. W ich snach Marszałek bowiem nie szarżuje z szablą na siwku, ale siedzi wygodnie w skórzanym fotelu przy kominku i pali niespiesznie fajkę. Oni wiedzą, że przewrót się już dokonał i teraz tylko trzeba iść za ciosem.

Przestrzenie wyjątku

Stan wyjątkowy w Polsce trwa wszak od samego początku transformacji ustrojowej i to nie w sferze polityki, ale ekonomii i sferze społeczno-kulturowej. Prawica polska w tym ujęciu to po prostu niezauważające historycznych przemian polityczne skamieliny, a stosowane przez nich anachroniczne metody to rodzaj skansenu. Przewroty czynione za pomocą wojska i obozów internowania to dzisiaj zwykłe nieporozumienie. Tę lekcję dobrze odrobili liberałowie z PO, a wcześniej postkomunistyczni socjaldemokraci z SLD. Przewrót się udał. Zamachu dokonano w taki sposób, że jego ofiara nawet się nie zorientowała. Wiedzieli o tym dobrze bracia Kaczyńscy i grzmieli o hańbiącym naród "układzie okrągłostołowym". Oni chcieli po prostu obalić ten porządek i zaprowadzić swój.

Teoretyczna koncepcja stanu wyjątkowego została opracowana i przeanalizowana w latach 20. ubiegłego wieku przez niemieckiego filozofa Carla Schmitta. Ostatnio odkrywa ją na nowo najważniejszy chyba obecnie europejski filozof Giorgio Agamben. Opracowane przezeń pojęcie nowoczesnego stanu wyjątkowego, czyli sytuacji, kiedy władza zawiesza normalne funkcjonowanie prawa i stosuje nadzwyczajne metody, jest dosyć pojemne i da się zastosować nie tylko do takich kazusów jak przewrót majowy czy też poczynania administracji Stanów Zjednoczonych Ameryki w stosunku do terroryzmu. Bardzo ciekawe zastosowanie tego pojęcia zaproponowała dr Ewa Charkiewicz - znana polska ekonomistka i feministka, uprawiająca krytykę społeczną. W ramach zorganizowanego przez Krytykę Polityczną "Projektu Agamben" wygłosiła 21 listopada ubiegłego roku wykład, w którym określiła postsolidarnościową transformację ustrojowo-ekonomiczną jako właśnie sferę wyjątku, którą da się opisać przy użyciu narzędzi teoretycznych zaproponowanych przez Giorgia Agambena.

Neoliberalna powódź, która zalała nasz kraj zaraz po odzyskaniu niepodległości, skazała na wykluczenie rzesze niewinnych ludzi. Zaprzepaszczono potężny potencjał, który neoliberałowie nieelegancko nazywają "kapitałem społecznym". W efekcie powstały ekonomiczne getta, pełne wykluczonych i zbędnych dla obecnego systemu ludzi - ekonomicznych analfabetów. Między oficjalnym światem centrów handlowych i banków postawiono kryształowy mur. Wszystko to zrobiono tak, że uzasadniono wobec narodu drastyczne metody, które uczyniły z nas w efekcie kraj gastarbeiterów i kulturowo zapadłą prowincję Europy, będącą obecnie co najwyżej rynkiem zbytu dla światowej nadprodukcji dóbr konsumpcyjnych.

Doprowadzono do kryzysu w wielu obszarach. Najbardziej spektakularne jego aspekty to te, które ujawniają się w systemie emerytalnym i służbie zdrowia. Widać to także na przykładzie kolejnych nieudolnych reform edukacji i szkolnictwa wyższego, które mają doprowadzić do pełzającego kryzysu, mającego być w efekcie uzasadnieniem wprowadzania kolejnych wyjątkowych rozwiązań. Kiedy nie udało się PO w pierwszym podejściu pozbawić ustawowo dużej części narodu do nabytych uprawnień emerytalnych, rząd zasugerował (zaszantażował), że rozwiąże problem za pomocą rozporządzeń. Tak wyszły na jaw tkwiące także w liberałach Marszałkowe sny o dekretowaniu problemów politycznych. To tylko przykład.
Od lat przekonuje się nas, że musimy zgadzać się na przejściowe sytuacje (reformy), funkcjonujące w oparciu o wyjątkowe instrumenty, które mają służyć do zaprowadzenia porządku. Ładu jednak ciągle nie widać. Próżno też nam na niego czekać, bowiem panujący obecnie system przejawia tendencję do takich rozwiązań w sposób ciągły. On ich po prostu potrzebuje, bo jest z nich skonstruowany!

Apel o koniec snu

Polacy umieją działać skutecznie tylko w nagłych sytuacjach powszechnego zrywu. Co roku organizowany jest ogólnonarodowy "stan wyjątkowy", kiedy to gra Wieka Orkiestra Świątecznej Pomocy i - poza zobowiązanymi do tego strukturami władzy - ratuje polską służbę zdrowia. Nie umiemy zmusić rządu do tego, aby wykonywał swoje obowiązki należycie i zaopatrywał szpitale w potrzebny sprzęt, więc sami musimy organizować małą rewolucję i ciułać w rytmie rock&rolla miliony na ratowanie chorych dzieci.

To nam wchodzi znakomicie. Jakbyśmy byli niezdolni jako państwo do systematyczności, normalności, do zorganizowania życia społeczno-politycznego tak, aby polityczne wojny i walki się wreszcie skończyły i każdy mógł zająć się własnym życiem, obowiązkami i - co najważniejsze - osobistym szczęściem dnia codziennego, a przy tym tak, aby chorzy, cierpiący i potrzebujący zwykłej pomocy ludzie otrzymywali ją z nadwyżek, które potrafimy przecież wytwarzać. Czy jednak jesteśmy do tego zdolni w ramach zwykłych rozwiązań codzienności?

Apel Polskiego Stronnictwa Ludowego o rehabilitację Wincentego Witosa zawiera w sobie nieświadomy i niewypowiedziany postulat, abyśmy wreszcie skutecznie pochowali czcigodnego Marszałka i przestali o nim śnić. Co zrobił, to zrobił. Dzisiejsza Polska to zupełnie inna rzeczywistość. Czas to wreszcie dostrzec.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Panopticon

Świetny artykuł, rzetelna analiza, trafne wnioski. Nic dodać, nic ująć.

Dodaj ogłoszenie